fbTrack

Ekonomia

OFE są ważnym graczem na GPW

Ostatni tydzień stał pod znakiem otwartych funduszy emerytalnych. Premier zrugał OFE, a te zapowiedziały, że gotowe są rozmawiać o zmianach
Otwarte fundusze emerytalne są ważnym elementem polskiego rynku kapitałowego. Stały strumień gotówki płynący do nich w sporej części zamieniany jest na akcje spółek notowanych na warszawskiej giełdzie.
OFE są też ważnym graczem na rodzimym rynku pierwszych publicznych ofert. Jeśli w jakimś dużym, a nawet w średniej pierwszej ofercie publicznej (z ang. IPO) nie wezmą udziału, raczej nie ma szans, by owa sprzedaż się powiodła. Osobną sprawą jest to, czy wszystkie te IPO, w których OFE kupowały akcje, powinny się zakończyć sukcesem. Inaczej mówiąc, czy fundusze powinny kupować w nich akcje, pamiętając, że ich celem ma być pomnażanie pieniędzy przyszłych emerytów. Przed laty, podczas jednej z hoss na rynku pierwszych publicznych ofert jeden z zarządzających aktywami przyznał mi, że czasami w IPO kupuje akcje wbrew sobie. Kupuje je, bo wie, że spółka będzie miała znaczący udział w indeksie i po prostu każdy fundusz musi mieć jej akcje. Dodał przy tym, że unika – o ile tylko może – spółek, w które nie zainwestowałby własnych pieniędzy.
Od początku roku do dziś na giełdzie debiutowało dziesięć spółek, które przeprowadziły IPO. To zaledwie o dwie mniej niż w całym 2009 r. Jeśli ktoś kupił akcje w tegorocznej IPO i do dziś ich nie sprzedał, to w przypadku trzech spółek ma stratę. Największą – prawie 15-proc. – przyniósł zakup akcji Kulczyk Oil Ventures. Wedle różnych zapowiedzi ostatnie pięć miesięcy roku może być ciekawe. Poza krajowymi spółkami – w tym samą GPW – do IPO szykują się też firmy zagraniczne. Jeśli wszystkie spodziewane oferty dojdą do skutku, to co tydzień powinien się odbywać giełdowy debiut. Zapewne spora część ewentualnych IPO zainteresuje OFE. Pozostaje mieć nadzieję, że wybiorą te, na których da się zarobić. Co wróży oczekiwany wysyp debiutów? Po pierwsze to, że spółki i ich akcjonariusze uznali, że wyceny akcji na giełdzie są na tyle dobre, że warto sięgnąć po pieniądze. Po drugie, że obecni właściciele przyszłych debiutantów wierzą, a może tylko liczą, że koniunktura giełdowa nie pogorszy się przed końcem roku. To optymistyczne założenia. W wersji pesymistycznej można powiedzieć, że liczba IPO zawsze gwałtownie rosła w roku poprzedzającym bessę. Należy pamiętać, że w historii polskiego rynku IPO rzeczą normalną było to, że w zwykłym roku odbywało się ok. 30 pierwszych publicznych ofert. A tyle zapowiada się w tym roku. [i]Autor jest publicystą ekonomicznym[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL