fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Adwokaci rodzin ofiar katastrofy nie mają dostępu do akt

ROL
Pełnomocnicy rodzin ofiar katastrofy składają wnioski dowodowe. Chcą odpowiedzi na wiele pytań. Tymczasem mają kłopoty z szybkim dostępem do akt śledztwa
Już 25 pełnomocników procesowych ustanowiły rodziny ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Z mediów znanych jest zaledwie kilku. Mec. Rafał Rogalski reprezentujący rodzinę Kaczyńskich i pięciu innych ofiar katastrofy lotniczej. Stefan Hambura, adwokat z Berlina, pełnomocnik rodzinny Anny Walentynowicz. Mec. Piotr Pszczółkowski z Łodzi, który występuje w imieniu Jarosława Kaczyńskiego. Warszawski adwokat Piotr Schramm (nie ujawnia, jakie rodziny reprezentuje). Mec. Grzegorz Jaworski z Gliwic, pełnomocnik Małgorzaty Wassermann, a także Bartosz Kownacki, który reprezentuje rodziny Sławomira Skrzypka, Grażyny Gęsickiej, Tomasza Merty i Bożeny Mamontowicz-Łojek.

Koledzy z palestry mówią o nich „adwokaci Smoleńska”. Niektórzy blisko współpracowali ze zmarłymi. Mec. Hambura występował choćby jako pełnomocnik Anny Walentynowicz w jej sporze z reżyserem Volkerem Schloendorfem. Sprawa dotyczyła filmu „Strajk”, w którym losy Agnieszki Walczak, fikcyjnej pracownicy Stoczni Gdańskiej, oparto na biografii Anny Walentynowicz, legendarnej działaczki „Solidarności”. Ona uważała, że film zawierał przekłamania. Producenci filmu przesłali wyjaśnienia w przepraszającym tonie i przekazali zgodnie z jej wolą darowiznę na rzecz Kliniki Chorób Oczu.
– Mecenas Hambura to człowiek, dzięki któremu będziemy mieli pewność, że śledztwo przeprowadzono bezstronnie. Poza tym moja mama miała do niego zaufanie – wyjaśniał na łamach „Rz” powody powierzenia mu pełnomocnictwa Janusz Walentynowicz, syn pani Anny. Berliński adwokat już zasłynął kilkoma głośnymi wystąpieniami do prokuratury, m.in. o przesłuchanie premiera Donalda Tuska i prezydenta Bronisława Komorowskiego, aby ustalić, czy premier Rosji chciał znać listę polskiej delegacji na uroczystości katyńskie.
31-letni adwokat Bartosz Kownacki to bliski współpracownik Antoniego Macierewicza. Reprezentował byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę w postępowaniu o udostępnienie akt sprawy mafii paliwowej Jarosławowi Kaczyńskiemu.
– Znałem osoby, które zginęły w katastrofie, bo pracowałem w Kancelarii Prezydenta. Kiedy Arek Mularczyk zapytał nas, adwokatów, czy nie chcielibyśmy pomóc rodzinom ofiar, od razu się zgłosiłem – mówi Kownacki. Ma świadomość, że to sprawa najważniejsza w jego dopiero rozwijającej się karierze.
Mecenas Grzegorz Jaworski: – To zawodowy rarytas ze względu na zakres sprawy, osoby pokrzywdzone, organa, które w niej uczestniczą. Nie wyobrażam sobie, aby jakiś adwokat odmówił w niej udziału.
– Sprawa prestiżowa. Najważniejsze śledztwo, jakie kiedykolwiek było prowadzone w Rzeczypospolitej – emocjonuje się mec. Rafał Rogalski. To on jest najbardziej widoczny w mediach. Linki do materiałów prasowych i telewizyjnych, w których udzielał wywiadów, umieszcza na stronie internetowej swojej kancelarii. W mediach pojawiał się także przed sprawą smoleńską. Reprezentował choćby rodziny pacjentów w głośnym śledztwie i procesie przeciwko dr. Mirosławowi G., kardiochirurgowi ze szpitala MSWiA, a także prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawach o zniesławienie go przez posła Janusza Palikota i wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego.
Adwokat z Krakowa, pełnomocnik jednej z rodzin: – Udział w tej sprawie to jest niewątpliwie zaszczyt, ale nie traktuję tego jako promocji zawodowej. Dlatego proszę, aby moje nazwisko nie przewijało się gdziekolwiek.
 
 
Choć zakres upoważnienia dla pełnomocników dotyczy nie tylko „dopilnowania” śledztwa, ale także czynności o charakterze cywilnoprawnym, w tym pozwów o zadośćuczynienie i odszkodowanie, pełnomocnicy rodzin przyznają: – Dziś skupiamy się przede wszystkim na śledztwie.
– Oczywiście będą wnioski o odszkodowanie, ale jeszcze nie na tym etapie postępowania – mówi Grzegorz Jaworski.
– Najpierw trzeba ustalić, który organ polski lub rosyjski odpowiada za wypadek. Na razie naszym głównym celem jest dotarcie do prawdy, niezależnie, jaka ona jest – deklaruje Rafał Rogalski. Na własną rękę próbuje weryfikować pojawiające się informacje, także – o ile to możliwe – u źródeł. Wertuje fachowe publikacje, konsultuje się ze specjalistami.
Bartosz Kownacki: – Mamy kontakty z osobami, które są lub były pilotami, które pracują w obsłudze naziemnej lotniska. Bez ich wiedzy nie bylibyśmy w stanie zorientować się, co jest w aktach śledztwa. Pomaga mi i to, że skończyłem aplikację prokuratorską.
– Chcemy, aby śledztwo przebiegało sprawnie i aby prokuratura zbadała wszystkie wątpliwości. Jesteśmy po to, aby prokuraturę mobilizować i wskazywać kierunki, które nam szczególnie się nasuwają, a które prowadzący śledztwo nie do końca widzą – mówi mec. Jaworski.
O ile pełnomocnicy nie mają uwag do pracy prokuratorów liniowych, o tyle sporo zastrzeżeń wysuwają pod adresem nadzorujących śledztwo i organów, które mogłyby udzielić śledczym wsparcia dyplomatycznego. Twierdzą, że przekazywanie materiałów od Rosjan trwa stanowczo za długo.
– Wydaje mi się, że pomoc dla prokuratorów liniowych jest bliska zera. Zostali pozostawieni sami sobie, a postępowanie idzie bardzo standardowo. Przykład? Już dwa miesiące czekam na protokół z sekcji zwłok pana prezydenta i cały czas słyszę: „za tydzień” – uzasadnia mec. Piotr Pszczółkowski.
Piotr Schramm: – Prawie miesiąc zajęło ustalenie, o której godzinie dokładnie miała miejsce katastrofa. Mam wrażenie, że pomimo zapewnień władz polskich współpraca ze stroną rosyjską nie układa się wzorowo i prokuratura nie uzyskuje wszystkich materiałów na czas.
Płk Jerzy Artymiak z Naczelnej Prokuratury Wojskowej tłumaczy:
– Sposób realizacji wniosku w drodze pomocy prawnej i czas jego realizacji jest uzależniony od państwa wezwanego. I tu jest problem. Wsparcie szybkiej realizacji wniosków oraz przekazanie innych materiałów przez Federację Rosyjską byłoby jak najbardziej wskazane.
I dlatego adwokaci podjęli już działania, aby w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy nie ograniczać się jedynie do polskiej prokuratury. Przygotowują się do składania wniosków bezpośrednio do prokuratury rosyjskiej i wynajęcia tam na miejscu adwokatów.
Mec. Piotr Schramm: – Osoby bliskie zmarłym mogą wnioskować o przyznanie im statusu strony w postępowaniu prowadzonym przez organy Federacji Rosyjskiej. Powołamy się na ich przepisy będące odpowiednikiem naszego kodeksu postępowania karnego. Robimy w tej sprawie wszystko, co możemy zrobić. Zwrócenie się bezpośrednio do strony rosyjskiej to kolejny krok.
– Podjęliśmy już działania, aby wynająć pełnomocnika w Rosji. Nie jest to jednak takie proste. To nie może być osoba pierwsza z listy. To musi być ktoś obdarzony przez nas zaufaniem i z możliwościami tam na miejscu – mówi mec. Bartosz Kownacki.
Adwokat Piotr Pszczółkowski podchodzi do tych pomysłów sceptycznie:
– Analizowaliśmy taką możliwość, tyle tylko, że ogólne zasady panujące w Rosji są takie, że zgodę na wgląd do akt pełnomocnicy dostają dopiero po zakończeniu śledztw. Faktyczne możliwości takiego pełnomocnika mogłyby być iluzoryczne.
 
 
Niemal każdy poranny serwis informacyjny zawiera informację o nowym wniosku dowodowym lub pytaniu skierowanym przez adwokatów do śledczych. Ostatni wniosek o przeprowadzenie ekshumacji posła Przemysława Gosiewskiego złożył mecenas Rogalski. Uzasadnia, że w aktach nie ma ustaleń dotyczących zakresu i mechanizmów powstania obrażeń u ofiar.
mec. Piotr Schramm: Będę apelował do kolegów o spotkanie. Chodzi o wypracowanie jednej linii postępowania. Uważam, że niektóre wnioski dowodowe kolegów są zbyt śmiałe. Może warto o tym porozmawiać
– W przypadku takiej katastrofy te czynności powinny być wykonane z ponadprzeciętną starannością. Każdy element związany z mechanizmami powstania śmierci powinien być dokładnie określony. Dziś według mojej wiedzy nie mamy żadnego materiału biologicznego, który pozwoliłby nam na to, aby przeprowadzić badania np. na obecność trucizn – mówi mec. Rogalski.
Piotr Schramm chce z kolei poznać nie tylko treść zapisów z czarnych skrzynek, ale także komunikaty, jakie 10 kwietnia wieża kontrolna w Smoleńsku wydawała innym samolotom, choćby załodze rosyjskiego samolotu Ił, który próbował wylądować przed prezydenckim tupolewem. Chce w ten sposób ustalić, czy komunikaty wysłane innym samolotom były takie same, jak te skierowane do załogi polskiego samolotu. Jeśli okaże się, że miały inny charakter, zrobi następny krok. Zawnioskuje o przesłuchanie załóg innych samolotów.
– Chcę też dociec, kiedy i na jakiej wysokości załoga otrzymała komunikaty z wieży, bo ze stenogramów wynika, że takie komunikaty były, ale załoga nie reagowała na nie. Albo były podawane, kiedy samolot był już zbyt nisko i nic nie dało się zrobić, albo podano je we właściwym czasie, ale załoga na nie zareagowała. Pytanie dlaczego jest otwarte – mówi Piotr Schramm.
Prokurator Jerzy Artymiak informuje, że na razie pełnomocnicy złożyli dziesięć wniosków dowodowych, niektóre rozbudowane, wielopunktowe. Zapewnia, że są one realizowane bądź uwzględnione w planach prokuratury, i tych dalszych, i tych bliższych.
– Aktywność pełnomocników służy prokuraturze. Sprawdzamy wszystkie możliwe informacje pojawiające się w toku śledztwa. Te wiarygodne, mało wiarygodne i na pierwszy rzut oka najmniej wiarygodne. Weryfikujemy nawet te bardzo hipotetyczne doniesienia, także od osób fizycznych – mówi płk Artymiak.
– Tu wiele rzeczy odbywa się nieformalnie. Składam wnioski o dopuszczenie dowodu, ale nie otrzymuję postanowienia, że został dopuszczony, choć zgodnie z kodeksem postępowania karnego tak to się powinno odbywać. Widzę jednak jego realizację, np. przesłuchanie danej osoby – mówi mec Rogalski.
– Po prostu na razie staram się z prokuratorami rozmawiać. Aby złożyć sensowny wniosek dowodowy, trzeba mieć wiedzę, co jest w aktach sprawy – mówi mec. Kownacki
 
 
Znajomość tych akt jest prawem pełnomocników stron. Jest też niezbędna, aby aktywnie uczestniczyć w śledztwie. Akta katastrofy, którymi dysponują polscy prokuratorzy, to 40 tomów po 200 kart każdy. Adwokatom do zapoznawania się z aktami udostępniono mały pokoik w pomieszczeniach zajmowanych przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Do nadzoru nad tymi czynnościami oddelegowano pracownika sekretariatu.
– Właśnie się dowiedziałem, że w lipcu i sierpniu nie ma już wolnych terminów. Będę próbował dokooptować się do któregoś z pełnomocników, który ma już umówiony termin – mówi mec. Piotr Schramm.
Mec. Piotr Pszczółkowski nie kryje irytacji: – To skandal, aby już na tym etapie postępowania nie można było przejrzeć swobodnie akt. A co się będzie działo, jeśli akt i pełnomocników będzie więcej?
Płk Jerzy Artymiak wyjaśnia, że wygospodarowanie nawet takiego małego pokoju było dla prokuratury wojskowej problemem. I stało się to z uszczerbkiem dla codziennej pracy śledczych. Przyznaje, że rzeczywiście z uwagi na liczbę pełnomocników i kłopoty techniczne dochodzi do wyznaczania odległych terminów.
– Proszę mi wierzyć. Tylko bariery techniczne limitują możliwość zapoznania się z aktami większej liczby pełnomocników w tym samym czasie. Mamy ograniczoną możliwość kopiowania dokumentów. To kwestia wyposażenia prokuratury – argumentuje prokurator Artymiak.
Adwokaci rodzin ofiar katastrofy żalą się, że wciąż nie mogą kserować ani wykonywać fotokopii akt, mimo że prokuratura obiecywała im, że stanie się to po trzech miesiącach śledztwa. Są przekonani, iż nie wynika to tylko z problemów technicznych. Ponoć przed wyborami śledczy obawiali się, że materiały mogą być wykorzystane w kampanii. Teraz – jak powtarzają między sobą adwokaci – obawiają się wycieku kserokopii do mediów. Tak się stało z zeznaniami Wiktora Ryżenki, kontrolera lotów ze Smoleńska, i Artura Wosztyla, pilota jaka-40, który w Smoleńsku wylądował około godziny przed katastrofą prezydenckiego tupolewa. Warszawska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo w tej sprawie.
Mec. Rafał Rogalski: – Będziemy rozmawiać z prokuraturą w tej sprawie. Ta zgoda musi być. Tracimy za dużo czasu. Setki godzin. To jest czas wykorzystany nieefektywnie.
Prokurator Artymiak przekonuje, że otrzymał zapewnienie od wojskowego prokuratora okręgowego w Warszawie, że wnioski o wykonanie odpisów akt i zgodę na ich fotokopie będą realizowane. Adwokaci będą mogli to robić w terminie wcześniej wyznaczonym przez prokuraturę.
– Oczywiście będą musieli złożyć wniosek o zgodę na wykonanie fotokopii. Liczymy również na to, że wiedza ta nie opuści ich kancelarii – mówi płk Artymiak.
Mec. Kownacki: – Te akta wcześniej czy później będą publiczne. Dostęp do nich oprócz pełnomocników będą miały też rodziny. Jest zbyt duża liczba osób, które się z nimi zapoznają. Przy takim śledztwie utrzymanie tajemnicy może być fikcją.
 
 
Chyba nie
 
Choćby i z tego powodu część „adwokatów smoleńskich” mówi o konieczności zorganizowania okrągłego stołu pełnomocników. – Będę apelował do kolegów o takie spotkanie. Chodzi o wypracowanie jednej linii postępowania, o to, by nie dublować się z wnioskami dowodowymi. Uważam, że niektóre wnioski kolegów są zbyt śmiałe. Może warto o tym porozmawiać – mówi Piotr Schramm.
Mec. Pszczółkowski, który jako pierwszy umocował się w sprawie, nie widzi raczej możliwości długofalowego porozumienia.
– Tu będą się ścierać różne interesy. Jednym zależy na szczegółowym wyjaśnieniu przyczyn katastrofy, celem innych jest jak najszybsze zamknięcie sprawy, aby sformułować roszczenie majątkowe. Różna jest przecież sytuacja majątkowa rodzin ofiar – mówi Pszczółkowski.
– Porozumienie? Wspólny front? O czym pan mówi? Mnie umocowano nie po to, abym konsultował się z innymi kolegami. Mam reprezentować interesy moich mocodawców – denerwuje się adwokat z Warszawy. Kategorycznie zabrania podawania jego nazwiska, bo „nie życzę sobie szumu wokół mojej osoby, a moi mocodawcy także”.
Marcin Dziurda, prezes Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa, mówi, że do jego instytucji już zgłosili się przedstawiciele pięciu rodzin ofiar, informując, że rozważają wystąpienie z wnioskiem o odszkodowanie.
– Nie rozumiem tego. Dopóki śledztwo trwa, te wnioski i te zapytania są przedwczesne. W każdym razie dla rodzin ofiar, które reprezentuję, pieniądze nie są najważniejsze – mówi Bartosz Kownacki.
Jeśli wierzyć doniesieniom mediów, tylko mec. Roman Giertych, reprezentujący rodzinę jednego z oficerów BOR, ogłosił konkretną sumę, o którą chce toczyć boje. To półtora miliona. Mecenas Giertych za pośrednictwem swojej asystentki odmówił jednak rozmowy na ten temat.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA