fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Nadzieja ministra w Enerdze

Protest związkowców w Enerdze w maju 2010 r.
Fotorzepa, Beata Kitowska BK Beata Kitowska
Od sukcesu sprzedaży akcji gdańskiej grupy zależą wpływy z prywatyzacji. Wykonanie planu – 25 mld zł – jest zagrożone ze względu na niską wycenę Tauronu, słabe oferty na PAK i niepewność przetargu na Eneę
Sprzedaż akcji trzech polskich grup energetycznych miała być głównym źródłem tegorocznych przychodów z prywatyzacji. Ale szef resortu skarbu Aleksander Grad nie może liczyć na wiele po ostatniej słabej wycenie grupy Tauron.
Jak dowiedziała się „Rz”, z trwających trzech przetargów tylko jeden zakończy się pewnym sukcesem. Najbardziej prawdopodobna transakcja to sprzedaż 82,9 proc. akcji gdańskiej grupy Energa. Nie wiadomo, czy ministrowi uda się sprzedać Zespół Elektrowni PAK wraz z kopalniami ani czy i za ile znajdzie inwestora dla poznańskiej Enei.
Prywatyzacja GPW została zaplanowana na IV kw., a więc szanse na zaksięgowanie przychodów z tej transakcji w 2010 r. są znikome. Podobnie z efektami drugiego podejścia do sprzedaży pierwszej grupy chemicznej (zakłady azotowe w Tarnowie i Kędzierzynie, Ciech) i próbą sprzedaży zakładów azotowych w Policach i Puławach. W efekcie osiągnięcie planowanych przychodów z prywatyzacji będzie trudne. Na koniec czerwca było to 12 mld zł. Minister musi więc jeszcze uzbierać z przetargów 13 mld zł, ale nawet bardzo korzystna sprzedaż akcji gdańskiej grupy zapewni tylko 60 proc. tej kwoty. A zatem do wypełnienia planu zabraknie 5 mld zł. Tymczasem losy przetargu na Eneę oraz na elektrownie PAK i kopalnie węgla Pątnów, Adamów są niepewne.
[srodtytul]Energa najcenniejsza[/srodtytul]
Prywatyzacja tej firmy nabiera szczególnego znaczenia. Jak dowiedziała się „Rz”, już wstępne oferty od inwestorów zawierały bardzo korzystne wyceny akcji gdańskiej grupy. Ustaliliśmy, że szacują jej wartość na 8 – 9 mld zł, co by znaczyło, że Skarb Państwa ze sprzedaży jej akcji może pozyskać nawet 7,5 mld zł. Na dodatek będzie mógł wybrać z pięciu ofert poważnych firm – Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), GDF Suez, Kulczyk Investments (ten inwestor ma najmniejsze związki z branżą) oraz czeskich grup CEZ i EPH.
[wyimek][srodtytul]12 mld[/srodtytul] złotych wyniosły na koniec czerwca przychody z prywatyzacji[/wyimek]
Pojawiają się spekulacje, że największe szanse ma PGE, której determinacja jest bardzo duża, a zatem może zaoferować najkorzystniejszą cenę. Ale sfinalizowanie transakcji z PGE może natrafić na przeszkody w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jego prezes Małgorzata Kransodębska-Tomkiel wypowiedziała się negatywnie na ten temat jeszcze przed złożeniem ofert przez inwestorów. – Wszystkie nasze argumenty przeciw pozostają aktualne – mówi „Rz”. – Takie połączenie wprowadziłoby nieodwracalne zmiany w strukturze rynku. Zamiast czterech grup energetycznych będą trzy, dojdzie do wzmocnienia pozycji PGE w zakresie wytwarzania i znacznego wzmocnienia w przypadku dystrybucji. Powstanie silny, w zasadzie samowystarczalny, podmiot, który nieodwołalnie zaburzy konkurencję.
Zdarzało się, że UOKiK udzielał zgody na koncentrację mimo podobnych zastrzeżeń, powołując się na art. 19 ustawy o ochronie konkurencji. Pozwala on na transakcję wzmacniającą pozycję dominującą spółki na rynku, jeżeli przyczyni się to do rozwoju ekonomicznego, postępu technicznego albo wywrze pozytywny wpływ na gospodarkę narodową, np. zwiększając bezpieczeństwo energetyczne.
[srodtytul]Gorzej z PAK i Eneą[/srodtytul]
Jak dowiedziała się „Rz”, dwie ostateczne oferty od inwestorów zainteresowanych kupnem połowy akcji elektrowni Pątnów-Adamów-Konin oraz pakietów (ponad 80 proc.) akcji kopalń węgla brunatnego są słabsze od oczekiwań. Nieoficjalnie mówi się, że wyceniają elektrownie na mniej niż miliard złotych. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że nie tylko z przetargu wycofał się CEZ, ale trwa też postępowanie sądowe w kwestii uznania prawa pierwokupu akcji PAK przez Elektrim. Na dodatek sukces transakcji skarbu nie zależy tylko od ministra, ale i od właściciela Polsatu Zygmunta Solorza-Żaka. Jeden z oferentów, firma Rafako, jest z nim powiązany, więc formalnie nie będzie mieć problemów z osiągnięciem porozumienia co do dalszego zarządzania elektrowniami – po ewentualnym zakończeniu i wygraniu przetargu. Nie wiadomo, czy to samo uda się czeskiemu biznesmenowi Zdenkowi Bakali, którego spółka RPG Partners też złożyła ostateczną ofertę na zakup akcji PAK i kopalń.
Szansę na dopełnienie przychodów z prywatyzacji dałaby ministrowi skarbu sprzedaż Enei. Jego pakiet 60,4 proc. akcji jest wart na giełdzie 4,7 mld zł. Ale i tu jest wiele niewiadomych. Nieoficjalnie inwestorzy krytykują czas przetargu. Zwłaszcza że pojawiają się informacje o zainteresowaniu grupą dwóch uczestników przetargu na Energę.
Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że przetarg na Eneę to powtórka z ub.r. Wtedy resort skarbu w ostatnim tygodniu lipca skierował do inwestorów zaproszenie do kupna 67,05 proc. akcji firmy, dając im na składanie ofert czas do 13 sierpnia. Dotychczas jednak sierpień uchodził za martwy czas dla prywatyzacji (wielu urzędników i pracowników firm jest na urlopach). Przedstawiciele szwedzkiego Vattenfalla, akcjonariusza mniejszościowego (w ofercie kupił 18,7 proc. akcji), otwarcie wyrażali zdziwienie wakacyjnym terminem. I ostatecznie oferty nie złożyli. Jedynym chętnym okazał się niemiecki RWE. Ale do transakcji nie doszło, bo inwestor i skarb mieli rozbieżne oczekiwania co do ceny.
[ramka]Gdańska grupa energetyczna na celowniku inwestorów
Według naszych informacji wstępne oferty inwestorów ubiegających się o kupno Energi wyceniają ją na ok. 8 – 9 mld zł. Wcześniejsze szacunki mówiły, że jest warta 6 – 8 mld zł. Wycena inwestorów wydaje się bardziej racjonalna na tle kapitalizacji trzech innych grup energetycznych kontrolowanych przez państwo i już notowanych na GPW. Według kursu akcji z piątkowego zamknięcia sesji wartość PGE wynosiła 36,3 mld zł, Tauronu 8 mld zł, a Enei 7,9 mld zł. Dlaczego inwestorzy wyżej dziś wyceniają Energę? Głównie ze względu na zaostrzającą się konkurencję między pięcioma chętnymi do jej przejęcia, którzy mają bardzo ambitne plany. Proponowana przez nich cena musi również zawierać premię za przejęcie kontroli. Gdańska grupa jest atrakcyjna również dlatego, że ma 2,8 mln klientów, co daje jej 17-proc. udział w polskim rynku sprzedaży energii elektrycznej. Ponadto ma proekologiczny plan inwestycyjny zakładający budowę setki małych biogazowni i rozbudowę sieci.
[i]—trf, a.ła, b.ch.[/i][/ramka]
[ramka][srodtytul]Lotos – czyli niepewność[/srodtytul]
Minister skarbu zamierza wkrótce rozpocząć poszukiwania inwestora dla gdańskiej grupy paliwowej. Gdyby zakończyły się sukcesem, to być może jeszcze przed końcem roku na sprzedaży swojego pakietu akcji zarobiłby znaczną kwotę. Jak dużą – to trudno przewidzieć, ponieważ nie wiadomo, na ile wyceni oddanie kontroli nad drugą po Orlenie firmą paliwową w kraju. Poza tym nie widać kolejki chętnych, choć wstępnie i nieoficjalnie możliwość kupna Lotosu sondowały firmy z Chin, Rosji i Azerbejdżanu. Oficjalnie jednak deklaracje w tej sprawie ministrowi skarbu złożyły tylko wspólnie Kulczyk Investments i libijska firma Tamoil. Zainteresowany jest też PKN Orlen. Nieoficjalnie mówi się, że najpewniejszymi kandydatami do udziału w przetargu są rosyjskie koncerny Łukoil i TNK BP.By móc ruszyć z przygotowaniami do sprzedaży akcji Lotosu, minister skarbu czeka jeszcze na zgodę rządu. A tę ze względu na wybory może dostać dopiero pod koniec lipca.
[i]—a.ła[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA