fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Radni Warszawy spieraja się o budowę pomnika i o krzyż

Fotorzepa, Mateusz Dąbrowski Mateusz Dąbrowski
Ponad milion złotych kosztują demonstracje pod krzyżem przy Pałacu Prezydenckim. Samozwańczy obrońcy nie zostaną jednak usunięci. Na sesji Rady Warszawy radni pokłócili się o krzyż.
- Czas się pogodzić, że na Krakowskim Przedmieściu nie ma miejsca na obeliski i kilkumetrowe pomniki, tak samo, jak nie ma miejsca np. na biurowce – powiedziała podczas Rady Warszawy prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. - Nie może być tak, żeby ludzie z różnych stron kraju mówili, co ma stać w stolicy. Tu mieszka 1,7 mln ludzi i to oni powinni o tym decydować.
Prezydent zaapelowała, by spraw pomnika i krzyża nie podnosić podczas kampanii wyborczej. - Granie krzyżem przez Prawo i Sprawiedliwość, rozgoryczone po przegranych wyborach, jest niegodne. Ofiary katastrofy smoleńskiej zasługują na coś więcej - na powagę i szacunek – powiedziała prezydent Warszawy. Urząd nie zamierza podejmować żadnych działań w sprawie krzyża. - Podpisano porozumienie między kurią, Kancelarią Prezydenta i harcerzami. Urząd nie jest stroną porozumienia, a teren przed pałacem nie jest naszym rejonem – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz. - Byłoby to złamanie prawa.
- Posiadaczem miejsca jest tylko i wyłącznie Kancelaria Prezydenta. Bardzo więc proszę, by nikt mnie nie namawiał, żebym zadziałała w sposób bezprawny i wkroczyła na teren, który nie należy do miasta - zastrzegała. Prezydent Warszawy zasłaniała się prawem własności - Jak państwo wiedzą, nie można nawet denerwującej reklamy z prywatnego terenu zdjąć - mówiła. [srodtytul]Krzyż harcerzy, teren kancelarii, a płaci miasto[/srodtytul] Służby miejskie nie zamierzają również interweniować w sprawie nielegalnego zgromadzenia tzw. obrońców krzyża. - W państwie demokratycznym nie będzie rozpędzania pałką ludzi, którzy chcą wyrazić swoje przekonania. Jest prawo do manifestacji i prawo do zgromadzeń – mówiła prezydent Warszawy. Od 3 sierpnia, kiedy krzyż miał zostać przeniesiony służby zapłaciły już ponad milion złotych. Uczestnictwo 4200 policjantów kosztowało 860 tys. zł, a 1350 strażników Straży Miejskiej – 250 tys. zł - Płoty są nasze i policyjne, koszty ich rozstawienia i przewiezienia niewielkie, rzędu 2 tys. zł - mówi dyrektor miejskiego Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Ewa Gawor. - Teren nie jest miasta, krzyż nie jest miasta, wiele osób uczestniczących w tej akcji jest spoza Warszawy, to dlaczego ma płacić na to stolica? – pytał radny SLD Andrzej Golimont Radnych sprawa krzyża podzieliła. - Grupa kilkudziesięciu osób w biały dzień łamie tam prawo, lekceważąc wszelkie instytucje państwa – powiedział radny Sebastian Wierzbicki (SLD). – Jest to zagrożenie dla mieszkańców i turystów. Sytuacja z granatem to było ostatnie ostrzeżenie. Dziś śmieje się z nas cały świat. - Dyskutujemy o tym dlatego, że państwo polskie okazało się państwem słabym – mówił radny Bartosz Dominiak (SdPL). – Miasto jest stroną tego konfliktu, co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze z powodu odsłonięcia tablicy, której styl odsłonięcia był nie na miejscu. Druga kwestia to sprawa zgromadzeń publicznych. [srodtytul]Demonstracja legalna bo nie ma przywódcy[/srodtytul] Radny Dominiak sprawdził, czy demonstracja jest legalna. Okazało się, że nie. - Pierwszego dnia to mogło być zgromadzenie spontaniczne, może drugiego – ale nie przez kilka tygodni – mówił radny. Urzędnicy tłumaczą, że w przypadku zgromadzeń przepisy wymagają wpisania nazwiska organizatora. - Nikt nie zgłosił się jako odpowiedzialny za resztę osób, nie ma organizatora, dzieje się to spontaniczne. W świetle ustawy nikogo nie można uznać za organizatora – mówiła dyrektor Gawor. Radnemu odpowiedź ta nie wystarczyła. – Prawo powinno traktować wszystkich równo. Gdy była gromada kibiców, którzy naruszyli prawo, zostali otoczeni i wyłapani. Nie było tam przywódcy, a mimo to mają odpowiedzieć przed sądem za udział w nielegalnym zgromadzeniu. Co stoi na przeszkodzie, żeby równo potraktować uczestników nielegalnych zgromadzeń? – pytał. Dominiak przypomniał też, że od 1965 r. Trakt Królewski jest wpisany do rejestru zabytków. – Na tym terenie ustawiono krzyż przydrożny. Czy stołeczny konserwator zabytków przeprowadził kontrolę, zażądał przywrócenia stanu poprzedniego? – pytał radny. – Czy kierował do policji, prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu wykroczenia lub przestępstwa? - Nie przeprowadziliśmy kontroli, wszyscy widzimy, że krzyż stoi i nie ma zezwolenia – mówiła stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka. - 14 lipca zostało wysłane pismo do szefa Kancelarii Prezydenta, że krzyż i wystawa nie mają zezwoleń konserwatora, które są przewidziane prawem. Radny Dominiak oczekuje, że miasto będzie naciskało na Kancelarię Prezydenta, by krzyż jak najszybciej przeniesiono. - Nie oczekujemy, że pani osobiście będzie niosła krzyż do kościoła św. Anny, ani nawet że służby miejskie to zrobią – to obowiązek tych, którzy go tam postawili i podpisali porozumienie – mówił radny. - Jeden z mieszkańców zadał mi pytanie „kiedy skończy się ten cyrk?”. O to samo chciałbym zapytać panią prezydent. [srodtytul] Upamiętnienie musi być[/srodtytul] Inne zdanie ma radny Marek Makuch (PiS). – Pani prezydent mówiła, że miasto wywiązało się ze swojej roli. Z tego, co wiem od rodzin ofiar, niekoniecznie. Poza tym nie wiem, czy pomocą w takiej chwili powinno się miasto chwalić – mówił. – Dantejskie sceny działy się 9 sierpnia (demonstracja przeciwników krzyża – przyp. red.). Czemu pani prezydent wydała pozwolenie na demonstrację o godz. 23? Były ataki werbalne, słowne, znieważanie osób, próby profanowania krzyża. Jak twierdził radny, policja, proszona o interwencję z powodu obrażania obrońców krzyża, nie reaguje. - Czy ci ludzie, którzy modlą się pod krzyżem, są obywatelami drugiej kategorii? – pytał. PiS uważa, że ofiary katastrofy powinny zostać upamiętnione. – Tam zginęli honorowi obywatele Warszawy, byli radni stolicy. Brakuje jednak dobrej woli polityków, którzy już dawno mogli tę sprawę zakończyć. - Przecież pani prezydent mówiła, że pomnik stanie, lecz nie przy Pałacu Prezydenckim – mówił radny Andrzej Golimont (SLD). – Problem, co dalej z Krakowskim Przedmieściem. Czy będziemy dziennie nadal wydawać 100 tys. zł na bronienie tzw. obrońców krzyża przed tzw. przeciwnikami krzyża? Mamy nadzieję, że w interesie miasta uda się pani prezydent ten problem rozwiązać. Z kolei radny Jarosław Szostakowski (PO) dziękował służbom miejskim i pani prezydent za doskonałe wywiązywanie się z zadań po katastrofie 10 kwietnia. - Wtedy ten krzyż łączył nas tak jak znicze, które zapalaliśmy. Teraz już tak nie jest – mówił radny. – Miejsce tego krzyża jest w kościele. Może tam z powrotem będzie łączył, zamiast dzielić. - Grupa osób twierdzi, że wybitny polityk i wybitny prezydent powinien zostać uhonorowany, ja się z tym zgadzam – mówiła radna Agnieszka Kuncewicz (PD). – Chodzi oczywiście o prezydenta Kaczorowskiego. Radna przypomniała, że prezydenta Kaczyńskiego powinno się upamiętniać na Wawelu. - Krzyże przydrożne stawia się tam, gdzie ktoś zginął. Jednak Wawel jest niewygodny, bo każdego 10. będzie ciężko jeździć tam z kwiatami. To też nieodpowiednie miejsce, żeby palić kukły – mówiła.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA