fbTrack

Nieruchomości

Rosną koszty walki z ociepleniem klimatu

Nowe obowiązki będą mieli posiadacze urządzeń klimatyzacyjnych dużej mocy
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
250 tys. firm i osób fizycznych musi zatrudnić serwisantów klimatyzacji
Firmy, szpitale, sklepy, obiekty sportowe, wspólnoty mieszkaniowe czy prywatni właściciele klimatyzowanych willi będą musieli serwisować urządzenia klimatyzacyjne oraz prowadzić ekologiczną dokumentację.
Tego chce od nas Bruksela. Unijni urzędnicy są zdania, że szkodliwe gazy przedostające się do atmosfery z nieszczelnych klimatyzacji (zwane fluorowanymi) podnoszą temperaturę na naszym globie. Ministerstwo Środowiska ma już gotowy projekt założeń do nowej ustawy, która wprowadzi w życie dyrektywy Unii Europejskiej.
Nowe obowiązki będą mieli posiadacze urządzeń klimatyzacyjnych dużej mocy ( z ponad 3 kg tzw. czynnika chłodzącego w instalacji). A to oznacza, że nowym przepisom będzie podlegał już właściciel klimatyzowanego biura o powierzchni 150 mkw. lub liczącego 200 mkw. domu czy apartamentu. Eksperci szacują, że takich instalacji jest w Polsce około 250 tysięcy. Kosztowny będzie zwłaszcza obowiązek stałego serwisowania tych urządzeń. Kontrolować je będą mogli tylko certyfikowani instalatorzy. W związku z tym nowe uprawnienia będzie musiało zdobyć ponad 12 tysięcy serwisantów. Wydatki na przeszkolenie każdego z nich przekroczą 1000 złotych. – Jeżeli ktoś sam zechce zatrudnić wykwalifikowanego konserwatora, będzie musiał zadbać o jego certyfikat – przypomina Michał Dobrzyński, dyrektor w Krajowym Forum Chłodnictwa. – I wyposażyć go w odpowiednie narzędzia. Dla administratora budynku oznacza to nowy etat i wydatek kilku tysięcy złotych miesięcznie. Dla właściciela klimatyzowanego domku jednorodzinnego – 200 – 300 złotych, czyli równowartość miesięcznej usługi serwisanta. Ale to nie wszystko. Rozrośnie się bowiem także administracja. Nad systemem ma czuwać 50 nowych inspektorów ochrony środowiska. Na wynagrodzenia dla każdego trzeba będzie wydać 50 tys. złotych rocznie. Będą mogli nakładać kary sięgające nawet 40 tys. złotych. – Wprowadzanie skomplikowanych przepisów pod hasłami ekologii nie ma sensu – mówi Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha. – Unijni urzędnicy nie powinni się sugerować zdaniem lobbies czy skrajnie lewicowych ideologii. Lepiej też, żeby inspektorzy ochrony środowiska nie wizytowali biurowców klasy A, lecz zajęli się stertami śmieci w Lesie Kabackim – dodaje. Przepisy mogą wejść w życie już w przyszłym roku.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL