fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Och, Karol" na nowo na fali kręcenia remake'ów

W postać Karola tym razem wcielił się Piotr Adamczyk. Na zdjęciu na planie filmu z Katarzyną Glinką (Fot. Piotr Bujnowicz)
Maxfilm
Powstaje remake popularnej komedii "Och, Karol". Czy jej sukces uruchomi lawinę powtórek?
Karol był królem życia. Gdzie się nie ruszył, otaczał go wianuszek pań, skąpo odzianych i spragnionych miłości. Miał pieniądze, świetną posadę architekta w biurze projektowym. A przede wszystkim: niewyczerpane siły witalne, by sprostać oczekiwaniom żony i uwodzonych kobiet.
Kiedy film Romana Załuskiego, według scenariusza Ilony Łepkowskiej, wszedł w 1985 roku do kin, niektórzy krytycy narzekali, że twórcy zrealizowali bajkę.
Jednak widzowie – pamiętający jeszcze szarzyznę czasów stanu wojennego – mieli ochotę zobaczyć lepszy świat.
Tytułowy Karol, którego zagrał Jan Piechociński, uosabiał bowiem wszystko, o czym przeciętny Polak mógł wtedy tylko marzyć. Nic dziwnego, że przystojny filmowy architekt osiągnął sukces. Jego erotycznozawodowe perypetie obejrzało na dużym ekranie ponad trzy miliony ludzi. Teraz spróbuje uwieść kinową publiczność raz jeszcze – tym razem jako psycholog.
Reżyserem nowej wersji filmu jest Piotr Wereśniak, który razem z Iloną Łepkowską napisał scenariusz. Film produkuje Tadeusz Lampka, mający na koncie takie hity, jak m.in. "Nigdy w życiu" według prozy Katarzyny Grocholi oraz "Tylko mnie kochaj" i "Nie kłam kochanie".
[srodtytul]Ryzyko z amantem[/srodtytul]
– Bohater, a także lekkość, z jaką traktuje życie, kobiety i seks, bardziej pasuje do naszych czasów niż do lat 80. – mówi o nowym pomyśle Łepkowska. Liczy przynajmniej na pół miliona widzów. W ściągnięciu ich do kin ma pomóc gwiazdorska obsada. Karola zagra Piotr Adamczyk, a jego wybrankami będą m.in. Anna Mucha, Małgorzata Foremniak i Małgorzata Socha.
Karolowi może się udać, w końcu przywracająca go do życia Ilona Łepkowska jest królową polskich seriali i komedii romantycznych. Dotychczas świetnie wyczuwała, co się Polakom podoba.
Jednak powrót filmowego amanta wiąże się ze sporym ryzykiem. Remaki nie są polską specjalnością.
W powojennej historii naszego kina powstał zaledwie jeden. Gavin Hood z Republiki Południowej Afryki nakręcił w 2001 roku nową wersję "W pustyni i w puszczy" (początkowo reżyserem miał być Maciej Dutkiewicz). Wcześniej – w latach 70. – po powieść Henryka Sienkiewicza sięgnął Władysław Ślesicki.
Odświeżeni Staś i Nel spodobali się widzom, ale nie mieli szans się zbliżyć do wyników kasowych obrazu Ślesickiego. Powtórkę zobaczyły ponad trzy miliony widzów. Oryginał – dziesięciokrotnie więcej.
Nowi Staś i Nel i tak mieli sporo szczęścia. Trafili do kin, zanim skończyła się koniunktura na adaptacje lektur szkolnych.
Z kolei dekadę temu niewiele brakowało, by wyjątkowo w Polsce ekskluzywny klub filmów kręconych jeszcze raz został poszerzony o nowych "Krzyżaków" i kinową wersję przygód kapitana Hansa Klossa. Choć w Hollywood kręcenie nowych wersji dawnych hitów to biznes przynoszący z reguły krocie, w Polsce ta reguła się nie sprawdziła – skończyło się klapą. Dlaczego?
[srodtytul]Jak Majchrzak nie został Jurandem[/srodtytul]
W 2000 roku opinię publiczną zelektryzowała wiadomość, że nad ponowną ekranizacją Sienkiewiczowskich "Krzyżaków" pracują dwie konkurencyjne ekipy. Pierwszej przewodził Jarosław Żamojda. Znany operator i reżyser (m.in. "Młode wilki") zapowiadał wielkie widowisko przygodowobatalistyczne. W jego ujęciu – podobnie jak w filmie Aleksandra Forda z 1960 roku – głównym bohaterem miał być Zbyszko z Bogdańca. Oczywiście, młody rycerz dążyłby do uwolnienia Danusi z krzyżackich łap. A przy okazji walczył z makiawelicznym Kuno von Lichtensteinem, pragnącym przejąć w zakonie władzę, by pognębić Polskę i Litwę.
Żamojda zainwestował pół miliona dolarów w scenariusz i prace przygotowawcze. Szukał partnerów w Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Dostał nawet list intencyjny z Komitetu Kinematografii. Jednak budżetu, który miał pochłonąć 8,5 miliona dolarów, nie mógł dopiąć.
W szranki z Żamojdą stanął producent Marian Terlecki. Zamówił scenariusz nowych "Krzyżaków" u Cezarego Harasimowicza. A w roli reżysera – po tym jak odmówiła mu Agnieszka Holland – obsadził Bogusława Lindę. To miał być rycerski romans, w którym najważniejsze byłyby namiętność, wielka miłość i zemsta. Wszystko za 10 milionów dolarów.
Żamojda powierzył Danielowi Olbrychskiemu rolę Zawiszy Czarnego. Maćkiem z Bogdańca miał być Wiktor Zborowski.
Terlecki nie przejął się planami konkurenta. Ogłosił, że u niego Maćka z Bogdańca zagra... Olbrychski, a Krzysztof Majchrzak wystąpi jako Jurand ze Spychowa.
Sytuacja stawała się coraz bardziej groteskowa. Było oczywiste, że w naszej kinematografii na dwie superprodukcje o Krzyżakach nie wystarczy nie tylko pieniędzy, ale nawet aktorów. Rywalizujące ekipy zapewniały o gotowości do porozumienia i współpracy, tyle że nie zamierzały ze sobą rozmawiać.
Ostatni rozdział bitwy o "Krzyżaków" rozegrał się na Służewcu, gdzie padł pierwszy klaps do filmu Żamojdy. Reżyser postanowił nakręcić tzw. zdjęcia uciekające, które miały stanowić test do przygotowania efektów specjalnych. I udowodnić, że wyprzedza konkurencję.
Ale potem o obu produkcjach zrobiło się cicho. Kolejno wycofywali się sponsorzy, zaniepokojeni tym, że adaptacje lektur szkolnych przestają przyciągać Polaków do kin.
W końcu Żamojda i Terlecki skapitulowali. Amizeria finansowa polskiego biznesu filmowego okazała się tak wielka, że nawet przed 600-leciem bitwy pod Grunwaldem nikt się nie zająknął o możliwym powrocie do pomysłu remake.
Jednak nowi "Krzyżacy" przynajmniej wyjechali (choć symbolicznie) na plan. Kapitan Hans Kloss nawet takiej szansy nie dostał.
[srodtytul]Kloss hodowcą owiec[/srodtytul]
Do ponownego opowiedzenia o losach agenta J23 – tyle że w formie filmu kinowego, a nie serialu – przymierzał się od 1999 roku Władysław Pasikowski, reżyser "Psów". Zaskoczenie było zupełne. W końcu jeszcze w roku 1995 Pasikowski na łamach książki "Psy w kinie, czyli jak się robi filmy" przekonywał: "Ktoś zapytał mnie, czy nie zrobiłbym remake'u Klossa z Bogusławem Lindą? Nie! Bo filmów, które funkcjonują ciągle, nie kręci się ponownie".
Reżyser argumentował, że na nową wersję przychodzi czas, dopiero gdy oryginał odejdzie w zapomnienie. Ale jednocześnie kokietował słowami, że choć Linda nie mógłby grać Klossa, bo to "rola obok niego", to za to świetnie nadaje się na Brunnera.
Scenarzyści "Stawki większej niż życie": Zbigniew Safjan i Andrzej Szypulski, przyjęli więc potem ze zdziwieniem plan reaktywacji legendarnego filmowego szpiega. Duet autorów nie zamierzał zrzec się praw do postaci Klossa.
Hans – tak jak "Krzyżacy" – padł ofiarą sprzecznych ambicji i odmiennych interpretacji.
Scenariusz Pasikowskiego przypominał bowiem kolejną część przygód Indiany Jonesa. Kloss poszukiwał w nim szpady mającej zapewnić Hitlerowi zwycięstwo w wojnie. Ścigał także podstawionego agenta, który odnalazł grób Chrystusa. Klossa miał zagrać Michał Żebrowski, Brunnera – Bogusław Linda.
Safjan i Szypulski obawiali się, że Pasikowski zniszczy swoimi pomysłami serialową legendę. Woleli klasyczny film szpiegowski stanowiący bezpośrednią kontynuację "Stawki".
Wymyślili, że w nowej wersji J23 będzie emerytowanym oficerem wywiadu, zajmującym się hodowlą owiec na Śląsku. Kloss miał wrócić do gry, gdy w tajemniczych okolicznościach zginie jego przyjaciel. Wkrótce przypadkowo natrafił na trop Brunnera, który po wojnie został antykwariuszem.
Safjan i Szypulski marzyli, że dawne role powtórzą Stanisław Mikulski oraz Emil Karewicz. Wkrótce okazało się, że przeszkodą w realizacji nowego Klossa są nie tylko utarczki z Pasikowskim, ale także brak pieniędzy na film.
Historia Klossa i Krzyżaków pokazuje, jak ryzykownym przedsięwzięciem są w Polsce remaki. Erotyczne perypetie przystojnego Karola mogą to zmienić – jeśli zarobią wystarczająco wiele.
Niewykluczone, że wtedy po modzie na adaptacje lektur i komedie romantyczne przyjdzie i czas remaków. Czy "Krzyżacy" i kapitan Kloss dostaną drugą szansę?
"Och, Karol" wejdzie do kin w styczniu 2011 roku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA