Wiadomości

Magdalena Środa: Szaleństwo Palikota jest najmniej groźne

Magdalena Środa
Fotorzepa, Mateusz Dąbrowski MD Mateusz Dąbrowski
Dziś polityka to show. Pytanie, ilu Polaków wybierze klasyka Tuska, a ilu pójdzie w awangardę i wybierze Palikota – mówi prof. Magdalena Środa
[b]Rz: Podobno wie pani na czym poślizgnie się Donald Tusk? [/b]
prof. Magdalena Środa, filozof, etyk: Obserwuję ten rząd. Na przykład politykę Ministerstwa Edukacji. [b]I co?[/b] Nazywam to „niepełną nowoczesnością”. Rząd Tuska stawia przede wszystkim na takie sprawy jak dobrobyt i wolny rynek. Natomiast jeśli chodzi o wartości, w duchu których wychowuje szkoła, to tkwią one w wieku XIX: Bóg, honor, ojczyzna, rodzina. W sferze publicznej uczymy się konkurować, sfera prywatna, a nawet obywatelska, pozostaje niezmienna, tradycyjna.
[b]Może prywatne powinno być prywatne? Co ma do tego rząd? [/b] Nowoczesność polega na tym, że demokratyzują się nie tylko instytucje, ale relacje prywatne i społeczne. Prawa człowieka mają być respektowane wszędzie, nie tylko na papierze. W Europie ważne stają się: indywidualizm, różnorodność, prawa mniejszości, prawa kobiet. Jak dowodzi minister Michał Boni w swoim raporcie Polska 2030 to właśnie te posttradycyjne wartości sprzyjają obecnie wzrostowi gospodarczemu. A my ciągle: Bóg, tradycja, rodzina. [b]A wracając do premiera Tuska, i tego na czym może się poślizgnąć. [/b] Na zupełnym niezrozumieniu tego, że ludzie potrzebują nie tylko dobrobytu, ale i uznania, szacunku wobec swoich praw. Zwłaszcza ci wykluczeni. Że nie można ich obrażać, że trzeba im pomagać, tak by na równi cieszyli się wolnością. Premier oczywiście wie, że nie można głosić poglądów antysemickich, ale seksistowskie czy homofobiczne – dlaczego nie? [b]To ma być aluzja do minister Elżbiety Radziszewskiej? [/b] Nie tylko. Bardzo wiele osób w jego rządzie, a także Bronisław Komorowski, wypowiadało się w sposób seksistowski. [b]Mówi pani o „kaszalocie” w jednej z wypowiedzi Komorowskiego? [/b] I o kaszalocie, i o różnych wierszykach autorstwa pana prezydenta. Może były dla niektórych zabawne, ale tak naprawdę były seksistowskie. Okropne. Wiele, coraz więcej osób w PO nie rozumie wyzwań, przed którymi stoi nowoczesna Europa, nie rozumie polityki równościowej, kojarząc ja wyłącznie z lewicą. Jarosław Gowin, dziś główny protegowany Tuska, hamuje refundację zapłodnienia in vitro, w imię posłuszeństwa biskupom, wbrew prawom osób niepłodnych do posiadania potomstwa. Konserwatyzm, a właściwie klerykalizm PO zahamuje wkrótce potencjał tej partii. Kto nie wierzy, niech przeczyta raport Boniego. [b]Nadal nie rozumiem dlaczego premier Tusk miałby się poślizgnąć na tym, co robi Elżbieta Radziszewska, albo inni jego ministrowie? [/b] Na tym, co robi minister Radziszewska, to on się nie poślizgnie, bo ona nic nie robi. Choć może się poślizgnąć na braku polityki antydyskryminacyjnej i równościowej. [b]Ale premier, którego pani krytykuje, jest za parytetami czy kwotami na listach wyborczych dla kobiet. [/b] Motywy wprowadzenia przez Tuska parytetów w ramach własnej partii przy jednoczesnym odrzuceniu polityki równościowej i zachowaniu nieudolnego ministra (Radziszewska była gorącym przeciwnikiem i parytetów, i innych rozwiązań wspierających zrównoważony udział kobiet w życiu publicznym, bo jest on niezgodny z wola bożą) wydają mi się bardziej polityczne, może nawet machiavelliczne, niż demokratyczne i prokobiece. [b]Jak to? [/b] Myślę, że Tusk wprowadza parytety w ramach swojej partii, by mieć możliwość lepszego nią zarządzania. Będzie mógł dzięki nim odsunąć od pierwszych miejsc swoich konkurentów i manipulować kandydatami. Cieszę się oczywiście z wprowadzenia parytetów, ale niepokoi mnie niespójność wizji premiera. W ciągu całych swoich rządów nie zrobił nic dla kobiet poza stworzeniem absolutnie fasadowego urzędu ds. przeciwdziałania dyskryminacji, z „panią minister od biskupów” na czele. A teraz parytety? Gdyby zależało mu na rzeczywistej równości, traktowałby tę politykę kompleksowo i poważnie. [b]Mówi pani o tym z ogromnym zaangażowaniem. To może podjęłaby się pani tworzenia nowej partii lewicowej, takiej jaką pani sobie wymarzyła? [/b] Ja nie jestem taka lewicowa. Jeśli ktoś jest za prawami człowieka, prawami kobiet i przeciwdziałaniu wykluczeniu, to niekoniecznie musi być lewicowy. Ustawy antydyskryminacyjne wprowadzali w Europie często konserwatyści, bo rozumieli czym ta wspólna Europa ma być. Nie trzeba być feministką, by troszczyć się o prawa kobiet, tak jak nie trzeba być lewicowcem, by walczyć z wykluczeniem. Jestem socliberałką. A partii nie stworzę, bo ani nie mam ochoty, ani nie mam za co. [b]Ale są inni, jak Janusz Palikot, którzy trochę pieniędzy mają? [/b] Ale wtedy byłabym zależna od innych. A tego nie lubię. [b]A więc przekreśla pani powstanie tej wymarzonej partii? [/b] Liczę, że ktoś prędzej czy później taką partię stworzy. Może Palikot teraz, a może później środowisko „Krytyki Politycznej”. To są młodzi ludzie, którzy nie należą do żadnego układu, mają wiedzę, wizję i sporo energii. W polityce możliwe są cuda, znamy je z 1980, a potem 1989 roku. Jakiś cud niedługo się zdarzy. Kiedyś rzeczywiście bardzo mi zależało na PO, bo wydawała mi się partią stabilizującą, liberalną, otwartą, wyraźną przeciwwagą dla PiS. Ale teraz nie widzę tak wielu różnic między nimi. Obie pomału odchodzą do lamusa. Oczywiście, jestem zadowolona, że Bronisław Komorowski jest prezydentem. Kaczyński Jarosław urządziłby nam tu niezły spektakl nienawiści, rozliczeń, szaleństwa... Zawsze bałam się osób niestabilnych psychicznie i zacietrzewionych. I dobrze, że jako obywatelka nie zależę od jednej z nich. [b]Ale w okresie kampanii prezydenckiej mówiła pani, co mi się zresztą bardzo podobało, że woli pani hodowcę zwierząt futerkowych od tego, który zabija zwierzęta? [/b] To nie moje powiedzenie. O ile się jednak orientuję, Komorowski przestał zabijać zwierzęta. Dostałam właśnie zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego na jedną z pierwszych konferencji poświęconych prawom zwierząt. Jestem z tego zadowolona. Bo stosunek do zwierząt to miara ucywilizowania. W Polsce miara ta jest niesłychanie niska. [b]Jaką może mieć twarz ten cud na polskiej lewicy? [/b] Nie zgadzam się na podział lewica – prawica. Radziszewska na każdą krytykę odpowiada, że to wrogowie z lewicą ją atakują. Podejrzewam, że nawet gdyby spowodowała wypadek samochodowy, to miałaby pretensje do lewicy lub feministek. Tu nie o lewicę chodzi, lecz o demokrację. Demokracja, gdzie połowa obywateli ma się gorzej - kobiety mniej zarabiają, są częściej ofiarami przemocy niż mężczyźni, nie mają udziału we władzy - jest po prostu złą demokracją, a ten, kto to krytykuje, niekoniecznie musi być z lewicy. Wystarczy zdrowy rozsądek. [b]Palikota pani wyklucza?[/b] Nie wykluczam. Bynajmniej. To kolega po fachu. Filozof. Czyta książki, co w polityce należy do rzadkości. Mam do niego zaufanie. Jednak nie wiem, na ile jest możliwa taka alter-PO z ludzką, a nie klerykalną twarzą, i na ile jest możliwe przekroczenie tych magicznych 5 proc. Nie wierzę jednak – jak powiadają niektórzy - że Palikot zawiązał spisek z Tuskiem. [b]Czyli pani zdaniem to, co chce zrobić Palikot, raczej nie będzie odnogą PO, tylko tym, co sam stworzy? [/b] Tak myślę. [b]A pomoże mu pani? [/b] Najpierw zobaczę, jak wygląda program i dyskusja nad nim. [b]Ten program będą tam - w Sali Kongresowej podczas spotkania ruchu poparcia Palikota - tworzyć chyba zaproszeni? [/b] Tego nie wiem. Jestem zaproszona na 2 października do udziału w panelu, i na razie żadnej deklaracji o tworzeniu partii z ust Palikota nie słyszałam. [b]Czyli co? [/b] Biorę udział w różnych panelach, wezmę więc i w tym. Podoba mi się to, że Palikot niezależnie od tego, czy stworzy partię, zdestabilizuje choć na jakiś czas scenę polityczną, która jest duszna i nie do zniesienia. Tylko Palikot może to zrobić. Dziś polityka to show, nie tworzy się jej przez programy, lecz spektakl. Może być żałobny, może być rozrywkowy. Pytanie, na ile ludzie będą gotowi na zmianę spektaklu. Ilu wybierze klasyka Tuska, a ilu pójdzie w awangardę, w odrobinę szaleństwa i wybierze Palikota. [b]Dlaczego pani mówi o odrobinie szaleństwa? [/b] Stawianie na nowego człowieka, którego formy działania były do tej pory co najmniej kontrowersyjne, jest jakimś ryzykiem. I wymaga odwagi. [b]Ale pani te kontrowersyjne formy chyba się podobały? [/b] Jeśli politykę zdefiniować - tak jak od jakiegoś czasu robią to elity polityczne - jako medialny spektakl pełen waśni, symboli i szaleńców, to akurat ten rodzaj szaleństwa, który reprezentuje Palikot, jest ciekawy i najmniej groźny. [b]Dlaczego? Przecież brutalnie obraża innych, szokuje, bulwersuje. [/b] Mnie najbardziej obraża Antoni Macierewicz, obraża mnie głupota, ignorancja wielu posłów ubranych w piórka śmiertelnej powagi, obraża mnie pustka intelektualna Tadeusza Cymańskiego, obrażał mnie Andrzej Lepper, obraża mnie pycha i bezczelność posła Eugeniusza Kłopotka, obraża mnie ponure szaleństwo Jarosława Kaczyńskiego i zła mowa Joachima Brudzińskiego. A tego, że Palikot wyciąga sztucznego fiuta, by pokazać, że gdzieś w komisariacie policji była przemoc wobec kobiet, nie uważam za szaleństwo, tylko za uzasadnioną prowokację. [b]A po co Palikot mówi, że prezydent Lech Kaczyński ma krew na rękach? [/b] Jeden mówi, że Lech Kaczyński ma krew na rękach, a drugi, że winni tragedii smoleńskiej są premier i obecny prezydent. Że jest spisek. Palikot to betka w porównaniu z tym, co robi Jarosław Kaczyński. [b]Jeśli Palikot to betka, to dlaczego go pani tak wysoko ocenia? [/b] Mówię tylko tyle, że przy różnych szaleństwach, z którymi mamy do czynienia w polskiej polityce, szaleństwo Palikota jest najmniej groźne i że kryją się za nim poważne racje. [b]Co musiałoby zaistnieć, żeby ruch Palikota stał się realną siła polityczną?[/b] Musiałoby się do niego dołączyć sporo autorytetów i to z różnych stron, żeby pokazać, że istnieje jakaś inna droga niż „smoleńska” (PiS), „watykańska” (PO), „niewiadomo jaka” (SLD) czy „donikąd” (PSL). [b]Inna droga? [/b] Musi być jakieś wyjście z tego konserwatywnego układu niemocy, które jest bardziej twórcze, niż to, co proponuje SLD. Gdyby Palikotowi udało się konsekwentnie obrać kierunek socliberalny, to myślę, że miałby sporą szansę. Choć oczywiście zawsze jest to wielka niewiadoma. Konserwatyzm naszego społeczeństwa jest ogromny. Jednak z drugiej strony zdaje się, że rosną nastroje antyklerykalne. Przynajmniej w jakiejś części społeczeństwa, myślę więc, że ruch czy też partia Palikota, miałby sporą szansę. Najważniejszą rolę mogłyby odegrać autorytety. [b]Jakie na przykład?[/b] Różne: trochę przedsiębiorców, trochę feministek, trochę ludzi nauki, kultury, no i młodzi bez autorytetu, ale i bez obciążeń. [b]Mówi pani o socliberalnym podejściu, a Palikot jeśli chodzi o sprawy gospodarcze, ma chyba podejście klasycznie liberalne? [/b] Bo w sprawach gospodarczych powinno być się liberałem, wolny rynek i dobrobyt jest ważny. Ale ważna też jest redystrybucja. Jej beneficjentami muszą być ci, którzy są wykluczeni z różnych sfer życia. Z powodu biedy, z powodu płci. [b]Jak pani sądzi, z czym 2 października wyjdą z Sali Kongresowej uczestnicy tego spotkania? [/b] Tego nie wiem. Nigdy nie uczestniczyłam ani w rodzących partię zjazdach, ani w zamykających ją. W ogóle jestem i pozostanę bezpartyjna. W „imprezie politycznej” Palikota obawiam się trochę proporcji, że będzie za dużo show, a za mało konkretów i rzetelnej debaty. Ale też, jak powiedziałam, taka jest dziś polityka. W Kongresowej będziemy mieli jakiś rewers tego, co działo się na Krakowskim Przedmieściu. To też był spektakl. I też medialny. [b] Pani też jest bardzo medialna, bardzo ekspresyjna. Przy publicznych występach robi pani show. [/b] Jestem ekspresyjna, bo emocjonalnie angażuję się w różne rzeczy, ale nie lubię show, lubię umiar.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL