fbTrack

Analizy

W sporze o krzyż episkopat nie może więcej zrobić

To nieprawda, że episkopat poparł PiS, bo w tym sporze nie chodzi o politykę ani o krzyż, tylko o pamięć
Biskupi umyli ręce, zajęli nieodpowiedzialne stanowisko, rozminęli się ze społecznymi oczekiwaniami, stracili kontakt z wiernymi, stanęli po stronie PiS – taki był ton wielu komentarzy po wydaniu z Jasnej Góry komunikatu w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Czyli gdy biskupi akcentowali sprawę przeniesienia krzyża – byli dobrzy. A gdy się okazało, że zasadniczym powodem konfliktu nie jest sam krzyż, ale upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej, i zaapelowali do polityków różnych opcji o stworzenie wspólnego, szerokiego komitetu, który zająłby się kompromisowym rozwiązaniem tej sprawy – są źli.
   
    Otóż nie. Biskupi, jak się wydaje, wiedzą dobrze, że ten konflikt nie ucichnie wraz z przeniesieniem krzyża i nawet usunięciem grupki protestujących z Krakowskiego Przedmieścia. Będzie trwał tak długo, jak długo każda z jego stron – PO i PiS – będzie chciała przeforsować własne stanowisko, nie wahając się użyć w tym celu nawet krzyża. Tymczasem między stawianiem pomnika przed Pałacem Prezydenckim a niestawianiem żadnego monumentu w centrum stolicy jest duże pole kompromisu. I o to jest ten apel. Długo czekałam na jasny, zdecydowany głos episkopatu w sprawie konfliktu, w który został wplątany krzyż. Dziś wiadomo, że ten spór tylko w minimalnym stopniu dotyczy krzyża jako symbolu religijnego, bo w istocie chodzi w nim o pamięć. I dlatego episkopat więcej zrobić nie może. Ten pat mogą przezwyciężyć tylko prezydent Bronisław Komorowski i prezes PiS Jarosław Kaczyński. Dobrze, że komunikat powstał (wczoraj był czytany w kościołach), choć po ostrej wypowiedzi rzecznika rządu Pawła Grasia i milczeniu prezydenta wiadomo już, że żadnego komitetu – przynajmniej na razie – nie będzie. Ale tym bardziej pokazuje to polityczny kontekst sporu. Wielu polityków zarzuca biskupom, że nie wykonali tzw. umowy warszawskiej w sprawie przeniesienia krzyża do kościoła św. Anny. Niewielu pamięta albo nie chce pamiętać, że porozumienie mówiło nie tylko o tym. Jest w nim także mowa o upamiętnieniu ofiar katastrofy. I nie ma ustalonej kolejności zdarzeń: najpierw usunięcie krzyża, potem upamiętnienie. Na prośbę harcerzy – czytamy w porozumieniu – "o godne upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej oraz żałoby wyrażanej przez Polaków – w formie adekwatnej do rangi tego tragicznego wydarzenia i atmosfery tamtych dni", Kuria Metropolitalna Warszawska i Kancelaria Prezydenta zobowiązały się "do niezwłocznego podjęcia działań zmierzających do godnego upamiętnienia ofiar katastrofy, jak również wspólnej służby harcerskiej". Czy wykonaniem umowy jest pośpieszne, niekonsultowane z nikim, umieszczenie tablicy na pałacu? W dodatku tablicy bez żadnej wartości artystycznej (na co zgodziła się konserwator zabytków) i odsłanianej w żenujących okolicznościach?     Wielu publicystów zarzuca również biskupom, że apelując o stworzenie wspólnego komitetu do sprawy upamiętnienia ofiar, stanęli po stronie PiS. Być może umknęło im, że za komunikatem głosowali wszyscy obecni na Jasnej Górze. A nietrudno się domyślić, że w ostatnich wyborach prezydenckich biskupi głosowali różnie – i na Kaczyńskiego, i na Komorowskiego. Podzielili się podobnie jak wszyscy duchowni i całe społeczeństwo. Dlaczego więc tak trudno przyjąć do wiadomości, że akurat w tej sprawie podziały nie muszą przebiegać między zwolennikami PiS i PO, między słuchaczami Radia Maryja a widzami Religia.tv? Że są sprawy ważniejsze niż barwy partyjne: jest nią pamięć o dramatycznych wydarzeniach w historii Polski, w których uczestniczyły najważniejsze osoby w państwie. To wszystko. "Chroń nas, Boże, od wojny i nienawiści, i niepamięci" – mówił Jan Paweł II w 1999 r. przed warszawskim pomnikiem Poległym i Pomordowanym na Wschodzie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL