Teatr

Zło opisane w "Biesach" okazało się atrakcyjne na scenie

Radosław Krzyżowski (Stawrogin) i Urszula Grabowska-Ochalik (Liza)
Fotorzepa, Paweł Nowosławski Paweł Nowosławski
Czy dziś, gdy świat zalewa fala terroryzmu, opis metod działania grupki anarchistów siejących zamęt w przedrewolucyjnej Rosji może budzić emocje?
Otóż tak. Wizja zawarta w "Biesach" Fiodora Dostojewskiego nadal ma siłę wstrząsu. Unaocznił to Krzysztof Jasiński, wystawiając własną adaptację powieści.
Rosyjski pisarz dał w "Biesach" obraz świata drugiej połowy XIX wieku. Niedoskonałości usiłuje "wyprostować" grupa spiskowców metodami dalekimi od cywilizacyjnych standardów - najbardziej nikczemnymi, bestialskimi - zatracając kontrolę nad własnymi popędami. Dostojewski, wnikliwy analityk ludzkich dusz, nie pisał dla teatru. W prozie powieściowej stworzył jednak tak wyraziste, zróżnicowane i głęboko umotywowane psychologicznie postacie, że wprost kuszą, by je przenieść na scenę.
"Biesy" Jasińskiego zachowują główne wątki epickiego opisu. W dusznym klimacie schyłkowych dekad rosyjskiej monarchii zderzają się ze sobą straceńcze koncepcje młodych radykałów, mających za złe ustępującemu pokoleniu, nierzadko rodzicom, pustosłowie, pięknoduchostwo i wikłanie się w wypaczające charaktery majątkowe zależności. Są tu sceny olśniewające, jak brawurowe starcie władczej Barbary Stawrogin z duchowo i finansowo ubezwłasnowolnionym przez nią Stiepanem Wierchowieńskim, kiedy to sonduje stan jego uczuć, szantażując go wizją małżeństwa ze swą młodziutką wychowanicą Darią. Anna Tomaszewska i Jerzy Święch - ona despotyczna, on komicznie pogubiony - dają popis aktorstwa szlachetnej próby. Radosław Krzyżowski w głównej roli Mikołaja Stawrogina znakomicie gra cynika, któremu coraz dotkliwiej doskwiera świadomość, że czynienie zła - gdy pozostaje bezkarne - jest jałową czynnością. Wciąż więc kusi los. Ciekawie wypadły zwłaszcza sceny jego duchowego pojedynku z ascetycznym mnichem Tichonem, doskonale uosabianym przez Andrzeja Roga. Los nieszczęsnej Marii Lebiadkin z wyczuciem oddała Beata Rybotycka. Światek demoniczno-zmysłowych kobiet modliszek reprezentowała Liza w wykonaniu Urszuli Grabowskiej-Ochalik, a zdeklarowanych łajdaków - młody Piotr Wierchowieński w brawurowej interpretacji Grzegorza Mielczarka. I chociaż pewne rozwiązania Jasińskiego raziły natrętną symboliką -np. lalki na stryczkach mógł sobie darować - i tak jego "Biesy" mogą uwieść widza. Także pięknem wykonywanych na żywo, wielogłosowych pieśni Ukraińskiego Chóru Woskriesinnia pod dyrekcją Aleksandra Tarasenki.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL