fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adwokaci

Śpij, mężny

archiwum rodzinne
Wspomnienie o Stanisławie Mikke
Sprawa katyńska była największą pasją mecenasa Stanisława Mikke. Poświęcił jej swój czas, entuzjazm i życie.
Wystawa „Adwokaci – Ofiary Katynia” stanęła przy kościele św. Anny w Warszawie na kilka dni przed odlotem Stanisława Mikke na miejsce kaźni polskich oficerów. Uroczyte otwarcie miało nastąpić po powrocie jej twórcy z obchodów w 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.
– Staszek mówił, że leci samolotem o bardzo wczesnej godzinie, o 3 lub 4 rano – wspomina jego przyjaciółka, mecenas Ewa Stawicka. – Już po katastrofie dowiedziałam się, że poleciał później wraz z prezydentem. Staszek był zadowolony z tej zmiany, ponieważ stwarzała okazję do rozdania pasażerom egzemplarzy drugiego wydania książki „Śpij, mężny w Katyniu, Charkowie i Miednoje”. Pachniały drukarską farbą, bo odebrał je z drukarni w przeddzień wylotu.
[srodtytul]Prokurator, pisarz i konsultant Kieślowskiego[/srodtytul]
Miał się nie urodzić, bo lekarze przestrzegali jego matkę, że ciąża będzie zagrożeniem dla jej życia. Halina Mikke uparła się i znalazła ginekologa w Łodzi, który zgodził przyjąć poród. W kilka lata później przyszła na świat młodsza siostra Stanisława Radosława – dziś pracownik naukowy instytutu onkologii w Warszawie.
Ziemiańska i patriotyczna rodzina Mikków pochodziła z okolic Lwowa, ale zwabieni szansą sukcesu dziadkowie przenieśli się do Częstochowy i otworzyli dom towarowy. Tam też Stanisław ukończył Liceum Ogólnokształcącego im. Traugutta, a następnie prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Pod koniec lat 70. po studiach, gdy pracował jako prokurator w Pruszkowie zapadł na gruźlicę, którą leczył w Otwocku.
Pamiątką po chorobie jest napisana z autopsji książka „Dopóki żyję, nie nadejdzie” o ludzkich relacjach w zamkniętym szpitalu, w którym pacjenci obcują ze śmiercią. – Dostałem do ręki książkę wówczas nieznanego mi autora i byłem zdumiony aurą i opisem scen erotycznych bez śladu złego gustu – wspomina pisarz Marek Sołtysik. – Na łamach „Życia Literackiego” wystawiłem powieści entuzjastyczną recenzję.
Po studiach Mikke został prokuratorem, a stan wojenny zastał go w Warszawie. – Otrzymał polecenie zatrzymania legendy opozycji Jana Józefa Lipskiego, ale odmówił – wspomina żona Bożena Mikke. – Potem szybko uciekł w chorobę, a znajomy lekarz rozpoznał u niego „raka”, na którego długo się leczył. W 1985 r. rzucił posadę prokuratora i został adwokatem.
W tym czasie był konsultantem Krzysztofa Kieślowskiego w trakcie prac nad „Krótkim filmem o zabijaniu” oraz „Bez końca”. – Pisał kryminały pod pseudonimem oraz publikował ówczesnej gazecie zajmującej się tematyką prawniczą – dodaje żona.
[srodtytul]Strażnik pamięci[/srodtytul]
W kolejnej dekadzie mógł wykorzystać okazję do zrobienia kariery adwokackiej, ale wybrał wyjazdy na wschód. – W odróżnieniu od lekarzy medycyny sądowej, gołymi rękoma wyjmował z grobów szczątki polskich oficerów – wspomina Marek Sołtysik, który zaprzyjaźnił się z mecenasem Mikke. – Zdarzyło się, że natrafiając na zardzewiały gwóźdź rozciął palec, a potem biegł z rosyjskim żołnierzem kilka kilometrów po środek odkażający.
Dzięki temu jego dzieła pisane przez pryzmat własnych doświadczeń, były prawdziwe. Pełna prawdy i pozbawiona uczucia nienawiści książka „Śpij, mężny w Katyniu, Charkowie i Miednoje” dokumentująca udział adwokata i strażnika pamięci w ekshumacjach była dziełem jego życia. Została przetłumaczona na język rosyjski.
Jeździł też na „Nieludzką ziemię” śladami stryja, uczestnika wojny polsko-rosyjskiej, a potem syberyjskiego zesłańca noszącego to samo co on imię i nazwisko: Stanisław Mikke. Stryj założył tam Dom Sierot i Inwalidów. Pomógł wielu polskim, osieroconym dzieciom, ale siebie nie zdołał ocalić. Zmarł w Archangielsku.
Adwokat Mikke przez trzy kadencje był zastępcą profesora Władysława Bartoszewskiego w Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. – Trudno powiedzieć, że mi podlegał, raczej wymienialiśmy się obowiązkami – mówi prof. Bartoszewski. – Nie stronił nawet od mało atrakcyjnych wyjazdów, wiele godzin spędzając w podróżach na spotkania do odległych powiatów czy gmin. Ceniłem go także za redagowanie atrakcyjnego pisma „Palestra”, w którym znalazł miejsce na publikacje z zakresu historii prawa i snuł opowieści o nieobecnych już adwokatach.
Członkowie adwokatury są zgodni, że prowadzony przez niego przez 17 lat periodyk wyróżniał się na tle innych branżowych pism prawniczych. – Staszek dbał o każdy jego szczegół, konsultował każde zdanie, a nawet słowo pisząc felietony do rubryki „Bez togi” – wyjaśnia Ewa Stawicka, a jego współpracownik Adam Redzik, pracownik Uniwersytetu Warszawskiego dodaje. – Przywiązywał nadzwyczajną wagę do okładek, które były perełkami. Zawsze pojawiał się motyw przewodni: Dąb - symbol siły adwokatury czy „Temida z zamkniętymi nie do końca oczyma”.
[srodtytul]Wszystko było wiadome[/srodtytul]
Starał się przekazywać historię, ale także ją pielęgnował na co dzień. Kolekcjonował kopie rycin marszałka Józefa Piłsudskiego z okresu międzywojennego, którymi obwiesił ściany w swoim domu. Wraz z Ewą Stawicką w każde Zaduszki zapalał znicze na miejscu kaźni Romualda Traugutta. Czasem były to jedyne światełka pod murem warszawskiej Cytadeli.
Przyjaciołom pozostał obraz człowieka niesłychanie otwartego na współczesność, który we wszystkim w czym brał udział, angażował silne emocje. – Dom, który w zwyczajnym warszawskim mieszkaniu stworzył z żoną, Bożeną, tchnął ciepłem – opowiada mecenas Stawicka. – Bardzo kochał swoje dzieci: piętnastoletnią Kasię i dwunastoletniego Włodka, który miał imię po dziadku. Zabierał ich ze sobą na uroczystości poświęcone historycznym zdarzeniom i zaszczepił niemal od urodzenia miłość do Tatr.
- Spotkałem Włodzia kilka godzin po katastrofie, jak opiekunce pokazywał nazwisko swojego Taty, jako organizatora wystawy „Adwokaci - Ofiary Katynia” - opowiada dr Adam Redzik z redakcji „Palestry”. – Podszedłem do niego, przytuliłem go i zapytałem, jak się trzyma. Włodzio odpowiedział, że jest mu smutno, ale przecież jeszcze nic nie wiadomo i dodał: „Tata wróci, prawda?" Łzy cisnęły mi się, a smutek rwał serce - dodaje dr Redzik. – Przecież już wszystko było wiadome.
[ramka]W poniedziałek 26 kwietnia Stanisław Mikke zostanie pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach (godz. 13), a przed pochówkiem (godz. 11) odprawiona zostanie msza św. w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. Do czasu pogrzebu trumny Stanisława Mikke oraz Andrzeja Przewoźnika, sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa pozostaną wystawione w świątyni.[/ramka]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA