Czy Polska przespała szansę na rozwój sektora biotechnologii?

Trudno mi to jednoznacznie ocenić. Rzeczywiście, podczas debat na Kongresie Wyzwań Zdrowotnych przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia zwracali uwagę na to, że brak rozwoju biotechnologii w przeszłości był błędem i że powinniśmy skoncentrować się na tym obszarze wcześniej. Chciałabym zaznaczyć, że właściciel Polpharmy – Jerzy Starak – tej szansy nie przespał. Polpharma uruchomiła działalność biotechnologiczną w 2010 r., gdy w Polsce nie było jeszcze takich kompetencji. Teraz Polpharma Biologics/Rezon Bio jest oddzielną spółką Polpharma Biologics, która w tej chwili sprzedaje swoje produkty na największe rynki świata, w tym na rynek amerykański. To był proces, który postępował powoli.

Polpharma zaczynała 90 lat temu od bardzo prostych leków generycznych. Potem wprowadzaliśmy coraz trudniejsze postacie leków, zwiększając stopień skomplikowania produkcji. Dwa lata temu firma otworzyła centrum rozwojowe i produkcyjne wysokoaktywnych substancji czynnych. W całej Europie takich centrów jest bardzo mało, w Polsce wcześniej w ogóle ich nie było. Wszystko to mogło powstać dzięki pracy naszych naukowców, zgromadzonej bazie wiedzy i procedurom.

Kluczowe okazały się więc kapitał ludzki, know-how oraz zasoby wynikające z wielu lat doświadczenia.

Zdecydowanie tak. Taka firma produkująca zupełnie nową w Polsce klasę leków na światową skalę nie spada z nieba nagle. Nikt nagle nie otworzy w Polsce bardzo ryzykownej, kosztochłonnej, wymagającej wiedzy i doświadczenia produkcji farmaceutycznej. Warto zachęcać do tego renomowane firmy, które już produkują swoje leki w naszym kraju. Rząd oczekuje powstania większej liczby fabryk biotechnologicznych w Polsce; Polpharma jest przykładem, jak można to zrobić. Od solidnej bazy jak od trampoliny mogą się odbijać nowe technologie z silnym zapleczem doświadczenia, wiedzy i kapitału.

Jak w tym kontekście ocenia pani propozycję resortu zdrowia dotyczącą zwiększenia bezpieczeństwa lekowego Polski?

Z dużym szacunkiem. Oczywiście różnimy się w pewnych kwestiach, ale pomimo tego, że gwarancją sukcesu jest tylko wspólne działanie resortów zdrowia, finansów i gospodarki, Ministerstwo Zdrowia próbuje zachęcać do zwiększania produkcji w Polsce na tyle, na ile może.

Chciałabym także wyjaśnić, dlaczego to my, krajowi producenci leków, zwracamy uwagę na kwestię bezpieczeństwa lekowego. Wynika to z naszych trudnych doświadczeń m.in. z okresu pandemii. Nauczyliśmy się wtedy wszyscy, że dostęp do leków nie jest czymś oczywistym, jak powietrze czy woda w kranie. O ten dostęp trzeba dbać. Największym gwarantem tego, że leki będą dostępne w każdej sytuacji – a jesteśmy w trudnej rzeczywistości geopolitycznej – jest ich produkcja w kraju.

Nam nie chodzi o to, żeby państwo pomagało firmom, ale o to, żeby budowało bezpieczeństwo lekowe poprzez produkcję najważniejszych z perspektywy życia i zdrowia chorych leków w Polsce. Obecnie wielu leków nie produkujemy w kraju głównie z powodu taniej konkurencji zagranicznej, zwłaszcza azjatyckiej. Tani importerzy sprzedają u nas leki, co powoduje spadek limitów refundacji i cen, czyniąc produkcję krajową po prostu nierentowną. Jest ona w Polsce dużo droższa niż w Azji.

Prosty rachunek ekonomiczny wypada więc negatywnie, a w systemie brakuje pieniędzy. Jakie są zatem argumenty za tym, żeby mimo wszystko produkować leki w Polsce?

Dotychczasowe zachęty Ministerstwa Zdrowia dotyczące 10- i 15-proc. zwiększenia dopłat NFZ dla leków z listy G1 i G2 (leki produkowane w Polsce – red.) nie zadziałały i nie przełożyły się na rozpoczęcie produkcji nowych leków w Polsce. Teraz ogłoszono wprowadzenie głębszych zachęt, ale do osiągnięcia celu potrzebne jest globalne spojrzenie na wydatki i refundacje. Uważamy, że konieczna jest koordynacja celów resortów zdrowia, finansów i gospodarki. To są naczynia połączone. Budżet Narodowego Funduszu Zdrowia bierze się z naszych składek, ale ma też związek z PKB, a tylko produkcja w kraju ma realny wpływ na wartość produktu krajowego brutto. Importowanie leków nie ma pod tym względem żadnego znaczenia.

Dlatego postulujemy wprowadzenie „indeksu farmaceutyczno-gospodarczego”. Leki importowane dają wyłącznie zdrowie. Leki produkowane w Polsce dają zdrowie, ale też zwiększają budżet NFZ, bo tysiące pracowników fabryk płacą składki zdrowotne. Jednocześnie tylko produkcja w Polsce ma wpływ na PKB, na poziom innowacyjności i inwestycji. Dodatkowo to my zwiększamy bezcenne bezpieczeństwo lekowe.

W ubiegłym roku Polpharma obchodziła 90-lecie. W jakim kierunku chce rozwijać się firma w przyszłości?

Kontynuujemy produkcję leków cywilizacyjnych, co spełnia potrzeby największej liczby pacjentów w Polsce, ale w związku z postępem farmakoterapii wprowadzamy nowe formy, np. inhalacje, oraz nowe klasy leków i substancji czynnych. Przykładem są wysokoaktywne substancje czynne, ale też leki RNA, które niosą ze sobą potencjał tworzenia nie tylko szczepionek, ale i nowatorskich leków. To szansa na rozwój, wdrożenie i produkcję w Polsce preparatów leczących choroby, wobec których medycyna wciąż pozostaje bezradna, jak na przykład nieuleczalne choroby układu nerwowego. To obiecująca gałąź farmacji, której w Polsce wcześniej nie było. Dzięki współpracy z Agencją Badań Medycznych i otrzymanym dotacjom rozwijamy te kompetencje. Już w tym roku będziemy otwierać linię technologiczną do produkcji oligonukleotydów.

Gdzie powstanie ta linia produkcyjna i kiedy planowane jest jej uruchomienie?

Powstanie w Starogardzie Gdańskim, w naszym „miasteczku lekowym”. Uroczyste otwarcie nastąpi około kwietnia.

Barbara Misiewicz-Jagielak

Barbara Misiewicz-Jagielak