Kościół

Kapelan na miarę prezydenta

Prezydent Lech Kaczyński, wybierając na kapelana ks. Romana Indrzejczyka, pokazał model kapłaństwa: cichej służby człowiekowi. Na zdjęciu uroczystość przekazania prezydentowi RP Betlejemskiego Światła Pokoju, grudzień 2007 r.
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Duchowni w Pałacu prezydenckim. Kaczyński wybrał proboszcza swej parafii, Wałęsa – spowiednika, Kwaśniewski – wojskowego
Zwykła sprawa nominacji kapelana nowego prezydenta niespodziewanie stała się wydarzeniem. Według informacji tygodnika "Wprost" prezydent elekt Bronisław Komorowski widział na tym stanowisku znanego mu niemal od 20 lat ks. Andrzeja Lutra – publicystę i wykładowcę seminarium duchownego w Łowiczu, popularnego w środowisku dziennikarskim.
Wydawać się mogło, że – skoro to prezydencki faworyt – zostanie kapelanem. Według prawa bowiem jest on mianowany przez biskupa diecezji na wniosek Kancelarii Prezydenta. Tymczasem według źródeł "Rz" – o czym informowaliśmy wczoraj – ks. Luter nie będzie kapelanem Bronisława Komorowskiego. Kto zatem? Tego na razie nie wiadomo. Jednak ta nominacja dużo będzie mówiła nie tylko o Kościele, ale także o samym prezydencie. I chyba dlatego wzbudza takie zainteresowanie. – Kapelan prezydenta z natury rzeczy staje się osobą publiczną – mówi Tomasz Wiścicki, publicysta związany z "Więzią". Nie ma on wątpliwości, iż choćby z tego powodu ważne jest, kto nim zostaje. – Kapelan może pokazywać publicznie model kapłaństwa, jaki reprezentuje, ale może też, jak każdy człowiek z otoczenia prezydenta, mieć wpływ na sposób sprawowania władzy. Swoją pozycję może wykorzystywać ku budowaniu dobra wspólnego, ale i do budowania własnej pozycji.
[srodtytul]Nie tylko szafarz sakramentów [/srodtytul] W żadnych przepisach świeckich czy kościelnych nie są określone zadania i obowiązki prezydenckiego kapelana. W efekcie kształtują się za każdym razem od nowa, zależnie od osobowości duchownego pełniącego tę funkcję i oczekiwań aktualnie urzędującego prezydenta. Kapelan nie ma wielu obowiązków. Codziennie w pałacowej kaplicy odprawia mszę św., w której mogą uczestniczyć i prezydent, i jego rodzina, i pracownicy kancelarii – od ministrów po ochronę BOR i sprzątaczki. Słucha spowiedzi, gdy ktoś chce do niej przystąpić, chrzci dzieci i błogosławi małżeństwa pracowników pałacu. I towarzyszy prezydentowi w jego podróżach, jak ks. Roman Indrzejczyk, który zginął w katastrofie smoleńskiej z prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego małżonką. Ale jak pokazuje krótka jeszcze historia kapelanów po 1990 r., lecz dłuższa z czasów I i II Rzeczypospolitej, mogą być oni także kimś więcej niż tylko szafarzami sakramentów. Kapelani królów I Rzeczypospolitej i prezydentów II Rzeczypospolitej byli domownikami dworów królewskich. Bez ich krótkiej modlitwy przy stole nie zaczął się żaden posiłek. Bywały wśród nich wybitne osobistości, takie jak biskup warmiński Ignacy Krasicki, wybitny poeta, dramaturg, który krótko piastował stanowisko kapelana króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, czy przede wszystkim ks. Jan Sacran z Oświęcimia, kapelan trzech królów: Jana Olbrachta, Aleksandra i Zygmunta I Starego, który okazał się też zręcznym dyplomatą. Wykonywał powierzone mu przez władców misje dyplomatyczne i wpływał na królewskie decyzje. Czterej kapelani prezydentów III Rzeczypospolitej też pokazali, że różne mogą być modele sprawowania tej funkcji. [srodtytul]Skromność i pokora [/srodtytul] Prezydent Lech Kaczyński, wybierając na kapelana proboszcza swej dawnej parafii ks. Romana Indrzejczyka, pokazał światu pewien model kapłaństwa: pokornej, cichej służby człowiekowi. Ks. Indrzejczyk zawsze stał z boku, na drugim planie, gotowy służyć, gdy go zawołają. Z Lechem Kaczyńskim znali się jeszcze z czasów, gdy użyczał na plebanii swej żoliborskiej parafii Dzieciątka Jezus miejsca na spotkania działaczy podziemnej "Solidarności". Jako kapelan przyjął zasadę niezabierania głosu w sprawach politycznych. Tak o tym mówił w wywiadzie dla "Przewodnika Katolickiego": "Od początku przyjąłem natomiast zasadę i takie jest niepisane prawo między mną a panem prezydentem, że ja nie pośredniczę, nie ułatwiam żadnych spotkań ani nie dostarczam prywatnych listów. Zastrzegłem sobie też, że w sprawach politycznych ani osobistych nie zabieram głosu. Bo nie roszczę sobie pretensji do bycia szarą eminencją czy prezydenckim "cieniem"". Mówił też: "Zajmuję się sprawami duchowymi, i tylko tyle. Modlę się za prezydenta, za urząd, za Polskę i jest to w tej chwili moja podstawowa modlitwa". Za to jako kapelan ks. Indrzejczyk uczestniczył w życiu rodzinnym prezydenckiej pary. Z Kaczyńskimi – znał też dobrze brata prezydenta Jarosława i matkę Jadwigę – spędzał Wigilie, brał udział w uroczystościach rodzinnych. [srodtytul]Szara eminencja [/srodtytul] Inny był styl sprawowania urzędu przez ks. Franciszka Cybulę, kapelana Lecha Wałęsy, którego poznał w 1969 r. Na długo przed tym, gdy Wałęsa został prezydentem, był jego stałym spowiednikiem. Jako kapelan ks. Cybula należał do bardzo ścisłego grona współpracowników prezydenta. O jego pozycji świadczy m.in. to, że w 1991 r. w chwili wybuchu puczu Janajewa w Moskwie Lech Wałęsa nie zwołał Rady Bezpieczeństwa Narodowego, ale spotkał się z szefem swojego gabinetu Mieczysławem Wachowskim, rzecznikiem Andrzejem Drzycimskim i właśnie ks. Cybulą. – Wałęsa lubił pytać, jakie mam zdanie na jakiś temat, jak bym na coś zareagował. Mówiłem mu, co podpowiadały mi sumienie i wiedza – wspomina. Ks. Cybula był uczestnikiem i świadkiem wielu wydarzeń politycznych, które opisał we wspomnieniach "Ksiądz w Belwederze". Przyznaje, że otrzymywał wiele listów z prośbą o interwencję i gdy widział potrzebę, informował prezydenta. – Szarą eminencją nie byłem – zaprzecza. – Zawsze ludzie mnie szanowali. Ks. Cybulę z racji nieustannej obecności przy Wałęsie nazywano prezydenckim cieniem. "Prezydent chciał, bym był z nim wszędzie, nawet na konferencjach prasowych. Buntowałem się, nie chciałem w nich uczestniczyć. – Szefie, to jest źle odbierane – przekonywałem. A on: chcę mieć zawsze duchowe wsparcie" – tłumaczył w tygodniku "Idziemy". Ks. Cybula towarzyszył prezydentowi we wszystkich podróżach zagranicznych. Wspólnie zasiadali do posiłku, poprzedzając go modlitwą. Niedawno przeszedł na rentę. Zamieszkał w domu rodzinnym w Gowidlinie na Kaszubach. [srodtytul]W mundurze [/srodtytul] Najtrudniejsza rola przypadła dwóm kapelanom Aleksandra Kwaśniewskiego: ks. płk. Tadeuszowi Dłubaczowi i ks. płk. Janowi Domianowi. Niełatwo być kapelanem niewierzącego prezydenta. Ks. Domian, dziś proboszcz wojskowej parafii pod wezwaniem Matki Bożej Ostrobramskiej w Warszawie, jednak tej tezie zaprzecza. – Pan Kwaśniewski i jego małżonka są ludźmi ogromnej kultury, życzliwości. Nigdy nie spotkało mnie z ich strony żadne złe słowo. Przeciwnie, cieszyłem się szacunkiem. To są fantastyczni ludzie – mówi ks. Domian. Jednak z powodu deklarowanego ateizmu prezydenta ks. Domian i zmarły w 1999 r. ks. płk Dłubacz byli kapelanami nie prezydenta, ale Urzędu Prezydenta RP. Zostali oddelegowani do służby z ordynariatu polowego, jako że prezydent jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. Tradycja kapelanów wojskowych sięga II RP. Kapelanem naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego i prezydenta Stanisława Wojciechowskiego był ks. płk Marian Tokarzewski, a prezydenta Ignacego Mościckiego ks. płk Mikołaj Bojanek. Ks. Domian nie miał zbyt wielu obowiązków. Odprawiał w kaplicy pałacowej msze św., w których uczestniczyła małżonka prezydenta, spowiadał, chrzcił dzieci pracowników kancelarii, przygotowywał do zawarcia małżeństwa. Czy spowiadał prezydentową? – To jest tajemnica serca – odpowiada. Niech chce też zdradzić, czy prawdą jest, że pod koniec drugiej kadencji pobłogosławił małżeństwo pary prezydenckiej. Ale w kaplicy prezydenckiej asystował bp. Sławojowi Leszkowi Głodziowi w błogosławieniu małżeństwa ówczesnego szefa kancelarii Ryszarda Kalisza. Ks. Domian nie mieszkał w pałacu. Nie towarzyszył też prezydentowi w jego podróżach za granicę. Wyjątkiem były wizyty w Watykanie. [srodtytul]Papieże w kaplicy [/srodtytul] Kaplica w Pałacu Prezydenckim istnieje od 1994 r., od momentu, gdy wprowadził się tu z Belwederu Lech Wałęsa. Projekt kaplicy pod wezwaniem Zwiastowania Pańskiego wykonał Jerzy Kalina, ale jej wystrój tworzył się latami wraz z umieszczaniem w niej prezentów, jakie otrzymywały głowy państwa. Jest tu m.in. figura Chrystusa Zmartwychwstałego – dar Jana Pawła II dla Aleksandra Kwaśniewskiego. W ołtarzu znajdują się relikwie św. Rafała Kalinowskiego. Dwie tablice upamiętniają, że w tym miejscu modlili się Jan Paweł II i Benedykt XVI. Kto będzie odprawiał tu msze dla nowego prezydenta i pracowników jego kancelarii?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL