fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Biurokraci szkodzą deweloperom

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Opieszałość przy podejmowaniu decyzji administracyjnych sprawia, że firmom trudno jest planować inwestycje
 
O 8,4 proc. w piątek staniały akcje dolnośląskiego Ganta Development. Powód – jeden z największych deweloperów mieszkaniowych skorygował prognozy wyników na 2010 i 2011 r.
Ubiegłoroczny zysk kierowanej przez Karola Antkowiaka spółki, zamiast prognozowanych 47,8 mln zł przypadających na akcjonariuszy jednostki dominującej, wyniósł wedle szacunków zarządu 9 mln zł. Tegoroczny zarobek Ganta wynieść ma 30 mln zł wobec prognozowanych wcześniej 86 mln zł. Deweloper przesadził z prognozami m.in. dlatego, że zbytnio uwierzył w sprawność lokalnej administracji.
– Nie mieliśmy podstaw przypuszczać, że część kluczowych dla wyniku inwestycji opóźni się ze względu na przedłużające się procedury administracyjne. To, że urzędy nie dotrzymują terminów wydawania pozwoleń na budowę czy użytkowanie, już nikogo nie dziwi. Jednak skala tych opóźnień przerosła nasze wyobrażenia – nie ukrywał rozgoryczenia Andrzej Szornak, wiceprezes spółki.
Jedną z mocno opóźnionych inwestycji jest osiedle przy ul. Sokołowskiej w Warszawie, które ze względu na przedłużające się procedury ruszyło z półrocznym poślizgiem.
Gant nie jest jedynym, którego plany mocno skomplikowały wolno mielące młyny administracji. Kieleckie Echo Investment przed rokiem planowało, że w całym roku uruchomi 20 inwestycji mieszkaniowych i komercyjnych. Ostatecznie ruszyło ich tylko siedem. Jednym z powodów były problemy z uzyskaniem niezbędnych dla startu inwestycji papierków. Dla niektórych inwestycji, takich jak centrum handlowe Park Echo w Lublinie, spółka od pewnego czasu przestała już podawać prawdopodobny termin rozpoczęcia prac.
– Na chwilę obecną nie jestem w stanie przewidzieć nie tylko kiedy, ale i czy w ogóle ta inwestycja ruszy – nie ukrywa Piotr Gromniak, prezes Echo Investment.
Deweloperzy głośno mówią, że administracja ma ogromne problemy z dotrzymywaniem ustawowych terminów wydawania kluczowych dla branży decyzji – warunków zabudowy i pozwoleń na budowę. Jak wynika z ankiety sporządzonej przez Polski Związek Firm Deweloperskich, 47 proc. uzyskanych w ciągu ostatnich trzech lat pozwoleń na budowę i aż 95 proc. decyzji o warunkach zabudowy wydanych zostało po ustawowym dwumiesięcznym terminie.
– Czasami deweloperzy proszą wręcz urzędników o wydanie decyzji odmownej, ponieważ takową mogą zaskarżyć przed sądem administracyjnym. Urzędnicy nie chcą jednak zbyt szybko podejmować decyzji, by nie zostać oskarżonymi o sprzyjanie, oczywiście nie bezinteresowne, konkretnemu inwestorowi – ocenia Jacek Bielecki, ekspert PZFD.
Inwestorzy przyznają, że opieszałość administracji wynika m.in. z niskiego pokrycia terenów miast planami zagospodarowania przestrzennego. Gdy takowych dla danej działki nie ma, inwestor musi uzyskać od urzędu decyzję o warunkach zabudowy określającą m.in., jak wysokie mogą być budynki w danym miejscu.
– Takie rozstrzygnięcia przesądzają często o kierunku rozwoju architektonicznego danej części miasta. Trudno się dziwić urzędnikom, że starają się odsunąć w czasie podejmowanie decyzji w tej sprawie – mówi Bielecki.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora b.dowgielski@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA