fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Subotnik Ziemkiewicza: Jaśnie pan zaczyna pajacować

Rafał A. Ziemkiewicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Jesień zrobiła się na dobre, więc definitywnie wracam do Warszawy. Ma to tę dobrą stronę, że zanika pokusa, by, jak niektórzy inni felietoniści, zaprzątać uwagę czytelnika opisywaniem drzew za oknem, walk z chamami zasmradzającymi okolicę, bo taniej im palić plastikowe śmieci w piecu, niż płacić za wywóz, użerania się z wodą w piwnicy, inspekcją budowlaną i złodziejami, słowem – opiewaniem ogólnie znanych uroków wiejskiego życia, które miastowym kojarzy się z sielskością i świętym spokojem. Zresztą zawsze, wydaje mi się, byłem na tę pokusę dość odporny.
No dobrze, ale w takim razie – o czym tu pisać na warszawskim bruku?
Znalazłoby się parę tematów, których jeszcze nie było w tygodniu okazji poruszyć. Na przykład wyrzucenie z Sejmu kamer satyrycznego programu „Siara w kuluarach”. Kancelaria Sejmu uznała, że Janusz Rewiński, zadając posłom podchwytliwe i zbyt inteligentne jak na ich możliwości pytania ośmiesza czcigodne gremium. Jak można jeszcze bardziej „obniżyć powagę” Sejmu, którego wicemarszałkiem jest Stefan Niesiołowski, doprawdy nie wiem. Zwrócę tylko uwagę, że dokładnie za to samo, zadawanie podchwytliwych pytań, podpadł był swego czasu niejaki Sokrates. Może nie wróży to Rewińskiemu dobrze, ale towarzystwo zaszczytne.
O wykuwających się politycznych obyczajach językowych? Politolog Jabłoński w obiektywnej politologicznej analizie charakteryzuje działaczy PiS naukowym mianem „politycznych pachołków Kaczyńskiego”; prezydencki doradca Nałęcz, zatrudniony dla potrzeb prezydenckiego wizerunku (nawet Bronisław Komorowski wydaje się na jego tle nieco mniejszym safandułą) oznajmia, że Jarosława Kaczyńskiego „trzeba leczyć”; minister Sikorski pozwala sobie oficjalnie na utrzymane w duchu platformerskich rozmówek przy kieliszku dywagacje o pigułkach Kaczyńskiego (szczerze życzę Sikorskiemu, żeby nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji, w jakiej Kaczyński sięgnął po leki uspokajające) ? co tu wspominać o sforze drobnych autorytecików medialnych… Oczywiście nie jest to psuciem politycznego języka ani mową nienawiści. Mową nienawiści, oburzającą, nie do przyjęcia i straszną, było powiedzenie, że dawni opozycjoniści stanęli dziś tam, gdzie kiedyś stało ZOMO. Zapytajcie największego autoryteta od diagnozowania nienawiści u wrogów michnikowszczyzny, pana Głowińskiego.
Inna sprawa, że autorytetów od Kaczyńskiego, jego psychoanalityków, a także specjalistów od PiS namnożyło się niczym karaluchów czy innych mrówek fanfarona. Ostatnio są to głownie specjaliści od sekt. Przyszły wytyczne, żeby robić follow-upy do słów Normana Daviesa, że PiS to sekta, więc prawie każdy tygodnik i inne medium poczuli się w obowiązku uskutecznić wywiad z jakimś habilitowanym specjalistą, analizującym PiS jako sektę i diagnozującym, że członkowie i wyznawcy tej partii traktują Kaczyńskiego jak guru. Mało ciekawe. Nieporównanie ciekawsza jest opisana na portalu wpolityce.pl („lubię to”, mówiąc językiem fejsbukowym) scenka z życia PO, jak to minister Grad dostał polecenie, by za karę za wiadomy wywiad odstrzelić posłowi Halickiemu jego „wafla”, czyli wylać protegowanego ongiś przez Halickiego prezesa spółki (publicznej oczywiście) od rurociągów naftowych. Żeby wiedział. To znaczy, nie wafel ma wiedzieć, tylko Halicki. Może zamiast po raz pięćsetny zajmować się odkrywaniem, że w PiS działają mechanizmy sekty, któryś z tygodników zrobiłby rozmowę ze specjalistą od socjologii małych grup albo lepiej policjantem, porównujących wewnętrzne mechanizmy partii rządzącej ze sposobem funkcjonowania mafijnych grup przestępczych?
Znam was, dziady – nikt się nie odważy, choć podobieństwo bije w oczy.
Mamy jeszcze dzielną prokuraturę, która po trzech latach kombinowania, o co by tu oskarżyć prokuratora Engelkinga, odpuściła i umorzyła kolejną „zbrodnię” PiS. Ciekawe, ile lat będzie potrzebowała, by przyznać, że nie ma krzty sensu w oskarżeniach, które postawiła Mariuszowi Kamińskiemu po to tylko, by dać „pierwszemu” pretekst do odwołania niesfornego szefa CBA, który podsłuchiwał mu wafli i jeszcze wyniósł to do „mętowni”. Dzielna prokuratura nie jest w stanie nic zrobić handlarzom narkotykom, bo wierzy wyjaśnieniu, że służą one tylko do kolekcjonowania; nic nie może zrobić z automatami do hazardu, bo to nie automat wypłaca wygraną, tylko cieć przy drzwiach; nie jest w stanie ustalić, czy panie reklamujące usługi seksualne za wycieraczką rzeczywiście uprawiają nierząd, czy tylko spotykają się z chętnymi na kawce oferując konwersację o prerafaelitach; nawet obdarowana zdjęciami sprawców profanacji i ich adresami nie jest w stanie ustalić, czy oni to oni. Może ktoś powiedzieć, że prokuratura nic w ogóle nie umie, ale to by była opinia krzywdząca. Umie się znaleźć. Wie, kiedy sprawę prowadzić, kiedy udawać, że prowadzi, a kiedy nie móc jej prowadzić.
Co tam… o pośle Kaliszu, który po trzech latach pilnego tropienia sprawców samobójstwa Blidy potrafi tylko bezradnie obrzucać Ziobrę niczym nie popartymi insynuacjami? Życzyłbym sobie mieć takich prześladowców, swoją drogą ? sto pięćdziesiąt kilo bufonady i niekompetencji.
Tak myślę, że właściwie tylko jedna rzecz z tego tygodnia zasługuje na uwagę. Zapowiedź Donalda Tuska, że przeniesie się z Urzędu Rady Ministrów do Sejmu, aby nadzorować aktywność legislacyjną swych posłów.
Wracam do tej zapowiedzi myślą, od różnych stron, za każdym razem się w niej rozsmakowując. Co z tego możemy wnosić o organizacji prac rządu? Wydaje się potwierdzać teza uważana dotąd za złośliwą insynuację, że Tusk zajmuje się życiem towarzyskim i kopaniem piłki, zamiast rządzeniem, skoro URM doskonale poradzi sobie bez jego obecności. Co z tego wynika na temat klubu parlamentarnego PO? Że pomimo efektownego zasilenia go najlepszymi siłami (kto jeszcze pamięta?) stanowi gremium stu kilkudziesięciu bezmyślnych, hm, pionków, które szef musi osobiście popychać palcem do najprostszych działań, choć, nawiasem mówiąc, biorą za nie bardzo grube pieniądze. Ale najciekawsze jest, co z tego wynika o samym Tusku.
Wynika, że, mianowicie, coraz bardziej grzęźnie on w łukaszenkowskich błazenadach. Najpierw zrobił ustawkę z dyrektorami OFE, teraz popisuje się nadzorowaniem posłów… W najbliższym czasie pewnie ochrzani przed kamerą ministra Grabarczyka i każe mu natychmiast wybudować autostrady, albo wezwie do siebie dyrektorów szpitali i zruga surowo, że mają lepiej leczyć, bo jak który nie, to on osobiście nogi powyrywa takiemu synowi z… A, bym zapomniał, że właśnie coś w tym stylu zapowiedziano rektorom, że jeśli który zadłuży uczelnię, to rząd go za frak, panie, i tego…
To jest rzeczywiście nowość, pokazująca, jak sądzę, desperację premiera. Niby odniósł właśnie ogromny sukces ? udało mu się ubłagać Europę do klepnięcia księgowych zabiegów ministra Rostowskiego, dzięki czemu dług publiczny spadł na papierze o parę procent; niby oparł się zmasowanemu naciskowi salonów, które po instalacji u władzy Komorowskiego i wobec nieuchronnego odtworzenie wokół niego LiD-u już przebierają nogami, by robić Tuskowi politykę personalną, ale premier di tutti capi najwyraźniej nie wie, co dalej. Bo perspektywy rysują się czarne.
Dotąd można było myśleć o Tusku różnie, ale zawsze jako o osobie na poważnie. Poza „poganiacza leniwych posłów” otwiera w karierze nowy etap – polityka uciekającego przed przerastającymi go kłopotami już nie tyle w piar, co wprost w pajacowanie.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA