fbTrack

Notowania

Na sprzedaż Lotosu muszą się zgodzić banki

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Jeśli inwestor w Lotosie nie będzie odpowiadał bankom, mogą żądać spłaty kredytu
Wybór inwestora dla gdańskiej grupy paliwowej minister skarbu będzie musiał skonsultować z bankami, które udzieliły jej kredytów na rozbudowę rafinerii.
Jak się dowiedziała „Rz”, konsorcja banków, które pożyczyły Lotosowi pieniądze na program rozwoju, zapewniły sobie możliwość zmiany umów kredytowych, gdy zmieni się układ właścicielski gdańskiej firmy. Szefowie Lotosu nie komentują tych zapisów. Z naszych informacji wynika jednak, że jeśli Skarb Państwa będzie chciał zmniejszyć swoje udziały w spółce poniżej 50 proc. i wybierze inwestora, to powinien on być „akceptowalny dla banków”. W przeciwnym razie banki mogą nie tylko zażądać zmiany warunków kredytowania, ale nawet szybszej spłaty należności. Na program rozbudowy rafinerii w Gdańsku, dzięki któremu wzrośnie z 6 do 10 mln t rocznie przerób ropy, Lotos pożyczył ponad 1,7 mld dol. od konsorcjów banków (m.in Pekao, Banco Bilbao, BNP Paribas, Credit Agricole, ING Bank Śląski, Nordea Bank, PKO BP, BZ WBK i BGŻ). W sumie zobowiązania długoterminowe grupy wynoszą 6,2 mld zł (według danych na koniec czerwca 2010 roku). – Zapisy dotyczące korekty umowy w przypadku zmiany akcjonariatu to standardowe postępowanie banków, zwłaszcza gdy udzielają kredytów na bardzo wysokie kwoty, w efekcie czego przekraczane są dopuszczalne wskaźniki zadłużenia firmy – mówi „Rz” prezes banku WestLB Polska Maciej Stańczuk. – I tak było w przypadku Lotosu. Dla banków obecność Skarbu Państwa w akcjonariacie na poziomie powyżej 50 proc. stała się swoistym gwarantem spłaty zobowiązań przez gdańską grupę.
Dlatego zdaniem naszego rozmówcy teraz, gdy minister skarbu rozważa nawet sprzedaż całego pakietu 53 proc. akcji, banki będą miały prawo do wykorzystania zapisów umów. [wyimek]2 mld zł są warte akcje Lotosu, które chce sprzedać Skarb Państwa[/wyimek] Resort skarbu wybrał nietypową ścieżkę prywatyzacyjną dla gdańskiego Lotosu. Zamierza najpierw – we wrześniu – ogłosić nieformalne zaproszenie do składania ofert, zorientować się, jak duże będzie zainteresowanie, i dopiero ewentualnie podjąć rokowania. Potem minister Aleksander Grad będzie chciał wystąpić do rządu z konkretną ofertą, by uzyskać zgodę na sprzedaż akcji. Zdaniem prezesa Stańczuka, gdy już inwestor zostanie wybrany, to przedstawiciele ministra skarbu będą musieli zasiąść do rozmów z bankami kredytującymi Lotos. – Dla banków najważniejsza będzie wiarygodność inwestora – mówi szef West LB Polska. – Gdyby się okazało, że jest on mniej wiarygodny jako właściciel Lotosu niż Skarb Państwa, to banki mogą zażądać dodatkowych opłat lub podnieść nawet marże. W praktyce może to oznaczać dla Lotosu koszty wyższe nawet o kilkadziesiąt milionów złotych. Spłata kredytów będzie dla Lotosu wyzwaniem w przyszłym roku, bo do tej pory – czyli w trakcie realizacji prac i programu rozbudowy rafinerii – spółka spłaca tylko odsetki od kredytów. I są to niewielkie kwoty – ok. 100 mln zł w tym roku. Eksperci wskazują na to, że Skarb Państwa wybrał nie najlepszy moment na poszukiwanie inwestora. – Inwestycja w rafinerię zacznie na dobre zarabiać na siebie na początku przyszłego roku – mówi anonimowo jeden z nich. – Więc i ocena kondycji finansowej Lotosu będzie lepsza. Poziom zadłużenia odbija się fatalnie na wynikach grupy, zwłaszcza gdy musi przeszacować wartość kredytów. Spółka podała w czwartek, że jej strata netto za półrocze wyniosła 623 mln zł. [ramka]Kolejna podejście do sprzedaży spółki Przygotowywany przez ministra skarbu przetarg na Lotos to już drugie podejście do prywatyzacji spółki. Wcześniej, w 2001 r., minister szukał inwestora dla Rafinerii Gdańskiej, a gdy okazało się, że wśród zainteresowanych są rosyjski Łukoil i brytyjska firma Rotch Energy razem z Orlenem, odstąpiono od transakcji. Wtedy zakład w Gdańsku był wart ok. 250 mln dol. Minister Aleksander Grad ma teraz równie trudne zadanie. Choć nieformalnie mówi się, że kilku chętnych na Lotos pojawi się np. z Rosji, Kazachstanu czy Chin, to jednak w konsekwencji może się okazać, iż nie będą to dość wiarygodni partnerzy. Być może dlatego resort dopuszcza udział w prywatyzacji Lotosu PGNiG i PKN Orlen. O ile w ocenie rynku gazową firmę stać byłoby na wydanie ok. 2 mld zł nawet bez konieczności ograniczenia inwestycji, o tyle w przypadku Orlenu pojawiają się pewne wątpliwości. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL