Od spotkania z młodą wdową w kijowskiej restauracji upłynęło ponad 11 lat. Nigdy nie opisałem rozmowy z grudnia 2014 r. Głos się jej łamał. Trzymała w ręku czarny smartfon Samsunga, wysłużony, obtłuczony po bokach. Na szczupłym palcu obrączka. Skromna, cienka. Pokazała ostatni SMS od męża: „Drugą dobę szturmujemy Iłowajsk. Łączność się rwie”. I jeszcze coś osobistego, nie dla mediów.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: W jak bardzo złym stanie jest nasz świat?

Mąż Tetiany Czornowoł, Mykoła Berezowy, zginął pod Iłowajskiem w obwodzie donieckim w 2014 roku

Wiadomość przyszła w nocy z soboty na niedzielę, o 4:30. Coś ją wtedy obudziło, ale się nie zorientowała, że to SMS. Pomyślała, że to czteroletni synek mówi przez sen, pobiegła, by go otulić kołdrą. Nie poszła spać, myślała w łóżku o aferze korupcyjnej, którą rozpracowywała. Od kilku dni była tak zajęta, że nie odbierała telefonów od męża.

– Byłam pewna, że nigdzie nie pojedzie, miał dyżurować w bazie, a dyżurny na akcje nie wyjeżdża. Wydzwaniał, ale panowało takie napięcie w pracy, że nie miałam, kiedy rozmawiać. Lepiej skończyć pracę i jechać do niego. Myślałam, że gdybym odebrała, to i jemu by się nastrój pogorszył po rozmowie – opowiadała.

Rano wzięła do ręki smartfon. Przeczytała SMS i odpowiedziała „Kocham Cię, trzymaj się”. – Jak on jest w boju, to nie dzwonię, wysyłam SMS – tłumaczyła. Chwilę potem przyszedł kolejny SMS. Od doradcy szefa MSW Arsena Awakowa. Pisał, że mąż nie żyje.

Dla Tetiany Czornowoł już w 2014 r. trwała wojna o wszystko. A spodziewała się jej nawet wcześniej. 

– Gdybym wtedy odpowiedziała, to miałby siły do życia. Nie umarłby. To nie była śmiertelna rana, dostał w nogę. Wykrwawił się. Byliśmy sobie bardzo bliscy, także politycznie – mówiła Tetiana Czornowoł, jedna z najważniejszych postaci na Ukrainie ponad dekadę temu. Dziennikarka śledcza, zasłużona w nagłaśnianiu korupcji otoczenia prezydenta Wiktora Janukowycza i szerzej – wśród polityków prorosyjskich (do tego stopnia zasłużona, że „była próba zabicia mnie”. „Gdybym wtedy umarła, nie musiałabym chować męża”). Potem – po ucieczce Janukowycza, aneksji Krymu przez Rosję i rozpoczęciu przez nią wojny w Donbasie – deputowana Rady Najwyższej. Czasem zakładała mundur i pojawiała się na froncie, także pod Mariupolem. Dosłużyła się oficerskiego stopnia, starszego lejtnanta.

Mąż Tetiany Czornowoł, Mykoła Berezowy, lokalny polityk, który wstąpił do batalionu Azow, zginął pod Iłowajskiem w obwodzie donieckim 10 sierpnia 2014 r. W bitwie pod Iłowajskiem, trwającej od 6 do 31 sierpnia, prorosyjskich separatystów wspierało kilka tysięcy rosyjskich żołnierzy pod wodzą generała Walerija Gierasimowa, potem głównego dowódcy wojsk kremlowskich najeźdźców. Była kluczowym momentem w ówczesnych walkach o Donbas. Krwawa porażka wymusiła na Ukraińcach podpisanie porozumień mińskich, które na lata uśpiły czujność Zachodu. Na dobre przebudził się 24 lutego 2022 r., gdy Kreml rozpoczął wielką wojnę.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Donald Trump i jego „Światowy Związek Rad Pokoju”

Ukraińcy wciąż pokazują, że są silni

Wielka wojna trwa cztery lata. Zwana „pełnoskalową”. Rozważania o nazwie tego, co polega na mordowaniu ludzi w ich ojczyźnie, wydają się nie na miejscu. Ale przyznam, chrzęści mi to określenie, jeżeli już, to wojna na pełną skalę, o wszystko. Dla Tetiany Czornowoł już w 2014 r. trwała wojna o wszystko. A spodziewała się jej nawet wcześniej. – Gdy Janukowycz wygrał wybory [w 2010 r.], Putin już myślał, że ma nas w kieszeni. Uważał, że Janukowycz to prezydent techniczny i zaraz Ukraina stanie się gubernią Federacji Rosyjskiej. Tam, jak wykryłam, wypływała większość ukraińskich pieniędzy – opowiadała.

Do wojny doprowadziła sekwencja wydarzeń: Janukowycz nie podpisał w 2013 r. umowy stowarzyszeniowej z UE, na co masy Ukraińców zareagowały buntem, zwanym Euromajdanem, który przegnał Janukowycza, Putin zareagował aneksją Krymu, a potem wsparł separatystów w Donbasie. – Dla mnie najważniejsza była niepodległość, integracja europejska na drugim miejscu – tłumaczyła Czornowoł. I nie kryła zawodu postawą Zachodu: – Jakie to niesprawiedliwe, cynicznie. Przecież gdy rezygnowaliśmy z broni jądrowej, dawano nam gwarancje integralności terytorialnej. Umowy mało co znaczą. Teraz [w grudniu 2014 r.] też mamy rozejm z Putinem. Ale dopóki nie będziemy silni, dopóty nie będziemy potrzebni światu – mówiła.

Ukraińcy wciąż pokazują, że są silni. Świat zaś daje niespójne sygnały.