fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Cztery lata tropienia biznesmenów

Firma nie istnieje, jej właściciele spędzili osiem miesięcy w areszcie, a aktu oskarżenia wciąż nie ma
„Rz” ujawniła, że biegli nie potwierdzili prokuratorskich podejrzeń wobec poznańskich biznesmenów z firmy Bestcom. Jednak śledczy, którzy prowadzą sprawę od 2006 r., nie zamierzają jej zakończyć.
Zmieniono prokuratora. Sprawą zajmuje się już piąty śledczy.
– Po uzyskaniu opinii zespołu biegłych z dziedziny rachunkowości i finansów, udostępnieniu jej stronom i przesłuchaniu biegłych na okoliczności związane z wydaną opinią, podjęte zostały czynności procesowe, to jest przesłuchano kolejnych świadków – mówi „Rz” prokurator Marek Konieczny, p.o. rzecznika prasowego poznańskiej Prokuratury Apelacyjnej.
Informuje, że prokuratura powołała kolejnego biegłego, tym razem z zakresu informatyki. Śledczy wystąpili też o przeprowadzenie analizy kryminalnej i wystąpili do banków o wydanie dokumentacji.
Od dwóch lat prokuratorzy twierdzą, że wciąż czekają na pomoc prawną z Chin.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która monitoruje śledztwo w sprawie Bestcomu, pod koniec czerwca wystąpiła do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z prośbą o interwencję. – Sposób prowadzenia tego postępowania może stanowić przykład złego traktowania i nadużywania władzy przez organy wymiaru sprawiedliwości – uważa Adam Bodnar z HFPC.
Fundacja wytyka przewlekłość postępowania i bezpodstawne utrzymywanie sankcji wobec przedsiębiorców, którzy wciąż co miesiąc muszą meldować się w komisariacie policji. W piśmie do prokuratora generalnego ujawnia też sprawę wniosku o umorzenie postępowania, który przedsiębiorcy złożyli w kwietniu 2010 r. Prokuratura nawet nie odpowiedziała.
– Po zapoznaniu się z treścią wniosku został on dołączony do akt śledztwa i potraktowany jako zajęte przez nich stanowisko procesowe – mówi p.o. rzecznika Konieczny.
– Absurd. W ten sposób można „uziemić” każdy wniosek. Prokuratura miała obowiązek rozpatrzyć i odpowiedzieć na to pismo – komentuje dr Adam Bodnar.
[wyimek]Właściciele Bestcomu zostali zatrzymani w 2006 r. Do dziś muszą się co miesiąc meldować w komisariacie[/wyimek]
Rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk: – W tym tygodniu prawdopodobnie udzielimy fundacji odpowiedzi.
Eksperci uważają, że sprawa powinna zostać zakończona.
– Gdyby sprawa Bestcomu była pojedynczym przypadkiem, mógłbym powiedzieć, że to wypadek przy pracy. Ale, niestety, to sygnał, który wskazuje na bardzo poważne patologie w polskiej prokuraturze – mówi „Rz” Roman Kluska, były prezes Optimusa. – Cały czas spotykam się z przedsiębiorcami, z których bardzo wielu, prowadząc działalność w Polsce, żyje w poczuciu zagrożenia. Dlaczego? Bo stworzono w naszym kraju takie prawo, by władza mogła z przedsiębiorcą zrobić wszystko, co zechce, a on sam nie miał niemal żadnej szansy obrony.
– Ta sprawa, biorąc pod uwagę nie tylko niemożność oskarżenia, ale również jego ekonomikę i aspekt społeczny, po blisko pięcioletnim śledztwie tych przedsiębiorców, powinna zostać już dawno umorzona – twierdzi prof. Brunon Hołyst, kryminolog.
– Mam wrażenie, że prokuratura rozpaczliwie szuka czegokolwiek, jakiegoś złotego środka, by móc tych ludzi oskarżyć o cokolwiek i uniknąć konieczności wypłaty ewentualnego odszkodowania za zniszczenie firmy – komentuje Bodnar.
Robert Nowak i Jacek Karaban, właściciele dobrze prosperującego Bestcomu, zajmujący się dystrybucją sprzętu komputerowego, planowali latem 2006 r. otworzyć kilkadziesiąt punktów partnerskich w Polsce. Z większością kontrahentów podpisano już umowy.
Jednak w czerwcu 2006 r. na polecenie wrocławskiego prokuratora Roberta Mielczarka właściciele firmy zostali zatrzymani przez CBŚ. Śledczy postawili im zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy, oszustw podatkowych.
Po interwencji rzecznika praw obywatelskich biznesmeni zostali zwolnieni z aresztu, w którym spędzili osiem miesięcy. Kontrola Prokuratury Krajowej wykazała m.in., że aresztowano ich bez wystarczających dowodów. Od śledztwa odsunięty został prowadzący je wówczas prokurator Robert Mielczarek. Za niewłaściwy nadzór nad śledztwem stanowisko stracił wiceszef wrocławskiej Prokuratury Apelacyjnej Waldemar Kawalec.
W lipcu 2007 r. prokurator krajowy Jerzy Engelking zadecydował o przeniesieniu sprawy do Poznania.
W październiku 2006 r. firma Bestcom ogłosiła upadłość. Kilkadziesiąt osób straciło pracę. Dopiero dwa lata później – jak ujawniła „Rz” – prokuratorzy skierowali do biegłych pytania, które zdaniem specjalistów powinny paść na początku śledztwa.
W listopadzie 2009 r. po serii publikacji „Rz” sprawą zajęły się sejmowe komisje Gospodarki oraz Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Interwencje podjęły też Amnesty International i Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz RPO.
Według nieoficjalnych informacji sprawą ma zająć się również Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA