Katastrofa smoleńska

96 osób ze znakami zapytania na koszulkach

Ruch 10 Kwietnia zorganizował happening trzy miesiące po tragedii. Domagał się m.in. powrotu szczątków Tu-154 do kraju
Naturalnej wielkości obrys tupolewa stworzony z żółto-czarnej taśmy. W środku 96 osób (tyle, ile ofiar katastrofy) – tak wyglądał sobotni happening na placu Piłsudskiego.
Organizatorzy domagali się: powołania międzynarodowej komisji technicznej, powrotu do kraju szczątków prezydenckiego samolotu wraz z czarnymi skrzynkami i innymi dowodami rzeczowymi oraz zwiększonej opieki nad rodzinami ofiar. – Pierwszy wariant zakładał namalowanie samolotu kredą, jednak procedury przekreśliły ten pomysł – opowiada Joanna Potocka, organizatorka happeningu. – Samolot z taśmy umożliwił wolontariuszom przemieszczanie się po placu, co miało symbolizować przelot tupolewa. Nie zniszczyliśmy przy tym mienia Skarbu Państwa. 
W happeningu wzięło udział – według szacunków policji – 2 tysiące osób i 130 wolontariuszy. 96 z nich było wewnątrz modelu tupolewa. Mieli białe koszulki. Z tyłu były na nich numery od 1 do 96, z przodu zaś znaki zapytania.  Na placu pojawił się transparent „10.04. POlityczny mord. PO trupach do władzy”. Ruch 10 Kwietnia odciął się od takich napisów. – Było to spontaniczne działanie tłumu, a nie zaplanowany element happeningu – tłumaczy Potocka. – Tego typu demonstracje są po prostu nie na miejscu i są sprzeczne z polską tradycją szacunku dla zmarłych – ocenił rzecznik rządu Paweł Graś w Radiu Zet.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL