Coraz częściej rozmawiamy w Europie o tym, że zdrowie powinno stać się elementem wszystkich polityk prowadzonych przez państwa, a nie osobną, tworzoną w oderwaniu od pozostałych czynników społeczno-gospodarczych. Czy Europa kształtuje już swoje polityki z uwzględnieniem kwestii zdrowia, czy to na razie dopiero kierunek, co do którego panuje zgoda?

Powiedziałbym, że jesteśmy już poza etapem deklaracji. Dostrzegamy znaczenie nieco innego spojrzenia na zdrowie. Ono jest inwestycją w naszą przyszłość, ponieważ zdrowe społeczeństwo to również społeczeństwo, które może przyczyniać się do sukcesu gospodarczego i wzrostu ekonomicznego. Dlatego dla mnie bezpieczeństwo zdrowotne jest ściśle powiązane z bezpieczeństwem ekonomicznym i stanowi motor wzrostu gospodarczego. Jeśli pacjenci zaczynają chorować w wieku około 50–60 lat na choroby niezakaźne, choroby przewlekłe, ma to wpływ także na ich aktywność zawodową oraz udział w codziennym życiu. Biorąc pod uwagę ambicje Polski, żeby nadal dynamicznie rozwijać się gospodarczo, zdrowie powinno być stabilnym filarem umożliwiającym osiągnięcie tego celu.

Wspomniała pani o chorobach niezakaźnych. To rosnące obciążenie dla systemów ochrony zdrowia m.in. ze względu na starzenie się społeczeństw.

W tym kontekście kluczowym wyzwaniem wydaje się zapewnienie odpowiedniej profilaktyki, zarówno pierwotnej, jak i wtórnej. Jak radzi sobie z tym Polska?

Choroby niezakaźne stanowią poważne wyzwanie – cierpi na nie już niemal 10 proc. światowej populacji, a większość z tych chorób prowadzi do przedwczesnej śmierci. W Polsce do tej grupy należą m.in. cukrzyca, przewlekła choroba nerek oraz nadciśnienie tętnicze. Szczególnie niepokojące są dane dotyczące przewlekłej choroby nerek (PChN), na którą – jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2025 r. – cierpi obecnie ponad 4,5 mln osób w Polsce. Prognozy wskazują, że do 2034 r. liczba ta wzrośnie do 5,2 mln. Problem polega na tym, że choroba ta przez długi czas przebiega bezobjawowo. Pacjenci nie odczuwają bólu ani wyraźnych dolegliwości, dlatego diagnoza jest stawiana zbyt późno. W zaawansowanym stadium rozwoju przewlekłej choroby nerek trudno jest już skutecznie spowolnić progresję choroby. Właśnie dlatego kluczowe znaczenie ma profilaktyka, diagnoza oraz optymalne leczenie w jak najwcześniejszym stadium choroby. Cieszy fakt, że Polska – również w okresie swojej prezydencji w Radzie UE – wsparła unijny plan dotyczący chorób układu krążenia, który obecnie obejmuje także przewlekłą chorobę nerek. Istnieje wiele strategii i pomysłów, ale teraz nadszedł moment, aby wprowadzić je w życie; nie tylko o nich mówić, lecz realnie je wdrażać. Uważam, że Polska dysponuje wieloma narzędziami, które to umożliwiają.

W maju minie rok od wprowadzenia w Polsce programu profilaktycznego „Moje zdrowie”. Czy w ramach programu przewidziana jest również profilaktyka w zakresie przewlekłej choroby nerek?

Program uwzględnia badanie eGFR, które jest ważnym elementem diagnostyki przewlekłej choroby nerek. Jednak samo badanie eGFR nie daje pełnego obrazu funkcjonowania nerek i dostarcza jedynie częściowych informacji. Warto rozważyć rozwinięcie programu „Moje zdrowie”, zwłaszcza dodanie badania UACR dla pacjentów z grup ryzyka przewlekłej choroby nerek. Połączenie UACR z eGFR umożliwia kompleksową ocenę ryzyka przewlekłej choroby nerek oraz ryzyka sercowo-naczyniowego. PChN bywa często postrzegana jako choroba prowadząca do schyłkowej niewydolności nerek i rzeczywiście – w jej zaawansowanym stadium pacjent może wymagać dializ.

Jednak zasadniczym wyzwaniem jest to, że osoby z przewlekłą chorobą nerek w większości przypadków obarczone są podwyższonym ryzykiem zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych. W efekcie mogą one umrzeć przed osiągnięciem schyłkowego stadium choroby nerek, właśnie na skutek powikłań sercowo-naczyniowych. Badanie UACR jest prostym narzędziem diagnostycznym, które często umożliwia wcześniejszą identyfikację tego ryzyka. Połączenie obu tych badań byłoby bardzo korzystne, przy czym trzeba podkreślić, że wprowadzenie eGFR oraz badania ogólnego moczu do programu badań przesiewowych było pierwszym ważnym krokiem.

Na tym etapie kluczowe jest wykorzystanie dotychczasowych rezultatów programu „Moje zdrowie” – analiza zgromadzonych danych oraz konsekwentna kontynuacja działań poprzez rozszerzanie programu o kolejne badania przesiewowe.

W przypadku systemu ochrony zdrowia w Polsce najwięcej mówimy teraz jednak o pieniądzach, a raczej o ich braku. Czy wprowadzenie badania UACR to łatwy do wdrożenia i niedrogi krok, czy poważne obciążenie finansowe dla systemu?

Badania te są stosunkowo tanie. Oczywiście ich wprowadzenie wymaga pewnych zmian systemowych. Obecnie w przypadku podstawowej opieki zdrowotnej są one refundowane wyłącznie w ramach opieki koordynowanej. Aby mogły być szeroko wykorzystywane, niezbędne jest ich udostępnienie wszystkim placówkom POZ, tak aby zapewnić ich powszechne i łatwe zastosowanie. Idealnym rozwiązaniem byłoby także włączenie ich do medycyny pracy, ponieważ w Polsce badania przesiewowe w grupie pracowników są wykonywane regularnie.

Testy UACR to dobra inwestycja w przyszłość, również w zestawieniu z innymi rozwiązaniami. Wiemy, że pacjenci z nadciśnieniem tętniczym czy cukrzycą są bardziej narażeni na rozwój przewlekłej choroby nerek. Dzięki dostępnym w Polsce technologiom oraz postępującej cyfryzacji możliwe jest także wykorzystanie algorytmów w podstawowej opiece zdrowotnej do identyfikacji takich pacjentów oraz oceny ich ryzyka sercowo-naczyniowego i ryzyka przewlekłej choroby nerek. Istnieje więc wiele narzędzi, a ich zastosowanie nie wiąże się z wysokimi kosztami. Co więcej, taka inwestycja jest w pełni uzasadniona, ponieważ w przypadku osiągnięcia przez pacjenta schyłkowego stadium choroby koszty leczenia – dializ czy przeszczepu nerki – są bardzo wysokie.

Pia Schall

Pia Schall

Partner rozmowy Boehringer Ingelheim