fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

NIK: chaos z lekami

Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Grażyna Zawadka
Substancje zamiast w lodówkach przechowywano w szafkach lekarzy
– Zastaliśmy w aptekach szpitali klinicznych bałagan w ewidencji leków używanych do badań sponsorowanych przez firmy farmaceutyczne – mówi prezes NIK Jacek Jezierski. Podkreśla, że po kontroli nieprawidłowości usunięto.
Izba kontrolowała badania kliniczne w szpitalach w latach 2006 – 2008. Wczoraj „Rz” opisała wykryte przez NIK patologie związane ze sponsorowaniem przez firmy farmaceutyczne wyjazdów lekarzy na zagraniczne konferencje. Dziś ujawniamy nieprawidłowości związane z lekarstwami używanymi do badań klinicznych.
Kontrolerzy wytknęli m.in., że badane leki zamiast w szpitalnych aptekach były przechowywane w szafkach lekarzy. Apteki nie miały informacji ani o lekach używanych na terenie szpitala, ani też o liczbie prowadzonych w placówce badań.
„W efekcie nie ewidencjonowano i nie sprawowano nadzoru nad przechowywaniem i wydawaniem leków do badań klinicznych” – alarmuje NIK.
[wyimek]Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła, że w szpitalach naruszane są przepisy o reklamie medykamentów[/wyimek]
Czym to grozi? – To farmaceuta ze szpitalnej apteki sprawdza, czy preparat nie jest przeterminowany i czy jest przechowywany we właściwych warunkach. W gabinecie lekarskim nie ma np. lodówek do przechowywania leków – mówi dr Jerzy Gryglewicz, ekspert medyczny uczelni im. Łazarskiego. – Jeśli te zasady nie są przestrzegane, nie wiadomo, kto ponosi odpowiedzialność za ewentualne działania niepożądane leku.
Taki brak nadzoru był powszechny: w Górnośląskim Centrum Medycznym w szpitalnej aptece nie było ani jednego leku z ponad 100 badanych w tym czasie. W Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku do apteki trafiło tylko 85 spośród 389 badanych farmaceutyków (mimo że nakazywał to szpitalny regulamin). – Nie mieliśmy systemu informatycznego do ewidencji, teraz już to poprawiliśmy. Lek zawsze trafia do szpitalnej apteki – zaznacza Ewa Książek-Bator, dyrektor UCK. Dodaje, że wszystkie lodówki do przechowywania leków dostarcza firma, która w szpitalu bada leki.
Kontrola NIK wykazała też, że w szpitalach naruszane są przepisy o reklamie leków. Mówią one, że firma może dostarczyć lekarzowi maksymalnie pięć opakowań rocznie danego farmaceutyku do wypróbowania. Tymczasem np. w szpitalu klinicznym w Bydgoszczy do jednej trzeciej leków dołączano więcej próbek, niż pozwalają przepisy. – To może niezgodne z prawem, ale szpital zyskuje, bo dostaje dodatkowe leki – mówi Gryglewicz. Przyznaje jednak, że – szczególnie gdy w grę wchodzą drogie leki – bezpłatne próbki są oferowane pacjentom, którzy nie spełniają kryteriów i z tego powodu nie dostają leku finansowanego przez NFZ w ramach programu terapeutycznego. – Po pewnym czasie pojawiają się naciski, aby takie osoby włączyć do programu NFZ – podkreśla Gryglewicz.
NIK skrytykował nie tylko lekarzy. Dostało się też firmom farmaceutycznym. Inspektorzy wymienili lek okulistyczny, który był produkowany w ampułkach po 3 mg, mimo że jeden pacjent zużywa tylko 0,5 mg. Lekarze dzielą więc lek, podając pozostałą w ampułce substancję innym chorym. Łamią przy tym i zalecenia producenta, i umowę z NFZ. „NIK nie znajduje uzasadnienia dla wprowadzania na polski rynek farmaceutyczny leków, dostępnych wyłącznie w opakowaniach, wielokrotnie przekraczających dawkę przeznaczoną do podania pacjentowi” – zaznaczają kontrolerzy. Podkreślają, że taka praktyka firm „znacząco podraża koszt terapii”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA