Publicystyka

Kandydaci na fali

Igor Janke
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Jarosław Kaczyński jest w trudnej sytuacji. Może krytykować rząd, ale nie ma w ręku politycznych narzędzi, aby włączyć się w pomoc powodzianom – pisze publicysta „Rzeczpospolitej"
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/janke/2010/06/07/kandydaci-na-fali/]Skomentuj[/link][/b] [/wyimek] Najpierw Smoleńsk. Teraz powódź. Niespodziewane, dramatyczne wydarzenia niewątpliwie mają wpływ na tę kampanię. Nie da się opisać i analizować przedwyborczego starcia, nie biorąc ich pod uwagę. Widzimy już, jak wpłynęła tragedia smoleńska na szanse kandydatów. Nie wiemy jeszcze, jak na sytuację wyborczą wpłynie powódź. Ale nie ulega wątpliwości, że fala powodziowa oprócz prawdziwych dramatycznych strat, które ponoszą ludzie, może mieć też poważne konsekwencje polityczne.
[srodtytul]Ruch w stronę centrum [/srodtytul] Gdyby nie było tragicznej śmierci prezydenta i 95 ważnych w polskim życiu publicznym osób, zapewne sytuacja polityczna Bronisława Komorowskiego byłaby łatwiejsza. Silne nastroje antypisowskie i antykaczystowskie by się utrzymywały i choć kandydat Prawa i Sprawiedliwości być może wspinałby się powoli w sondażach, to skutecznie blokowałby go silny elektorat negatywny. W wyniku wstrząsu, jaki wszyscy przeżyliśmy, nastroje społeczne mocno się zmieniły i ten elektorat zaczął się kurczyć.
Już same wyniki badań ilościowych (czyli procentowego poparcia) pokazują, że deklarowane poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego jest znacznie większe niż elektorat uważany dotąd za twardy pisowski. Ruch w stronę centrum okazał się skuteczny, choć trudno jeszcze powiedzieć jak bardzo, na ile kandydatowi PiS uda się odzyskać pole stracone podczas rządów jego partii. Widać już, że część dawnych zwolenników PO – PiS, zniechęcona stylem rządów PiS – LPR – Samoobrona powoli przestaje się dąsać na Jarosława Kaczyńskiego i odpowiada pozytywnie na jego zmianę wizerunku i języka. Co – przy okazji – jest dowodem na to, jak ogromne znaczenie ma w polityce styl komunikowania się z wyborcami. Najwyraźniej obóz Bronisława Komorowskiego tą zmianą został całkowicie zaskoczony i nie umiał na nią odpowiedzieć. Ale mimo to kandydat Platformy ciągle trzyma się dość mocno. Wiele wskazuje na to, że Kaczyński zyskał już wszystko, co mógł, dzięki zmianie nastrojów po katastrofie i zmianie języka swojej partii. Teraz na poparcie będą już działać inne czynniki. W tym także to, co i jak będą mówić kandydaci (oraz ich polityczne obozy) o powodzi. [srodtytul]Zmęczenie i frustracja[/srodtytul] Jarosław Kaczyński jest w trudnej sytuacji, bo choć może oczywiście krytykować rząd – co zresztą zaczął już robić – to nie ma możliwości podjęcia działań pozytywnych. Nie ma w ręku żadnych politycznych narzędzi, za pomocą których mógłby włączyć się w pomoc powodzianom. Może najwyżej odwoływać się do tego, co zrobił albo co miał zamiar zrobić jego gabinet, aby zabezpieczyć miasta i wsie przed zalaniem. Kandydat Platformy Obywatelskiej jest w sytuacji odmiennej. On – mając przy boku premiera – może zorganizować pomoc, może się pokazać jako sprawny przywódca, może podejmować działania, które przyniosą konkretne efekty. Kandydat obozu władzy ma moc sprawczą, której nie ma kandydat opozycji. Z drugiej strony jednak kandydat obozu władzy z natury rzeczy płaci za wszelkie niepowodzenia (nawet te, na które nie ma wpływu), a szczególnie za wszelkie niezręczne wypowiedzi, o które łatwo w tak napiętej atmosferze. Niezależnie od tego, jak sprawnie działa rząd, nieszczęść jest tak wiele, że musi to wywołać falę zmęczenia, frustracji, niechęci, która przełoży się na polityczne decyzje przy urnie wyborczej. Psychologowie mówią, że po takim wydarzeniu jak powódź najpierw następuje szok, potem euforia wspólnego działania, pomocy, integracji, ale jeszcze później zazwyczaj nadchodzi gniew. Tym gniewem politycy mogą zarządzać – dobrze albo źle. Można okazać wielką empatię, być z ludźmi, rozmawiać z nimi. Ale można też próbować ten gniew wykorzystać przeciw komuś – wskazując winnego. Pytanie, jak wyczują społeczne nastroje i jak zechcą je wykorzystać kandydaci. Pamiętamy, ile kosztowała lewicę jedna wypowiedź Włodzimierza Cimoszewicza 13 lat temu. Dzisiaj Bronisław Komorowski jest bliski podobnych kompromitacji. Ale też i Jarosław Kaczyński może wiele stracić, jeśli pójdzie o krok za daleko w krytyce władzy – może spowodować, że wyborcy ocenią, iż cynicznie wykorzystuje ich tragedię w swej kampanii. [srodtytul]Słabość Komorowskiego [/srodtytul] Widać w tej powodziowej kampanii, jak dobrym i trudnym dla konkurentów rywalem byłby Donald Tusk, gdyby to on startował w wyborach prezydenckich. Premier umie pokazać, że angażuje się w akcję pomocy powodzianom, że ciężko pracuje, że rozumie problemy tych, którzy przeżywają tragedię, niemal czuje ich ból. Tusk zdjął garnitur i dosłownie zakasał rękawy. Jeździ z miejsca na miejsce i robi wrażenie autentycznie zmęczonego. Przybiera poważne miny, dzięki czemu wygląda jak dobry, przejęty swoimi obowiązkami gospodarz. Tyle tylko, że cały czas mowa o Donaldzie Tusku. Prawdziwy kandydat PO na prezydenta Bronisław Komorowski jest tylko bladą kopią lidera Platformy. A w dodatku kopią bardzo nieudolnie naśladującą oryginał. Nawet sympatyzujące z Platformą media zajmują się dziś wyliczaniem wpadek Komorowskiego. Trzeba by naprawdę zamknąć <\f>oczy na rzeczywistość, aby szczerze powiedzieć dziś o Komorowskim: to fajny facet, prawdziwy lider, Polska powinna mieć takiego przywódcę. Nawet radykalni przeciwnicy Prawa i Sprawiedliwości mówią dziś, że zagłosują "przeciw Kaczyńskiemu", a nie "za Komorowskim". Pytanie, jak długo będą w stanie wytrwać w tym postanowieniu. Najbardziej zacięci z nich zapewne nie przejdą do obozu przeciwnika, ale mogą po prostu nie pójść na wybory. Bronisław Komorowski był zawsze politykiem budzącym sporą sympatię. Dziś jednak najwyraźniej nie radzi sobie ze swoją – przyznajmy, bardzo trudną – rolą kandydata na prezydenta. To prawda – poparcie dla niego wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Ale widać już tendencję spadkową. Różnica między oboma najpoważniejszymi kandydatami, choć ciągle spora, jednak powoli się kurczy. Jest oczywiste, że czas gra dziś na korzyść Jarosława Kaczyńskiego. Pozostałe do dnia pierwszej tury dwa tygodnie mogą jednak nie wystarczyć na odrobienie strat. Przesunięcie terminu wyborów dałoby kandydatowi PiS szansę na dogonienie konkurenta. Dlatego premier i ministrowie tak bronią się przed wprowadzeniem stanu klęski żywiołowej. [srodtytul]Szansa Kaczyńskiego[/srodtytul] Trudno sobie wyobrazić, by Bronisław Komorowski nagle wykrzesał z siebie charyzmę przywódcy. Wszystko, co atrakcyjnego mógł pokazać wyborcom, już pokazał. To wystarcza, aby w sondażach zdobywać 45 – 50 proc. wskazań, ale nie daje szans na umocnienie tej przewagi. Nawet w szczegółowo opracowanych przez fachowców od PR wyborczych spotach kandydat PO dalej jest dość solidnym, ale nijakim politykiem. Skoro inny być nie potrafi, to aby skutecznie walczyć o zwycięstwo, powinien choć popełniać jak najmniej błędów. Powódź mu tego nie ułatwia. Próby zabierania głosu dotąd często kończyły się wpadkami, ale też brak aktywności byłby źle odebrany przez wyborców. Czy na zwiększenie poparcia może liczyć jeszcze Jarosław Kaczyński? W niektórych sondażach ma już niemal 40 proc. i jego notowania wciąż rosną. Ale też akurat ten polityk pokazał w przeszłości, że ma ogromny talent do zniechęcania do siebie ludzi. Jedno słowo za dużo może przypomnieć wyborcom tę cechę prezesa PiS. Widać, że i niechętne Kaczyńskiemu media oraz polityczni konkurenci czyhają na jakiekolwiek jego potknięcie, aby zabrać się do przekonywania wyborców, że przemiana Jarosława Kaczyńskiego jest tylko teatrem. Kandydat PiS stąpa więc – podobnie jak jego konkurent z PO – po cienkim lodzie: jeśli nie będzie się pojawiał w mediach i zabierał głosu, to nie zwiększy poparcia, jeśli wypowie się nierozważnie, to straci punkty. Dlatego w tej błyskawicznej i pozornie bezbarwnej kampanii wszystko jeszcze może się zdarzyć. To bitwa o to, kto popełni mniej błędów. Kolejne fale powodziowe na polskich rzekach mogą zniszczyć jeszcze wiele domów, ale też wynieść bądź zatopić jednego z dwóch głównych kandydatów do fotela prezydenckiego.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL