fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Piłkarz z brodą na ratunek

ROL
Z polską ligą przepraszają się stare gwiazdy. Znane nazwiska mają wystarczyć zamiast wysokich budżetów
Żaden nie wraca do ekstraklasy w takiej chwale, o jakiej marzył, wyjeżdżając, ale żaden nie przyznaje się też do rozczarowania. Nie chodzą ze spuszczonymi głowami, jeżdżą pięknymi samochodami i mają zapewnioną spokojną emeryturę. Poza tym – są ciągle pożądani. Polskie kluby kupują stare gwiazdy, bo na młode ich nie stać.
Zaporową cenę za Artura Sobiecha podyktował Ruch i napastnik, który w poprzednim sezonie zawojował ekstraklasę i trafił do reprezentacji, na razie pozostaje w Chorzowie, choć był kuszony przez mistrza i wicemistrza Polski oraz wszystkich najbogatszych. Nie tak jednak bogatych, by płacić za niego 5 milionów złotych.
[srodtytul]Bliskość Berlina[/srodtytul]
Największy popyt na polskim rynku był właśnie na napastników. Lech sprzedał perłę z korony, czyli Roberta Lewandowskiego, do Borussii Dortmund, nie mając przygotowanej żadnej opcji zapasowej. Sprowadzenie Joeala Tshibamby z Arki Gdynia to tylko próba uzupełnienia składu, wyrwę w ataku ma załatać Artur Wichniarek, lat 33. Rok temu, gdy po raz drugi przechodził z Arminii Bielefeld do Herthy Berlin, by znów nie spełnić nadziei, mówił “Rz”: – Kiedy grałem w Polsce, nie myślałem, że korupcja ma aż tak wielką skalę, dlatego jestem szczęśliwy, że od dziesięciu lat gram na Zachodzie, a mój menedżer tak pokierował moją karierą, że nie mam nic wspólnego z ekstraklasą.
[wyimek]Dawni gwiazdorzy wracają do Polski jako zamożni, choć nie zawsze sportowo spełnieni gracze[/wyimek]
Wichniarek w całym sezonie Bundesligi nie trafił ani razu, Hertha spadła z ligi, a po sezonie oprócz Lecha interesował się nim tylko Union Berlin. Na konferencji prasowej w Poznaniu Wichniarek przyznał, że jest dumny, iż zgłosił się do niego z propozycją mistrz Polski, i że duże znaczenie ma bliskość Berlina, gdzie dalej mogą się uczyć jego córki. Strzelił gola w pierwszym meczu z Interem Baku, klub liczy na jego doświadczenie – w Niemczech zagrał w 269 meczach, strzelił
86 bramek, w Polsce występował w Lechu i Widzewie Łódź. Kontrakt w Poznaniu podpisał na rok z opcją przedłużenia. To umowa bez ryzyka dla obu stron, podobnie jak w przypadku Macieja Żurawskiego, który po pięciu latach gry za granicą zdecydował się wrócić do Wisły Kraków.
[srodtytul]Czas na Smolarka[/srodtytul]
Żurawski to najprawdopodobniej najzdolniejszy polski piłkarz ostatniej dekady, ale nie udźwignął tej roli. Po wyjeździe z Wisły miał dobry sezon w Celticu Glasgow, który kupił go za 3 miliony euro. Trzy razy wywalczył mistrzostwo Szkocji, ale pod koniec zawodził tak bardzo, że przeniósł się do greckiej Larisy, a stamtąd do Omonii Nikozja.
O jego powrocie do Polski mówiło się od nieudanych mistrzostw Europy, ale kiedy cypryjski klub proponował mu kontrakt za 600 tysięcy euro, trudno się było spodziewać, że do walki włączy się jakaś polska drużyna.
Trener Wisły Henryk Kasperczak obiecał właścicielowi klubu Bogusławowi Cupiałowi, że Żurawski w duecie z Pawłem Brożkiem odzyskają dla Wisły mistrzostwo. “Żuraw władca muraw” na starych śmieciach odnalazł się doskonale, wygrał drużynie mecz z FC Szawle. Przed wyjazdem zdążył uzbierać w ekstraklasie 120 goli, teraz będzie gonił Tomasza Frankowskiego (133). Kiedyś tworzyli w Wiśle atak marzeń, dziś Frankowski jest w Jagiellonii Białystok gwiazdą ekstraklasy.
Wichniarek i Żurawski nie chcieli wracać do Polski, to w Polsce ich chcieli, a tacy piłkarze, mimo że za chwilę skończą karierę, zwykli się cenić. Mówi się jednak, że nie dostali kontraktów wyższych niż 300 tysięcy euro.
Polonia Warszawa prowadzi negocjacje z Euzebiuszem Smolarkiem, który miałby zarabiać podobno nawet o 100 tysięcy więcej, ale nie wiadomo, czy umowa dojdzie do skutku. Gdy Smolarek nie mógł się odnaleźć w Kavali – kolejnym klubie po Racingu i Boltonie – już zimą zainteresowała się nim Polonia Bytom. Latem pytał o niego też Lech Poznań.
[srodtytul]Kłótnia na koniec[/srodtytul]
Działacze ze Śląska nie mieli za bardzo ochoty płacić 450 tysięcy euro plus premie za samo podpisanie kontraktu z piłkarzem, który w ostatnich czterech latach błyszczał tylko w reprezentacji Leo Beenhakkera. Od Lecha zażądał 500 tysięcy euro za sam podpis. Smolarek w poprzednim sezonie ligi greckiej w Kavali strzelił tylko trzy gole w 15 meczach. Wczoraj rozwiązał z nią kontrakt.
Umowę z Bełchatowem podpisał Marcin Żewłakow, brat kapitana reprezentacji Polski, kiedyś traktowany jako równie wielki talent. Z Polski wyjechał w 1998 roku, większość czasu spędził w belgijskim Excelsiorze Mouscron, dwa ostatnie lata w APOEL Nikozja, z którym wystąpił w Lidze Mistrzów. Zanim trafił do Bełchatowa, bezskutecznie próbował pertraktować z Polonią Warszawa. Rozmowy zakończyły się kłótnią.
Nie wiadomo, czy po wyleczeniu kontuzji klubu w Polsce nie znajdzie Jacek Krzynówek. W Cracovii zacumował Arkadiusz Radomski, ale tu klub wykorzystał kłopoty finansowe NEC Nijmegen.
Do ekstraklasy wracają także niespełnione talenty – 28-letni Rafał Grzelak został na rok wypożyczony ze Steauy Bukareszt, a były piłkarz FC Porto Przemysław Kaźmierczak trenuje ze Śląskiem Wrocław.
Czy stare gwiazdy przyciągną kibiców na nowe stadiony? W pierwszych meczach zapewne tak, a potem wszystko będzie zależało od tego, czy pokażą dawną klasę.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=m.kolodziejczyk@rp.pl]m.kolodziejczyk@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA