fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Turkuć - podziemny trębacz

Turkuć podjadek, Gryllotalpa gryllotalpa. Długość ciała ok. 6 cm. Pospolity
Fotorzepa, Tomasz Kłosowski Tomasz Kłosowski
Być może jest nieprzyzwoitością rekomendować turyście do oglądania istotę, która chowa się pod ziemią, i jeszcze do tego zapewniać, że spotka on ją na szlaku. Ale chyba można to uczynić w sytuacji, gdy turystyka staje się coraz bardziej aktywna i coraz więcej ludzi chce podczas wędrówek nie tylko patrzeć, ale też coś robić. No, to może na chwilę oddać się tropieniu?
Kto jest czujny, ciekawy świata i ma dobre oko na skraju piaszczystego pola, jakich pełno w nizinnej części Polski, ujrzy być może łagodne i kręte smugi na piasku. To prawdopodobnie zarysy podziemnych korytarzyków turkucia podjadka -pokaźnego owada z rzędu prostoskrzydłych, krewnego świerszczy, szarańczaków i pasikoników.
Zwykle drąży je on głębiej, nawet kilkadziesiąt centymetrów pod ziemią, ale bywa, że tuż pod powierzchnią gruntów. Gdybyśmy mieli oko dudka, takich korytarzy widzielibyśmy pewnie mnóstwo, bo turkuć jest pospolity, a dla wspomnianego ptaka stanowi ulubiony przysmak.
Spostrzegawczemu uda się czasem zobaczyć naszego bohatera na powierzchni ziemi. Jest na co popatrzeć. Gdy pokazałem go kiedyś dwóm znajomym damom, i to zajmującym się redagowaniem filmów przyrodniczych, zakrzyknęły: "Ależ to potwór!". Cóż, nasz stosunek do zwierząt budujemy na swobodzie skojarzeń. Niektórzy porównują go do owadziego smoka, podziemnego czołgu, koparki... Bo też jego wygląd i budowa są, łagodnie mówiąc, osobliwe. To istota, która ma zęby na nogach, uszy na tylnej części ciała, a hejnały gra na trąbie schowanej w ziemi... O czym warto się przekonać naocznie, ale bez chwytania owada w ręce. Może on bowiem zrobić użytek ze swych żuwaczek i zadrasnąć napastnika. Nie jest wprawdzie jadowity, ale - zdaniem niektórych przyrodników - może w takiej sytuacji zakazić ciekawskiego delikwenta laseczkami tężca, które żyją w ziemi. Nie wiem, jak bardzo to niebezpieczeństwo jest poważne, ale z zasady turystom proponuję, by nie chwytali istot spotykanych na szlaku - w imię obopólnego bezpieczeństwa.
Brzeg dziwacznej stopy turkucia może też trochę przypominać groźnie uzębiony brzeg łyżki koparki. Pozwalają te stopy rozcinać ziemię i korzenie. Przednie kończyny to tęgie łopaty odgarniające ziemię. Przód ciała jest tak zaangażowany w rycie i kopanie, że część zadań orientacyjnych musiał przejąć tył. Owe wspomniane poprzednio "uszy" to faktycznie długie wyrostki czuciowe wrażliwe na dźwięki i drgania. Orientacja sejsmiczna jest wszakże wyjątkowo ważna pod ziemią. Dzięki niej może turkuć np. wiedzieć, czy nie dokopuje się doń jego największy wróg -kret, mający oczywiście jeszcze lepsze urządzenia do kopania i podziemnej nawigacji, a zwłaszcza znakomity węch.
Tylne odnóża turkucia zatraciły natomiast właściwą tej grupie owadów skoczność, bo jak tu - i po co -skakać w wąskich tunelach. Nie ma też po co po nich fruwać, dlatego zdolność latania u tego ciężkiego owada jest znacznie ograniczona. Korzystają z niej przede wszystkim samce podczas godowych popisów w ciepłe wieczory wczesnego lata. Ale jak całe turkuciowe życie, tak i te loty są zdecydowanie przyziemne, odbywają się nad samą powierzchnią gruntu.
Zresztą i tak bardziej niż do latania skrzydła służą turkuciom w tym czasie do muzykowania. A w tej dziedzinie, trzeba przyznać, osiągają wysoki poziom, przynajmniej jeśli idzie o natężenie dźwięków. Należą do najgłośniejszych owadów świata. Pod względem estetyki te koncerty nie są już tak wysokiego lotu, sprowadzają się do turkotania, któremu ci grajkowie zawdzięczają pierwszą część swej nazwy. Ale widocznie podobają się samicom, zwłaszcza że one same dysponują dużo cichszym głosem. Do ćwierkania służą turkuciom obu płci delikatne urządzenia przy nasadach pierwszej pary skrzydeł.
Gdy wspomnianym uprzednio damom powiedziałem, że samica w sporej podziemnej norce bardzo troskliwie opiekuje się pękiem ponad dwustu jaj, a potem pozostaje przy wylęgłych młodych, z miejsca przyjaźniej popatrzyły na naszego bohatera. W ogóle ta istota, która w zbliżeniu wygląda, jakby była prototypem robota z filmu s. f., zasługuje na uwagę. Tylko o tym lepiej głośno nie mówić w obecności ogrodników, rolników i leśników, którzy mają ją za dużego szkodnika i tępią. Turkucie bowiem, a już w szczególności ich młode, podgryzają korzonki roślin, skąd wzięła się druga część nazwy owada. Ale też, jak to zwykle bywa w przyrodzie, straty przynajmniej w części wynagradzają łowieniem rozmaitych, a przez ludzi zazwyczaj niemile widzianych drobnych bezkręgowców.
Co bystrzejsi tropiciele zauważą lejkowate, dosyć głębokie norki w ziemi. Zbudowały je te samce turkucia, którym naturalne instrumenty muzyczne nie wystarczą. Wygrzebują więc jamkę, która do złudzenia przypomina kształtem trąbkę, lokują się na jej poziomo zawiniętym dnie i stamtąd dopiero koncertują, uzyskując tym sposobem znaczne wzmocnienie dźwięku.
Cóż, turkuć dowodzi, że nie tylko każdy orze, jak może - a on naprawdę może i ma czym! - ale też każdy gra hejnał, jak może i skąd może. Ludzie w tym celu wspinają się zwykle wysoko, choćby na wieżę mariacką. Turkucie schodzą pod ziemię. I wszystko gra.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA