fbTrack

Piłka nożna

Futbol: reprezentacja Polski - biało-czerwoni z odzysku

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Franciszek Smuda spokorniał po serii niepowodzeń. Mówi teraz (w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”), że weźmie do kadry każdego, kto będzie chciał w niej grać. Chodzi o piłkarzy wychowanych (a czasami i urodzonych) za granicą, mających mniejsze lub większe związki z Polską. Ale to nie wszystko.
Także zawodnikom zagranicznym, którzy dostaną polski paszport (czyli takimjak Roger Guerreiro), Smuda nie mówi już tak kategorycznie „nie”. Hasło brzmi teraz: wszystkie nogi na pokład.
Kiedyś Smuda był bardziej pryncypialny. Obecnie zaś powiada: – Przekonałem się, że świat walczy o jak najlepszych piłkarzy, więc i my nie będziemy rezygnować z tej szansy. Zwłaszcza w czasie posuchy w naszej piłce. Odkryłem, jak jest źle. To ostatnie zdanie w ustach człowieka pracującego od wielu lat w czołowych polskich klubach brzmi trochę niepokojąco, ale łapanie selekcjonera za słowa zostawiam specjalistom od futbolu. Mnie bardziej interesuje granica w powoływaniu do rozmaitych reprezentacji (nie tylko piłkarskiej) owych Polaków z odzysku. Jak daleko można się w tego rodzaju działaniach posunąć? W najnowszej kadrze Smudy jest takich piłkarzy trzech. Za dwa lata podczas Euro 2012 może być ich nawet sześciu. Czy można zatem wykluczyć, że o awans do finałów mistrzostw świata 2014 będzie walczyć 11 Boenischów, Matuszczyków i Obraniaków? Podejście do narodowości w sporcie uległo w ostatnich dziesięciu latach ogromnym zmianom. Nie tylko w sporcie zresztą. Bułgaria ma ponoć sprzedawać swoje obywatelstwo za 100 tysięcy euro, kusząc chętnych spoza Unii. Sportowcy dostają paszporty za darmo, a jedną zaletę powoływanie piłkarzy z odzysku na pewno ma. Jeśli w mistrzostwach Europy w 2012 roku nasza reprezentacja złożona w połowie z takich zawodników dostanie baty, zawsze możemy uznać, że to nie my przegraliśmy. Trenera zbesztamy, że zaufał Boenischom i Obraniakom, a ich samych za brak zaangażowania. Czy ból będzie od tego mniejszy, to już inna sprawa.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL