Katastrofa smoleńska

Decyzja, by nie zamykać lotniska, zapadła w Moskwie

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Potwierdzają się informacje, że to w Moskwie zapadła decyzja o niezamykaniu Siewiernego dla Tu-154. Szef MSWiA Jerzy Miller: – To był lot cywilny
Oprócz kontrolera lotów Pawła Plusnina i jego pomocnika Wiktora Ryżenki na wieży lotniska w Smoleńsku był jeszcze płk gwardii Nikołaj Krasnokutski, który został oddelegowany z Tweru do przyjęcia dwóch polskich lotów 7 i 10 kwietnia, ponieważ w przeszłości pracował na Siewiernym i doskonale znał lotnisko – ujawniła w piątek „Gazeta Wyborcza”.
To on przejął dowództwo na wieży, gdy Plusnin i Ryżenko zawahali się, czy mogą zakazać Polakom lądowania. Krasnokutski miał dzwonić do Tweru i do dowództwa w Moskwie, by dostać zgodę na zamknięcie lotniska. Jego rozmówcy w Moskwie „uważali, że mimo fatalnych warunków Polakom należy pozwolić lądować, bo »może im się uda«” – pisze „Gazeta”. Powodem takiej ryzykownej decyzji miała być obawa przed skandalem dyplomatycznym, który mógłby wyniknąć między Moskwą i Warszawą w efekcie odmowy lądowania dla prezydenckiego samolotu. Potwierdza to informacje, o których „Rz” pisała kilka dni po katastrofie. „Kontrolerzy ostrzegali, że warunki są fatalne i zastanawiają się nad zamknięciem lotniska i wprowadzeniem zakazu lądowania. Mieli jednak wątpliwości, czy ta decyzja nie zostanie przez polską stronę zinterpretowana jako celowa przeszkoda” – mówił wówczas nasz informator.
Trwa spór o to, według jakich procedur powinien był lądować prezydencki samolot. Rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), który bada przyczyny katastrofy, przyjął za obowiązujące procedury cywilne. Nie zgodził się z tym akredytowany przy MAK Polak Edmund Klich. Uważa on, że w tym przypadku obowiązywały procedury wojskowe. – Lotnisko w Smoleńsku nie spełnia wymogów Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego ICAO – tłumaczył informator „Rz”. Zdaniem Klicha kwalifikacja lotu ma ważne znaczenie dla tego, jak rozkłada się odpowiedzialność za katastrofę. Jeśli lot byłby cywilny – ponoszą ją piloci, jeśli wojskowy – także wieża kontrolna. Szef MSWiA Jerzy Miller przychylił się w piątek do stanowiska Rosjan. – Pomiędzy Rosją a polską komisją wyjaśniającą okoliczności katastrofy smoleńskiej nie ma sprzeczności w kwestii, jaki charakter miał ten przelot. To był lot cywilny – powiedział. Zapewnił, że polska strona wiedziała, z kim kontaktowali się kontrolerzy ze Smoleńska przed katastrofą. Jeśli lot był cywilny, odpowiadają piloci, jeśli wojskowy – także wieża kontrolna TVN 24 ujawnił tymczasem nowe fragmenty zeznań kontrolerów. Wynika z nich, że Siewiernyj to lotnisko wojskowe i w czasie lotu stosowano wojskowe procedury. Szef kontrolerów płk Anatolij Murawiow miał zeznać, że „lotnisko należy do rosyjskiego Ministerstwa Obrony”, w wieży kontrolnej pracowali wojskowi, a kontrolerzy kontaktowali się w Moskwie z dyżurnym operacyjnym transportu wojskowego. Kierownik lotów na Siewiernym stwierdził też, że chciał zmusić załogę Tu-154M do lądowania na innym lotnisku, dlatego podawał nieprawdziwe informacje na temat widoczności („Rz” pisała o tym 10 lipca). W piątek po raz kolejny zebrał się parlamentarny zespół ds. katastrofy. W posiedzeniu wzięły udział niektóre rodziny ofiar. – Rząd nie wykazuje zaangażowania w wyjaśnienie przyczyn katastrofy, a postępowanie prokuratorskie prowadzone jest źle i nieudolnie – mówiła Małgorzata Wassermann. – Na naszych oczach materiał dowodowy niszczeje. —Justyna Prus-Wojciechowska z Moskwy, pap
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL