fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo dla Ciebie

Mniej pracy i nauki na uczelniach państwowych

Fotorzepa, Michał Walczak Michał Walczak
Studenci pouczą się za darmo tylko na jednym kierunku studiów, a profesorzy popracują na jednym etacie
Na piątkowym posiedzeniu Sejm przegłosował ustawę o szkolnictwie wyższym oraz ustawę o stopniach naukowych. Przepisy, które przyjął, ograniczają młodym ludziom możliwość darmowego studiowania na kilku kierunkach jednocześnie. Przewidują, że student studiów dziennych może podjąć bezpłatną naukę na drugim kierunku, jeśli jednak po pierwszym roku nie spełni kryteriów otrzymania stypendium rektora, nie będzie mógł za darmo kontynuować nauki na drugim fakultecie. Posłowie wprowadzili poprawkę do rządowego projektu nowelizacji ustawy. Podobną możliwość bezpłatnego studiowania dali też absolwentom.
[srodtytul]Fakultet to mało[/srodtytul]
– Wprawdzie są to dla nas ograniczenia, ale nie sprzeciwiamy się im. Prawo do podjęcia studiów na drugim kierunku jest przynajmniej jasno określone, choć jeden fakultet to mało – komentuje zapisy Dominika Kita, przewodnicząca Parlamentu Studentów RP.
Dodaje, że młodych ludzi cieszą też zmiany, które ograniczają wykładowcom pracę na wielu etatach. Staną się bardziej dostępni dla studentów. Praca nauczyciela akademickiego na kilku uczelniach nie będzie już normą. Nowe przepisy określają bowiem, że wykładowca uczelni publicznej może podjąć dodatkowe zatrudnienie tylko u jednego pracodawcy, i to za zgodą rektora. Musi także prowadzić działalność dydaktyczną lub naukowo-badawczą. Obecnie wykładowca zgody rektora potrzebuje tylko na pracę na trzecim i kolejnym etacie. Posłowie zostawili jednak wszystkim zainteresowanym furtkę. Nauczyciele będą wykładać do woli na kilku uczelniach, jeśli założą działalność gospodarczą.
– Te zapisy, wbrew temu, co się powszechnie mówi, nie uderzą w szkoły prywatne. Limit etatów będzie raczej dotkliwy dla państwowych uczelni. W mojej szkole 80 proc. wykładowców pracuje na jednym etacie. Nie wszystkie więc szkoły prywatne funkcjonują tylko dlatego, że ich kadrę zasilają wykładowcy z państwowych placówek – mówi „Rz” Krzysztof Pawłowski, rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu.
[srodtytul]Szybkie habilitacje[/srodtytul]
Od października uczelnie nie zatrudnią doktorów na stanowiskach docenta. Zostaje ono zlikwidowane. Ale naukowiec, który je dziś zajmuje, zostanie na nim aż do ukończenia 65 lat. Na funkcję rektora uczelni będzie mogła startować osoba z tytułem doktora.
Zmiany dotyczą także zdobywania habilitacji. Będzie ona szybsza. Prezydent nada tytuł profesora osobie, która nabyła uprawnienia tożsame z uprawnieniami doktora habilitowanego. Czyli ma wybitne osiągnięcia naukowe, kierowała zespołami badawczymi finansowanymi z konkursów krajowych bądź zagranicznych lub uczesticzyła w zagranicznych stażach i badaniach naukowych. Ponadto, w myśl nowych przepisów, rektor będzie mógł zatrudnić doktora bez habilitacji na stanowisko profesorskie.[b] Takie uproszczenie dotyczy doktorów, którzy przez co najmniej pięć lat pracowali naukowo w krajach, w których nie ma habilitacji, a jednocześnie kierowali tam projektami badawczymi.[/b]
– To dobre posunięcie. Jednocześnie można też powiedzieć, że etap habilitacji jest naukowcom niepotrzebny. Nie uznają jej Amerykanie, a zdobywają najwięcej Nagród Nobla. Aby do tego doprowadzić u nas, trzeba stworzyć konkurencję między wszystkimi uczelniami w staraniu się o środki finansowe na dydaktykę czy naukę – komentuje dr Pawłowski.
Reforma szkolnictwa wprowadza zaczątki konkurencji. Najlepszym wydziałom na uczelniach – publicznych i prywatnych – nowe przepisy umożliwiają ubieganie się o status Krajowego Naukowego Ośrodka Wiodącego (KNOW) na pięć lat. Po jego uzyskaniu dostaną one od ministra nauki zwiększoną dotację na działalność i na aparaturę badawczą. KNOW będą też miały pierwszeństwo przy ubieganiu się o granty na badania oraz dofinansowanie zakupu sprzętu.
[ramka]OPINIA
[b]Jerzy Woźnicki, prezes Fundacji Rektorów Polskich[/b]
Ta reforma ma lepsze i gorsze strony. Wśród tych pierwszych są przykładowo zmiany polepszające jakość studiów. Chodzi o krajowe ramy kwalifikacji, które dadzą uczelniom większą wolność w ustalaniu kierunków i programów studiów. Oprócz tego zobowiązują uczelnie do opracowywania strategii rozwojowych. Jednocześnie pozwalają szkołom tworzyć z nadwyżki finansowej własny fundusz rozwoju uczelni przeznaczony na finansowanie wdrażania strategii. Rozczarowanie środowiska akademickiego wzbudziło odrzucenie zapisów, które gwarantowałyby przeciętne płace w szkolnictwie wyższym w relacji do tzw. kwoty bazowej. Po trzykrotnych podwyżkach w ostatnich latach w oświacie brak podwyżek w szkolnictwie wyższym jest poważnym problemem.[/ramka]
[i][b]etap legislacyjny:[/b] przepisy wejdą w życie w roku akademickim 2011/2012[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA