Publicystyka

Palikot jest dla Platformy coraz mniej użyteczny

Tomasz Wołek
Rzeczpospolita
Janusz Palikot, pełen inwencji zagończyk, pozostaje personą jedyną w swoim rodzaju, wyjątkową i niepodrabialną. Życzę mu powodzenia poza Platformą Obywatelską, choć sukcesów politycznych nie wróżę – pisze publicysta
Oto dwie wypowiedzi, które rozległy się niczym wystrzały. Bodaj po raz pierwszy – od kiedy Platforma dzierży władzę – jej prominentni działacze ośmielili się tak otwarcie poddać krytyce samego Donalda Tuska, niekwestionowanego przecież lidera całej formacji, a przy tym postać numer jeden w polskiej polityce. Jednakże każda z tych wypowiedzi ma inny ciężar gatunkowy oraz zgoła odmienne niesie konsekwencje.
Kiedy bowiem Andrzej Halicki wytyka publicznie premierowi, iż otacza go wianuszek lizusów, on zaś sam ma na sumieniu nielojalność, a nawet upokorzenie Grzegorza Schetyny – to są to słowa gorzkie i twarde, pewnie dla Tuska niełatwe do przełknięcia, ale jednak mieszczące się w granicach ostrej krytyki. Machnijmy ręką na owych lizusów; ludzie tego pokroju kręcą się i kręcić się będą zawsze i wszędzie. Co do Schetyny wszakże, wykluczyć nie można, że zdymisjonowanie ówczesnego wicepremiera istotnie było największym błędem personalnym (a zapewne i nie tylko) Tuska po roku 2007. [srodtytul]Przekroczenie Rubikonu [/srodtytul] Tymczasem Janusz Palikot jednym tchem wymienia trzech polityków, którzy od lat 20 "bałamucą Polaków". I stawia w tym samym szeregu, ramię w ramię – już nawet mniejsza, że Waldemara Pawlaka – również Jarosława Kaczyńskiego wraz z… Donaldem Tuskiem. To już przekroczenie Rubikonu. Słów Halickiego Tusk nie zapomni, za to słów Palikota – z pewnością nie daruje. Gdyż są one nie tylko zniewagą osobistą i polityczną, lecz w gruncie rzeczy oznaczają zakwestionowanie III RP, całego 20-letniego dorobku Polski odrodzonej, w którym to dziele również rola samego Tuska i jego formacji nie była bagatelna, a od jakiegoś czasu zgoła kluczowa. Co zatem sprawiło, że Janusz Palikot podjął decyzję tak desperacko nieodwracalną? Przecież musiał zdawać sobie sprawę, iż jego wypowiedź nie pozostawia mu żadnego manewru w obrębie PO. Że z hukiem zatrzasnął drzwi i od tej pory może działać wyłącznie na zewnątrz, już tylko na własną rękę i własny rachunek. Że właśnie dobiegł kresu pewien rozdział jego kariery. Sądzę, iż enfant terrible Platformy uświadomił sobie, że wyczerpał swoje dotychczasowe możliwości. W ramach pewnej konwencji, w pełni świadomie, wręcz z premedytacją prowadził grę, która pod maską błazenady i prowokacji niejednokrotnie zawierała także treści poważne. Kostium trefnisia czy poza współczesnego Stańczyka ułatwiały formułowanie poglądów – nieraz bardzo celnych, trafiających w samo sedno – przed artykulacją których wzdragałby się poważny, stateczny polityk. Zarazem jednak Palikot pojął, że uprawiane przezeń techniki zużyły się w końcu i spowszedniały. Zrozumiał, iż dotarł do granicy, poza którą jest już tylko odarta z wdzięku i pozbawiona niegdysiejszej dezynwoltury śmieszność; w dodatku śmieszność, która szokować dawno przestała, a śmieszy już mało kogo. Jest zbyt inteligentny, by tego nie zauważyć. [srodtytul]Forma przerosła treść[/srodtytul] Dla Platformy z kolei stawał się postacią coraz mniej użyteczną, za to coraz bardziej ambarasującą. Nadmiernie ostre, brutalne wypowiedzi zakłócały wizerunek formacji umiarkowanej, solidnej i wyważonej. Sondaże bezlitośnie wykazywały, że zgromadził więcej ocen negatywnych niż sam… Jarosław Kaczyński: aż 48 procent nieufności! [wyimek]Lubelski poseł stawał się dla Platformy postacią coraz mniej użyteczną, za to coraz bardziej ambarasującą. Brutalne wypowiedzi zakłócały wizerunek formacji umiarkowanej, solidnej i wyważonej[/wyimek] Jakby nie dość tego, Palikot wdał się w rozsadzające partię utarczki wewnętrzne: dezawuowanie pozycji Grzegorza Schetyny, tyleż nieskrywane, ile kompletnie nierealne ambicje premierowskie… Niemal każde wystąpienie rodziło zarzewie konfliktu. Zaczął anarchizować życie partyjne. Nazbierało się tego sporo. Za wiele. Okazał się nieposkromionym solistą, nazbyt często łamiącym rytm i naruszającym harmonię dobrze zgranej orkiestry. Choć też nigdy nie skrywał, jaki cel przyświeca jego niekonwencjonalnym posunięciom: rozpoznawalność. Już to zresztą osiągnął: jest rzeczywiście bodaj najbardziej rozpoznawalnym polskim politykiem. Jego zamysły najwcześniej odgadła posłanka PO Joanna Mucha: "Palikot gra na siebie". Zwięzła, celna definicja. Poza tym poważna, mozolna praca chyba go nużyła. Przykładem komisja "Przyjazne państwo": z szumnych zapowiedzi pozostały niewspółmiernie skromniejsze dokonania. Forma przerosła treść. Co Platforma pocznie bez Palikota? I czy ktoś w ogóle może go zastąpić? Oczywiście, pełen inwencji zagończyk pozostaje personą jedyną w swoim rodzaju, wyjątkową i niepodrabialną. Nie ma i nie będzie drugiego Palikota. Owszem, PO zdołała wciągnąć na swoją orbitę ileś wybitnych osobowości lewicy: Cimoszewicza, Belkę, Hübner, Hausnera. Są to wszelako, szczególnie dla młodszego pokolenia, postaci o randze głównie historycznej. Nie porwą liberalnie czy tym bardziej libertyńsko nastawionej młodzieży, której imponował błyskotliwy styl Palikota, jego luz, efektowne szarże i śmiałe tyrady, zwłaszcza te o antyklerykalnym zabarwieniu. Tej luki łatwo zasklepić się nie da. Bez Palikota będzie jeśli nie nudniej, to z pewnością mniej kolorowo. Zawsze miałem jednak wątpliwości, czy lubelski poseł rzeczywiście reprezentował tzw. lewe skrzydło Platformy. Był dla mnie raczej prawicowym właśnie liberałem, hołdującym tylko większej swobodzie obyczajowej. [srodtytul]Platforma da radę [/srodtytul] Jednakże ta sfera, obejmująca m.in. problem in vitro czy nieproste relacje Kościoła z państwem, nie zostanie całkiem osierocona. Spokojna, wytrwała perswazja Małgorzaty Kidawy -Błońskiej może się okazać bardziej skuteczna niż gwałtowne ataki Palikota na Kościół. Czegoś więc będzie brakować, ale PO i bez Palikota da sobie radę. Samemu zaś Januszowi Palikotowi życzę powodzenia, choć większych sukcesów mu nie wróżę. Stworzenie silnej, trwałej formacji politycznej to w realiach polskich mrzonki. Inicjatywy "rozpędowe" w rodzaju stowarzyszenia albo jakiegoś "ruchu na rzecz…" też wytracą pierwotną dynamikę i wypalą się rychło. Sprzeczne zapowiedzi samego Palikota – z jednej strony "trzeba stanąć z boku i pomóc Platformie", z drugiej zaś "nieco ją oskubać" – ujawniają zarazem niekonsekwencję i strategiczną bezradność. Doprawdy, trudno pomagać, skubiąc. [srodtytul]Minęły czasy Zorro[/srodtytul] Istota rzeczy tkwi w tym, iż Palikot był silny siłą Platformy. Wielokrotnie pełnił pożyteczną funkcję harcownika wypuszczającego się pod same mury wrogiej twierdzy. Wszelako owe brawurowe wypady mógł czynić, czując za sobą potęgę własnej, regularnej armii. Czasy lisowczyków, a tym bardziej romantycznych, samotnych jeźdźców, minęły bezpowrotnie. Zorro to postać z filmu już nie dla młodzieży, ale dla dzieci. Oczywiście, mogę się mylić. Jednak wątpię, by ta straceńcza szarża się powiodła. W gruncie rzeczy szkoda, gdyż Palikot – ze swym polotem, wiedzą ekonomiczną, humanistyczną ogładą i nietuzinkową inteligencją – mógłby nadal być wielce pożyteczny i dla Platformy, i dla Polski. Nie potrafił wszakże miarkować swoich wybujałych ambicji ani zapanować nad nieokiełznanym temperamentem. Jego decyzja równoznaczna jest z polityczną abdykacją, zejściem ze sceny. Mam nadzieję, że z powodzeniem odnajdzie się gdzie indziej. Był już przedsiębiorcą, mecenasem sztuki, autorem książek… Jedno nie ulega wątpliwości: ktoś o osobowości tak niebanalnej, tak bujnej i tak bogatej nie da nam o sobie zapomnieć. [i]Autor jest publicystą, był redaktorem naczelnym "Życia Warszawy" i "Życia"[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL