Biznes

Okęcie: terminal widmo

SPINKA
Co dalej z nowym dworcem lotniczym w warszawie? Na to będą musieli odpowiedzieć prawnicy. A pasażerowie dalej będą się tłoczyć w starym terminalu
Porty Lotnicze umowę na budowę terminalu 2 na warszawskim lotnisku zerwały w piątek. Inwestor – konsorcjum firm Ferrovial, Budimex i Estudia Lamela – od pięciu miesięcy bezskutecznie próbował uzyskać zgodę na eksploatację od Państwowej Straży Pożarnej, bez której uruchomienie budynku jest niemożliwe. Całość prac miała być pierwotnie zakończona w 2005 r., ostatecznie termin przesunięto na maj 2007 r.
Zdaniem PPL wykonawca nie jest w stanie sprawnie zakończyć budowy i nie daje gwarancji, że kolejny ustalony termin otwarcia terminalu zostanie dotrzymany. Decyzje PPL poparł resort transportu. – Porty Lotnicze podjęły właściwą decyzję – powiedział „Rz” minister Jerzy Polaczek.Jak poinformował Piotr Bednarek, dyrektor biura rozbudowy terminalu 2, konsorcjum analizuje przesłane przez PPL oświadczenie o odstąpieniu od kontraktu.
Nie wiadomo jednak, jak decyzja o zerwaniu kontraktu wpłynie na termin zakończenia inwestycji i jej ostateczny koszt. – Do końca października mamy otrzymać ekspertyzę Instytutu Techniki Budowlanej w terminalu 2. Wtedy się dowiemy, jakie prace trzeba jeszcze wykonać w hali odlotów terminalu 2 i pirsie północnym – mówi Artur Burak, rzecznik Polskich Portów Lotniczych. Wówczas będzie można określić koszt niezbędnych prac. Lada dzień ma również rozpocząć się inwentaryzacja. Dopiero po jej zakończeniu będzie można sporządzić harmonogram prac i określić, kiedy w terminalu zostaną odprawieni pierwsi pasażerowie. Ewentualny spór z wykonawcą ma jednak nie mieć wpływu na dalsze opóźnienie. – Znajdziemy firmę, która niezbędne prace wykona szybko i sprawnie, wykończeniem nie musi zajmować się kolejny generalny wykonawca – podsumowuje Artur Burak. Jak dodaje, problemów z dostępem i prawami do projektu budowlanego nie będzie. W 97 proc. już jest on własnością Portów Lotniczych, przedsiębiorstwo zamierza dokupić brakujące 3 proc. Nie wiadomo, ile Porty Lotnicze będą musiały zapłacić za wykonanie niezbędnych do otwarcia terminalu prac. Ich koszt może sięgnąć nawet kilkudziesięciu milionów dolarów. A proces pomiędzy PPL i konsorcjum jest prawie pewny. Od 1 maja PPL nalicza kary za opóźnienie w oddaniu budynku – ok. 70 tys. dol. dziennie. Już uzbierało się w ten sposób ok. 12 mln dolarów. Suma nie może przekroczyć 10 proc. wartości kontraktu, czyli ok. 24,7 mln dolarów. Konsorcjum jednak opóźnieniu nie czuje się winne i twierdzi, że wynika ono z kolejnych zmian w projekcie, których żąda właśnie PPL. Płacić nie zamierza. Od momentu podpisania budzącego ogromne wątpliwości kontraktu koszt budowy wzrósł ze 199 mln dol. do 247 mln dol. Na razie konsorcjum otrzymało z tego ok. 180 mln dol. Więcej PPL z kieszeni na nowy terminal wykładać nie chce. Niewykluczone więc, że cenę prac dodatkowych odliczy od wartości kontraktu. A na to wykonawca bez walki się nie zgodzi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL