Partner rozmowy: Medicover Polska
Czy sektor prywatny powinien być pełnoprawnym filarem systemu ochrony zdrowia w Polsce?
A nie jest? Bo moim zdaniem jednak jest pełnoprawnym. Sektor publiczny dzisiaj nie byłby w stanie zapewnić opieki dla wszystkich Polaków, gdybyśmy nagle wyłączyli system prywatny. Dlatego moim zdaniem należy mówić o dwóch filarach tego samego systemu ochrony zdrowia i dobrze by było, żeby one jeszcze lepiej ze sobą współpracowały. Czasami mam wrażenie, że próbuje się antagonizować te dwa systemy, a powinniśmy przecież szukać synergii i kopiować od siebie najlepsze rozwiązania, żebyśmy wreszcie zaczęli mówić o najważniejszym podmiocie systemu ochrony zdrowia w Polsce, czyli o pacjencie. Dzisiaj mówimy o finansach, źródłach finansowania, a powinniśmy rozmawiać o pacjencie.
Powiedział pan, że powinniśmy szukać punktów styku obu systemów. Gdzie one leżą?
Punktów styku jest wiele. Spójrzmy na POZ-y (przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej – red.), które są finansowane z Narodowego Funduszu Zdrowia. To w ponad 95 proc. podmioty prywatne, prywatni pracodawcy, którzy zainwestowali prywatne środki w to, żeby świadczyć usługi na rzecz społeczeństwa. Wiemy też dobrze o tym, jak wiele jest w Polsce szpitali prywatnych, które w jakiejś części są finansowane również przez narodowego płatnika. I jeśli chcemy mieć szpitale wysoko wykwalifikowane, z fantastycznym personelem, który będzie świadczył najwyższej jakości serwis dla swoich pacjentów, to muszą być szpitale przynajmniej częściowo finansowane z NFZ. Tylko wtedy, przy drogich, trudnych procedurach, jesteśmy w stanie zdobyć wystarczające finansowanie, które zapewni właśnie ten dobry personel, najwyższej jakości sprzęt, po to, żeby zadbać o najważniejszy podmiot tego systemu – pacjenta. Jeśli pacjent będzie dobrze zaopiekowany, będzie leczony z najwyższą jakością, to de facto zyska cały system, a przede wszystkim pacjenci.
A nie jest tak, że ten dobry personel jest przede wszystkim w sektorze prywatnym i on odpływa ze szpitali publicznych?
Oj, nie. To zbyt duże uproszczenie. Myślę, że personel często pracuje i tu, i tu. Zresztą powiedzmy sobie szczerze: na pewnym etapie życia zawodowego lekarza praca zarówno w publicznym, jak i prywatnym systemie daje mu możliwość szybszego i lepszego rozwoju, bo czerpie najlepsze praktyki z obu systemów. Ma do czynienia z różnego rodzaju pacjentami, ale też z różnego rodzaju technologiami, które może wykorzystywać w leczeniu pacjentów.
Jak powinna wyglądać wspólna ścieżka opieki nad pacjentem?
Przede wszystkim powinna być oparta na standardach najwyższej jakości. Cieszy mnie stwierdzenie prezesa NFZ Filipa Nowaka, że fundusz powinien kontraktować tych świadczeniodawców, którzy zapewniają najwyższą jakość. To dobra prognoza. Placówki prywatne, inwestujące w najnowocześniejsze i innowacyjne technologie, robią to z myślą o realnej efektywności leczenia oraz najwyższej jakości opieki. Takie podmioty powinny mieć realną szansę na uzyskanie kontraktów finansowanych przez narodowego płatnika. Dzięki temu większa liczba pacjentów mogłaby korzystać z najlepszych usług i najbardziej innowacyjnych technologii. To właściwy kierunek; warto weryfikować, czy wykonawcy usług opłacanych z NFZ to na pewno podmioty, które powinny mieć kontrakt. A może należałoby zastąpić je placówkami, które zapewnią wyższą jakość, lepszą technologię i szybszy proces powrotu pacjentów do zdrowia?
Czyli postuluje pan rynek jakości.
Zdecydowanie tak.
Ale czy w podmiotach prywatnych, rozumianych jako prywatni operatorzy medyczni, ta jakość zawsze jest na wyższym poziomie?
Na pewno jest tak, że w podmiotach prywatnych bardzo mocno stawia się na jakość i kontrolowanie tej jakości. Wprowadza się odpowiednie parametry pomiaru jakości. W naszej firmie mówimy na to „M-ki”, czyli medyczne wskaźniki jakościowe. Mamy kilka takich, które są od lat mierzone, i patrzymy na nie z dwóch perspektyw. Po pierwsze, na ile poprawiamy zdrowie populacji naszych pacjentów. Po drugie, na ile nasz personel wywiązuje się z wymagań związanych z realizacją tych wskaźników. I to badamy. Oczywiście, w każdym miejscu mogą pojawić się jakieś nieprawidłowości. I tutaj też mamy procedury, które natychmiast rejestrują nieprawidłowość. Ale to, co robimy w następnym kroku, jest jeszcze ważniejsze, bo wyciągamy z tego wnioski. Budujemy rozwiązania, które na przyszłość mają wyeliminować ryzyka, które do tej nieprawidłowości doprowadziły. To powoduje, że na końcu jakość dla pacjenta jest na najwyższym poziomie.
Punktem centralnym wszelkich dyskusji o systemie ochrony zdrowia są obecnie pieniądze. System publiczny może uczyć się efektywności wydatkowania środków od systemu prywatnego?
Od lat powtarzam, że pod względem efektywności prywatni pracodawcy mogą być wzorem dla innych obszarów, ponieważ inwestują własne środki. Nikt nie sfinansuje ich działalności, jeśli sami nie zarobią na pokrycie kosztów. Muszą zatem tak organizować pracę, aby móc po prostu „spiąć” rachunek wyników. To wymusza szukanie rozwiązań najbardziej efektywnych kosztowo, przy jednoczesnym zapewnieniu pacjentowi najwyższej jakości. Przykład jest prosty: jeśli wykonamy procedurę dobrze za pierwszym razem, pacjent nie musi do nas wracać, więc nie płacimy za tę samą usługę dwukrotnie. To realna oszczędność, ale przede wszystkim zyskujemy rzecz najważniejszą: lepsze zdrowie i satysfakcję pacjenta, bo od samego początku był on dobrze zaopiekowany.
Partner rozmowy: Medicover Polska