fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Były więzień Auschwitz - rozmowa o historii

Kazimierz Albin, były więzień KL Auschwitz (numer 118)
www.auschwitz.org.pl
Kazimierz Albin były więzień KL Auschwitz (numer 118)
[b]Rz: Czy pamięta pan dzień, w którym przywieziono pana do Auschwitz?[/b]
[b]Kazimierz Albin:[/b] Oczywiście, tego dnia nie zapomnę do końca życia. 14 czerwca 1940 roku. Było nas 728, przyjechaliśmy z Tarnowa. Na stacji kolejowej Auschwitz skierowano nas na bocznicę. Tam czekali esesmani oraz 30 kapo, których przywieziono z Sachsenhausen.
W łapach pały, pejcze. Lagerführer powiedział: „To jest obóz koncentracyjny. Jako wrogowie Rzeszy zostaliście internowani. Zdrowi mężczyźni przeżyją tu trzy miesiące, księża miesiąc, a Żydzi tydzień”.
[b]Co było dalej?[/b]
12 godzin brutalnego bicia i ganiania po placu. Kazali nam skakać żabką. Miałem wtedy 17 lat, byłem po sześciu miesiącach śledztwa i ciężkich więzieniach...
[b]Za co pana aresztowano?[/b]
Zostałem zatrzymany, kiedy próbowałem się przedrzeć przez Słowację do Wojska Polskiego na Zachodzie. W Auschwitz spędziłem trzy lata. Codziennie ocierałem się o śmierć. Przeżyłem, bo znałem niemiecki. Esesman w Auschwitz mógł bezkarnie zastrzelić więźnia, jeżeli ten nie zrozumiał wydanego przez niego rozkazu! W obozie widziałem rzeczy straszne. Góry ludzkich ciał przekładane warstwami nasączonego benzyną drewna. Dniem i nocą snuł się nad nimi gęsty, gryzący dym...
[b]W jaki sposób wydostał się pan z Auschwitz?[/b]
Uciekłem. To było 27 lutego 1943 roku. Największa udana ucieczka z obozu. Siedem osób. Po wydostaniu się za druty przepłynęliśmy wpław Sołę, po której pływały bryły lodu. Ścigający nas Niemcy musieli się dostać do oddalonego o 3 kilometry mostu. Zyskaliśmy na czasie i udało nam się oddalić od obozu. Potem dostałem się do Krakowa.
[b]Ukrywał się pan tam do końca niemieckiej okupacji?[/b]
Nie. Zrealizowałem swój pierwotny zamiar i wstąpiłem do wojska. Skończyłem podziemną podchorążówkę i zostałem szefem dywersji bojowej Obwodu Kraków AK. Pamiętam, jak w 1944 roku wykonywaliśmy na ulicy wyrok na pewnym gestapowcu. Wyjątkowy bydlak. Nie będę ukrywał, że po tym, co przeżyłem w Auschwitz, miałem sporą satysfakcję.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA