fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Miała być wielka afera, wyszła aferka

Nie można spółdzielni robić zarzutu, że taniej wybudowała blok – twierdzi sędzia Dariusz Manista
Gazeta Olsztyńska, Marek Giniewicz Marek Giniewicz
W olsztyńskiej spółdzielni Pojezierze nie działała mafia, nie było niegospodarności ani korupcji – orzekł sąd
Śledztwo, które media okrzyknęły największą aferą spółdzielczą w Polsce, wszczęto w 2000 r. Najpierw prowadziły je prokuratury Rejonowa i Okręgowa w Olsztynie. Później akta przejęli śledczy z Łomży. Ale ani ci z Podlasia, ani ci z Warmii i Mazur nie widzieli podstaw do stawiania zarzutów. Wtedy na mocy decyzji prokuratora generalnego akta przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Elblągu. Był rok 2005.
Tym razem śledczy wraz z funkcjonariuszami CBŚ mieli odkryć to, co umykało innym: „spółdzielczą mafię”, która trzęsła Olsztynem. W układance mieli być wszyscy: prezes spółdzielni Pojezierze Zenon Procyk, jego współpracownicy, sędziowie będący na usługach prezesa i polityk. W sumie 27 osobom prokuratura postawiła 111 zarzutów. Najwięcej – 20 – Procykowi. W 2006 r. prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia.
Wczoraj po trzech latach i czterech miesiącach procesu zapadł wyrok.
– Mówiąc potocznie, z dużej chmury mały deszcz – stwierdził sędzia Dariusz Manista.
[wyimek]Sprawę można podsumować: z dużej chmury mały deszcz - Dariusz Manista, sędzia[/wyimek]
Procykowi z 20 zarzutów zostały dwa, najlżejsze: dwukrotnie w latach 2002 i 2003 nakłaniał do zorganizowania zebrań grup członkowskich, w których brały udział osoby nieuprawnione, niebędące członkami spółdzielni. Zdaniem sądu to „wspomaganie demokracji” miało zapewnić prezesowi i jego ludziom panowanie w spółdzielni.
Procyka skazano na rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata. Przez sześć lat nie może pełnić funkcji kierowniczych w spółdzielni. Niczego więcej prokurator mu nie udowodnił. Ale po kolei.
[srodtytul]Wątpliwa ekspertyza[/srodtytul]
Sztandarowym zarzutem elbląskiej prokuratury był zbyt niski koszt budowy bloku przy ul. Dworcowej 48A w Olsztynie i zakup podzielników (urządzenia do pomiaru indywidualnego zużycia ciepła instalowane na grzejnikach). W pierwszym przypadku, zdaniem prokuratury, Procyk nie doliczył do budowy budynku kosztów parkingu, przez co sprzedawał znajdujące się w nim mieszkania po zaniżonej cenie. Spółdzielnia miała na tym stracić ponad 900 tys. zł. Zarzut oparto na opinii biegłej.
Już w trakcie procesu okazało się, że biegła podważyła swoją opinię. W innej ekspertyzie dla olsztyńskiej prokuratury na temat innej spółdzielni jako wzór budowy domu w Olsztynie po- dała blok przy Dworcowej 48A!
Budowę bloku kontrolował też Urząd Kontroli Skarbowej.
I on nie dopatrzył się nieprawidłowości. – Inwestycja była rozliczona wzorowo. Do niczego nie można się było przyczepić – opowiada „Rz” Tomisław Porycki, który w 2003 r. w UKS zajmował się blokiem.
Mimo to do sądu trafił akt oskarżenia w tej sprawie. – Nie można spółdzielni czynić zarzutu, że wybudowała ten budynek taniej – argumentował wczoraj sędzia Manista.
W wypadku podzielników prokuratura uznała, że spółdzielnia wybrała najdroższe i najgorsze. Spółdzielnia znów miała stracić 900 tys. zł. Zarzut prokuratura oparła na opinii biegłego. – Eksperta od klimatyzacji i urządzeń sanitarnych – mówił sędzia Manista.
A przecież opinia dotyczyła urządzeń elektronicznych. W sądzie okazało się, że kupione przez spółdzielnię podzielniki nie były najdroższe ani najgorsze. – Po wysłuchaniu biegłego sąd nie miał wątpliwości, że brakuje podstaw do skazania – mówił sędzia Manista.
[srodtytul]Wyłudzić mieszkanie[/srodtytul]
Procyka oraz główną księgową spółdzielni oskarżono też o to, że w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w 1998 r. wyłudzili mieszkanie od ciężarnej Barbary Sz. Chodziło o to, że Sz. miała dług w spółdzielni i mimo że go spłaciła, została eksmitowana. W sądzie okazało się, że sprawa wygląda trochę inaczej, niż przedstawiła ją prokuratura.
Barbara Sz. w dniu eksmisji była w zaawansowanej ciąży, ale długu nie spłaciła. Nakaz eksmisji sąd orzekł w 1996 r. Spółdzielnia zaproponowała jej mniejsze mieszkanie – różnica w ich wartości miała pokryć dług. Ale Sz. się nie zgodziła. Doszło do eksmisji. I tu zaczął się problem.
Mieszkanie po Sz. przejęła córka głównej księgowej spółdzielni. A Sz. nie dostała wpłaconego wkładu budowlanego – 40 tys. zł. Córka księgowej przejęte mieszkanie sprzedała za 90 tys. zł. Sąd uznał, że mieszkanie wyłudzono, ale w procederze udziału Procyka nie było. Księgową sąd skazał za ten czyn na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata.
[srodtytul]Olsztyński układ[/srodtytul]
Kiedy w 2005 r. zatrzymano Zenona Procyka, ówczesny zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik mówił o olbrzymiej patologii, jaką odkryto w Olsztynie. Prezes spółdzielni miał rzekomo na usługach sędziów, polityków, prokuratorów i dziennikarzy. Czworo sędziów oskarżono publicznie. Efekt? Żadnych zarzutów karnych. Nic im nie udowodniono. Wszyscy nadal pracują w wymiarze sprawiedliwości.
Jerzy Romaszka w 2005 r. był politykiem PiS. Tuż przed wyborami do Sejmu, w których miał startować, prokuratura zarzuciła mu poświadczenie nieprawdy przez wystawienie rzekomo fałszywego zwolnienia lekarskiego radcy prawnemu spółdzielni.
Marzenia o Sejmie prysły. Po pięciu latach ta sama prokurator w mowie końcowej wnioskowała o uniewinnienie Romaszki. – Był pan lekarzem, biegłym sądowym, oskarżenie pozbawiło pana tego zaszczytu – mówił sędzia.
Romaszka: – Od początku mówiłem, że nic złego nie zrobiłem. Nikt nie słuchał. Przez te pięć lat napisałem doktorat, ale z polityki musiałem zrezygnować. Prokurator nawet nie powiedział „przepraszam”.
Wyrok w sprawie Pojezierza jest nieprawomocny. – Będę składał apelację. Wyrok mnie nie satysfakcjonuje – mówi Procyk. Prokurator nie chciał powiedzieć, czy odwoła się od wyroku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA