fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ubezpieczenia

Iluzja „długu" emerytalnego

Fotorzepa, Szymon Laszewski Szymon Laszewski
Przesunięcie składki do ZUS jest niezbędne i niezależne od pilnej potrzeby redukcji pozostałych wydatków - pisze Bogusław Grabowski, prezes zarządu Skarbiec AMH i członek Rady Gospodarczej przy premierze
W dyskusji nad proponowaną przez rząd reformą systemu emerytalnego, oponenci zmian, krytykują często przesunięcie składki do ZUS ponieważ, ich zdaniem jest to: „zamiatanie długu pod dywan" czy też „ukrywanie długu emerytalnego", czy też „zmniejszanie bieżącego długu za cenę wzrostu tego długu w przyszłości" Takie argumenty padały także, ze strony krytyków propozycji rządowej, podczas debaty ekspertów zorganizowanej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ta sama argumentacja nawołuje również do redukcji innych wydatków budżetowych, często marnotrawnych, zamiast przesuwania składki z OFE.
Niestety, argumentacja ta jest wadliwa. Przesunięcie składki jest niezbędne i zupełnie niezależne od pilnej potrzeby redukcji pozostałych wydatków i pozostałej części deficytu finansów publicznych. A więc apel nie powinien być sformułowany tak: „zamiast ograniczać OFE ograniczcie inne, często marnotrawne wydatki" tylko „ograniczcie OFE, bo w zasadach reformy popełniono błąd i, zupełnie niezależnie, ograniczajcie pozostałe wydatki i deficyt"
Więcej o zmianach w systemie emerytalnymDlaczego argumentacja krytyków propozycji rządowej jest błędna? Otóż dlatego, że uznaje ona tzw. "dług" emerytalny (niejawny, ukryty) za dług publicznym tylko, że o dłuższym okresie zapadalności, w porównaniu do długu bieżącego, jawnego. Jest to oczywista pomyłka.
Tzw. "dług" emerytalny, „ukryty", to nie przyszły dług publiczny, tylko przyszłe zobowiązania emerytalne: terminowe, warunkowe, które, co jeszcze ważniejsze, w systemie zdefiniowanej składki znajdą w przyszłości automatycznie pokrycie w przyszłych dochodach z tytułu wpłacanych składek emerytalnych. "Dług" emerytalny, „ukryty", nie wynika, tak jak dług publiczny, z nadwyżki wydatków nad dochodami, nie jest więc długiem, nie jest różnicą a odjemnikiem  Dług publiczny jest natomiast różnicą pomiędzy wszystkimi dokonanymi dotychczas wydatkami publicznymi a dotychczasowymi dochodami sektora publicznego. Zauważmy, że zarówno wszystkie dotychczasowe wpłaty składek do systemu emerytalnego jak i suma wszystkich dotychczasowych wypłat emerytur znalazły już swoje odzwierciedlenie w długu publicznym. Natomiast przyszłe wypłaty z tego systemu będą finansowane przyszłymi wpłatami składki.
Z perspektywy finansów firmy dług publiczny byłby zobowiązaniem bilansowym, a "dług" emerytalny byłby zobowiązaniem pozabilansowym, warunkowym, bądź ujęty byłby w bilansie nie jako zobowiązanie z tytułu np.  wyemitowanych obligacji, a jako rezerwa na przyszłe zobowiązania. Różnica jest ogromna: emisja obligacji daje wpływy gotówki na pokrycie długu, a utworzona rezerwa na przyszłe zobowiązania „blokuje" zysk czy nadwyżkę na pokrycie przyszłych zobowiązań. Należy jednak dodać, że gdyby przyszłe zobowiązania emerytalne były ujęty w bilansie jako rezerwa na przyszłe zobowiązania, to również w bilansie tym zostałaby stworzona rezerwa (po stronie aktywnej bilansu) na przyszłe należności z tytułu składek i „bilans wyszedłby na zero", dług netto byłby zero. Zobowiązania te nie wymagają rezerwowania  Problem jest w tym, że rachunkowość  finansów publicznych jest bardzo prymitywna w porównaniu z rachunkowością firm (nie ma tu bilansu i pozabilansu), i że tej drugiej nie rozumie część  makroekonomistów.
Jak to się ma do refinansowania OFE z budżetu? Jeśli do OFE wpływają środki do kwoty nie większej niż suma przychodów z prywatyzacji(do tej pory ok. 110 mld PLN) i skumulowanej nadwyżki w finansach publicznych (a do tej pory jej nie było),  to OFE są filarem kapitałowym bo są zbudowane z oszczędności, z aktywów państwa. Jeśli natomiast wpływa tam kwota większa (do tej pory ok. 160 mld PLN) to ta nadwyżka jest sfinansowana ze wzrostu długu publicznego. I co oczywiste, ten wzrost długu publicznego pomniejsza "dług", czyli zobowiązania emerytalne . Tak więc przesyłanie do OFE kwot przekraczających wpływy z prywatyzacji w sytuacji braku nadwyżek w finansach publicznych jest niczym innym jak zamianą, przyszłego, warunkowego i samofinansującego się w przyszłości zobowiązania emerytalnego (pozabilansoego) na dług publiczny (dług bilansowy). Bądź też, w innym ujęciu, zamianą rezerwy na przyszłe zobowiązania za zobowiązania bieżące, bilansowe (z tytułu wyemitowanych obligacji)  Pamiętajmy przy tym, że jednocześnie nie zamieniamy przyszłych należności z tytułu składki na żadne aktywo bilansowe, że nie tworzymy rezerw z tytułu tych należności po stronie aktywów państwa.
Czyli zachowujemy się tak: sekurytyzujemy w obligacjach SP przyszłe zobowiązania emerytalne (zwane bezsensownie „długiem" emerytalnym, albo „ukrytym" albo „niejawnym"), pokazując je w długu publicznym, ale nie sekurytyzujemy przyszłych należności z tytułu składki i nie pokazujemy ich w aktywach państwa (bo nie mamy bilansu państwa)
Taka zamiana nie daje najmniejszych korzyści dla systemu emerytalnego i jego stabilności, a jej kontynuowanie prowadzi do wypychania z prawnych (konstytucyjnych, unijnych) i rynkowych limitów faktycznego długu publicznego (w relacji do PKB) przez "dług" emerytalny, czyli przez przyszłe zobowiązania emerytalne. Gdybyśmy ten proces kontynuowali to w polskim długu publicznym mielibyśmy zsekurytyzowany "dług", a więc zobowiązania emerytalne, a finanse publiczne musiały by wypracować skumulowaną nadwyżkę dochodów nad wydatkami zbliżoną w relacji do PKB do obecnego długu. To absurdalne.
Proszenie Komisji Europejskiej (a także rynków finansowych) o to żeby uznały, że część naszego długu publicznego, który generują OFE, finansowany obligacjami skarbowymi w gruncie rzeczy nie jest długiem nie ma najmniejszego sensu. Bo to uznanie jest niemożliwe. Obligacja wynika z finansowania nadwyżki wydatków nad dochodami, to oczywiste dla każdego. I tylko my Polacy wymyśliliśmy system w którym emitujemy obligacje by dokonać konwersji zobowiązania pozabilansowego na bilansowe, bądź, by zamienić rezerwę na przyszłe zobowiązania (równoważone jednocześnie równoważne przyszłymi należnościami) na bieżące zobowiązanie obligacyjne. Bez najmniejszego sensu. Ten zasadniczy błąd trzeba naprawić. I do tego zmierza propozycja rządu.
W taki sposób moglibyśmy mówić również o „długu" zdrowotnym i jego narastaniu w pogarszającej się demografii i również zacząć tworzyć na ten „dług" rezerwę i ją dodatkowo zsekurytyzować w obligacjach SP. Szczególnie, że, w przeciwieństwie do zreformowanego systemu emerytalnego, w systemie ochrony zdrowia wydatki będą rosły w pogarszającej się demografii, a składka zdrowotna będzie spadać, także dlatego, że spadać będą emerytury. Tam więc naprawdę albo będą powstawały deficyty albo będzie trzeba zwiększać obciążenia z tytułu składki zdrowotnej
Pojęcie „długu" emerytalnego lub „niejawnego" lub „ukrytego" pochodzi z czasów systemu repartycyjnego ze zdefiniowanym świadczeniem, a nie zdefiniowaną składką. Tamten system generował bieżące deficyty i wiadomo było, że będzie generował też coraz większe deficytu przyszłe. „Długiem"  ukrytym nazywano więc zdyskontowaną wartość przyszłych deficytów. W ujęciu rachunkowościowym firmy ten „dług ukryty" byłby różnicą pomiędzy rezerwą na przyszłe zobowiązania emerytalne a rezerwą na przyszłe należności z tytułu składki.
Lekarstwem na tę dolegliwość było wprowadzenie systemu zdefiniowanej składki z odpowiednim mechanizmem indeksacji niwelującym ryzyko demograficzne (indeksacji zapisów składki w ZUS według zmiany rocznej sumy podstawy składek w całym systemie), a nie wprowadzenie OFE.W systemie zdefiniowane składki wprowadzonym w 1999r pojęcie „długu" emerytalnego lub „niejawnego" lub „ukrytego" jest irrelewentne.
Należy jednak zauważyć, na co zwrócił uwagę Stefan Kawalec, że pierwotne rozwiązanie dające 100% neutralnośc budżetową systemu zostało popsute w 2002 r, zresztą z inicjatywy twórców reformy: „Oryginalnie, w rozwiązaniu przyjętym w 1999 roku, waloryzacja kont emerytalnych powiązana była wyłącznie z tempem wzrostu przypisu składek emerytalnych ZUS. Jednakże, gdy w roku 2002 nastąpił realny spadek tego przypisu o 2,3%, dodano w ustawie zapis, że wskaźnik waloryzacji nie może być niższy niż wskaźnik inflacji. Faktycznie kwoty na istniejących kontach w ZUS indeksowane są corocznie o większą z dwóch wartości: 1) wskaźnik inflacji 2) wskaźnik wzrostu przypisu składek emerytalnych wpływających do ZUS
Analiza prognoz inflacji/funduszu płac wskazuje jednak, że nie wynikają z tego istotne zagrożenia w perspektywie najbliższych dekad. Według tych prognoz inflacja jest wyższa od wzrostu przypisu składki tylko w kilku latach i suma odchyleń ze wszystkich tych lat wynosi poniżej 1,0%. Można jednak dla czystości systemu, przywrócić pierwotne rozwiązanie indeksacyjne.
Decyzja o przesunięciu części składki z OFE do ZUS jest więc niezbędna i powinna być dokonana dla naprawienia błędu jaki popełniono konstruując reformę z 1999 r. w tym właśnie fragmencie. Nie podważa ona ogromnych walorów i zasług tej reformy w pozostałych rozwiązaniach, w tym, w szczególności, w zakresie wprowadzenia systemy zdefiniowanej składki rejestrowanej na indywidualnych kontach. Nie podważa także pilnej potrzeby kontynuowania reformy systemy emerytalnego w zakresie stopniowego wydłużania i zrównywania wieku emerytalnego, a także upowszechniania jednolitego systemu emerytalnego poprzez stopniowe likwidowanie przywilejów emerytalnych. Co również oczywiste, wprowadzenie propozycji rządowej nie może być substytutem dalszej, pilnej konsolidacji fiskalnej.
Propozycja rządowa nie jest więc, jak to formułują niektórzy jej krytycy, żadnym instrumentem kreatywnej księgowości, a wprost przeciwnie, jest koniecznym odejściem od tejże kreatywnej księgowości, którą od 11 lat stosujemy w wyniku nieświadomego, niezamierzonego błędu.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA