fbTrack

Siatkówka

Castellani: wywiad z trenerem reprezentacji siatkarzy

AFP
Trener reprezentacji siatkarzy Daniel Castellani o przygotowaniach do mistrzostw świata, Messim i Maradonie
[b]Rz: Hubert Wagner, trener który doprowadził polskich siatkarzy do mistrzostwa świata i olimpijskiego złota, kochał prowokować. Przed wyjazdem na wielkie imprezy mówił: jedziemy po złoto. Stawiał zawodników pod ścianą. I oni wracali ze złotem. Pan też tak potrafi?[/b]
Daniel Castellani: Podziwiam Wagnera za to, czego dokonał, i myślę, że znalazł wielu naśladowców, ale ja nie byłbym zdolny do takich deklaracji. Bliższy jest mi Bernardo Rezende, który stosuje inną metodę, a przecież osiągnął z Brazylią więcej niż ktokolwiek inny w historii siatkówki. Owszem, zawsze obiecuje walkę o zwycięstwo, zapewnia, że jego drużyna zrobi wszystko, co może, ale podkreśla przy tym zalety przeciwnika, nawet jeśli jest nim zespól z nizin tej dyscypliny. Wszystko po to, by nie dopuścić do rozluźnienia, do zlekceważenia rywala. Dlatego Brazylijczycy nie przegrywają łatwych meczów. [b]Patrząc na Brazylijczyków, odnosi się wrażenie, że mają zaszczepiony gen wygrywania. Nikt z taką skutecznością nie wychodzi z opresji jak oni. Tego można się nauczyć?[/b]
Próbujemy. Wielkie drużyny tak już mają, że grają najlepiej, gdy rywal zaczyna dobierać się im do skóry. Brazylia to świetny przykład. W finale Ligi Światowej w Cordobie nie grała najlepiej, przeciskała się przez turniej z trudem, ale wygrała. [b]Tak szczerze, nie żal panu, że zabrakło tam polskiej reprezentacji?[/b] To przeszłość. Teraz myślę już o jesiennych mistrzostwach świata we Włoszech. To, co było w Cordobie, nie ma żadnego znaczenia. [b]Ale wcześniej, już w środę, jest mecz z Brazylią w Gdańsku, potem od piątku w Bydgoszczy Memoriał Huberta Wagnera. W doborowej obsadzie, z Brazylią, Bułgarią i Czechami.[/b] To będzie nasz poligon. Tak samo jak mecze z Brazylijczykami w Kurytybie we wrześniu. Wszystko podporządkowałem mistrzostwom świata, które po raz pierwszy rozgrywane będą bardzo dziwnym systemem, z trzema rundami grupowymi. To może oznaczać dużo niespodzianek. [b]Ten system daje możliwość kombinacji. Być może lepiej będzie przegrać jakieś spotkanie, by w następnej rundzie nie wpaść na wielkiego faworyta. Wyniki meczów grupowych nie będą przecież zaliczane w kolejnej fazie...[/b] Takie myślenie to samobójstwo. Ten system wymaga przede wszystkim maksymalnej koncentracji przed każdym meczem. Na razie myślimy więc o Kanadzie, która 25 września będzie naszym pierwszym rywalem (pozostali rywale Polaków w pierwszej rundzie grupowej to Niemcy i Serbia – j.p.). [b]Wróćmy jeszcze na chwilę do finałowego turnieju w Cordobie. Nie obleciał pana strach, że tych najlepszych trudno będzie pokonać?[/b] Nie oglądam meczów w kategoriach podziwu czy strachu. Analizuję bardzo dokładnie grę drużyn, na chłodno ją oceniam. [b]I jakie są wnioski?[/b] Choćby takie, że bardzo dobrze wprowadzili się do drużyny młodzi Rosjanie. Nie tylko nie zawiedli, ale podnieśli jakość gry reprezentacji. Mierzący 215 cm środkowy Dmitrij Muserski był objawieniem turnieju. Rosjanie wzmocnili blok tak, że przypomniały się czasy długoletniej dominacji Związku Radzieckiego. [b]Rosja będzie najgroźniejsza podczas MŚ?[/b] O Brazylii już mówiłem, to jakość sama w sobie. Gwiazdy, które grają dla drużyny, wspaniała atmosfera i mentalność zwycięzców. Rosja imponuje blokiem i siłą ataku. A i serwis to bardzo mocna strona tego zespołu. Bardzo ciekawą, młodą drużynę mają Serbowie. Wzmocnieni Ivanem Miljkoviciem i Nikolą Grbiciem będą jeszcze trudniejszym przeciwnikiem. Jest jeszcze Kuba, jeśli ma swój dzień, może pokonać każdego. Inna sprawa, że następnego dnia może przegrać równie szybko, jak wygrała. Kuba bardzo wiele traci na tym, że się izoluje i z tym co najlepsze w światowej siatkówce styka się tylko przy okazji wielkich imprez. [b]Bułgarzy mówią głośno, że jadą do Włoch po złoto. Mają szansę?[/b] Każdy może mówić, co chce, być może taką mają taktykę, ale z całą pewnością nikt się takich deklaracji nie wystraszy. Jeszcze do niedawna Bułgarzy opierali swoją grę na dwóch zawodnikach, Mateju Kazijskim i Władymirze Nikołowie. Teraz inni równają do ich poziomu, więc na pewno możliwości mają spore. [b]Polska też jest w gronie faworytów. Wierzy pan, że nasi mistrzowie Europy są w stanie sprostać oczekiwaniom?[/b] Jak widzę chłopaków tyrających po siedem godzin dziennie, którzy z trudem dowlekają się wieczorem do łóżka, to wiem, że mogą spać spokojnie, bo dali z siebie wszystko. Ja też zasypiam bez wyrzutów sumienia. [b]Zaskoczy pan we Włoszech rywali czymś skrywanym teraz w tajemnicy?[/b] Nie jestem geniuszem, który wymyśli nowy system. Nic z tych rzeczy, możemy tylko doskonalić to co wszyscy. Dlatego pracujemy ciężko, by być krok przed przeciwnikiem, wyprzedzać jego tok myślenia, przewidywać, co zrobi, a sami starannie ukrywamy swoje intencje. [b]Chce pan powiedzieć, że siatkówka się nie zmienia, nie robi postępów, nie widać rewolucyjnych rozwiązań?[/b] Idzie w górę, bo zawodnicy są coraz wyżsi. Wszyscy też grają już bardzo szybko w ataku, innej drogi do sukcesu nie ma. To oczywiście rodzi inne rozwiązania w obronie, inaczej niż kiedyś wygląda blok. Teraz blokujący, tak jak bramkarz broniący karnego, musi wcześniej wybrać jakąś opcję i ryzykować. Inaczej jest bez szans. Dlatego tak często oglądamy ataki bez bloku, na czystej siatce. [b]O wygranej lub porażce bardziej decydują wielkie gwiazdy czy system, w jakim gra zespół?[/b] Odpowiem tak: Leo Messi, mój rodak, jest najlepszym piłkarzem świata. A w RPA nie strzelił gola. On jest wielki w systemie, jaki obowiązuje w Barcelonie, a nie w reprezentacji Argentyny, gdzie systemu nie było. Idąc dalej, jeśli drużyna ma system i gwiazdy, jest wielka. Jeśli nie ma gwiazd, ale ma system, może pokonać zespół z gwiazdami, ale bez systemu. [b]Tę reprezentację bez systemu prowadził Diego Maradona. Był pan zaskoczony, że mu się w RPA nie powiodło?[/b] To było do przewidzenia. Jest wspaniałym człowiekiem, znamy się dobrze, byłem na jego weselu, odwiedzałem w szpitalu, gdy miał kłopoty. Ale o tym, że jako trener rozbije się na pierwszym ostrym zakręcie, wiadomo było od początku. To tak, jakby jechać motorem 300 km na godzinę bez trzymanki. [b]Polacy kochają siatkówkę. Są pełne hale, wspaniały doping, miliony przed telewizorami. Ale jak przyjedzie pan z Włoch bez medalu, to będą okrutni. Nie boi się pan?[/b] U nas w Argentynie jest powiedzenie, że miłość też potrafi zabijać. Ale mam takie przesłanie do wszystkich, którzy mogą się od nas odwrócić. Niech chociaż na trzy sekundy wejdą w skórę tego, którego będą oceniać. Wtedy zrozumieją, jakie emocje nim targają, jak wielki przeżywa stres w obliczu wielkiej próby. Kibice piłkarscy w moim kraju bywają wspaniali i okrutni, ale jak zawodnik da z siebie wszystko, to mu wybaczą najdotkliwszą porażkę. [b] Za chwilę będzie pan musiał kilku siatkarzom podziękować za współpracę i wybrać tylko tych, z którymi pojedzie do Włoch. To trudny moment?[/b] Najtrudniejszy. Sam byłem zawodnikiem i wiem, co to znaczy, gdy trener mówi, że są lepsi. [b]Przeżył pan kiedyś takie chwile?[/b] Miałem w życiu dużo szczęścia, w reprezentacji nigdy mnie nie odrzucono, ale w klubach bywało różnie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL