fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Po co nam Alicja?

Królik z filmu Tima Burtona. Na zdjęciu obok – z książki wydanej w 1865 r.
Forum Film
Gdyby nie dziewczynka w wiktoriańskiej sukience, Neo w „Matriksie” nie wiedziałby, że ma podążać za białym królikiem. Nie mówiąc o tym, że uśmiechy wszystkich kotów byłyby o wiele mniej tajemnicze
– Ewidentnie potrzebujemy Alicji – mówi prof. Grzegorz Leszczyński, badacz literatury dziecięcej. – Byłem na wieczornym seansie „Alicji...”, myślałem, że będę sam, a sala była pełna.
[wyimek][link=http://www.rp.pl/galeria/9146,1,442504.html]Zobacz fotosy z filmu [/link][/wyimek]
Podczas pierwszego weekendu wyświetlania „Alicji w krainie czarów” padł kinowy rekord. Film Tima Burtona zarobił w USA i Kanadzie 116 mln dolarów. To niekwestionowane zwycięstwo wśród filmów wykorzystujących technologię 3D. I nie dlatego, że bilety są trzy razy droższe. Przede wszystkim dlatego, że na film, oprócz całych rodzin, przychodzą także sami dorośli.
Po co dorosłym „Alicja...”? – Ponieważ chcemy przypomnieć sobie nasze dziecięce radosne spojrzenie na świat – wyjaśnia prof. Leszczyński. – Świat, w którym każdy ze swoimi niedoskonałościami i dziwactwami ma swoje miejsce i jest obdarzany szacunkiem.
Tak jak postacie zaludniające książkę Lewisa Carrolla, od Kota po Gryfona, nad którymi mała Alicja pochyla się i słucha z uwagą.
[srodtytul]Ważne jest bzdurzenie[/srodtytul]
Kluczy do Alicji jest tyle, ilu czytelników. – Chociaż właściwie najważniejsze w tej książce jest czwarte zdanie: „A cóż jest warta książka – pomyślała Alicja – w której nie ma rozmów ani obrazków?” – uważa Małgorzata Cackowska zajmująca się obrazkową literaturą dla dzieci w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego. – Bohaterka odrzuca uporządkowany świat liter, tekstu. Przestaje go uznawać za jedyny sposób odbierania świata i wkracza w grząski, ale fascynujący i nieposkromiony świat wyobraźni, który staje się ważniejszy od rzeczywistego.
Dla jednych czytelników jest to powieść oniryczna, dla innych – satyryczna lub odzwierciedlająca wizje autora po spożyciu opium. Niektórzy skłonią się do odczytywanie jej filozoficznych odniesień, a będą tacy, którzy odnajdą w opisywanym świecie każdy zakamarek angielskiego Oksfordu.
Ba, Alicja jest pierwszym w literaturze utworem zawierającym konwencję tzw. światów równoległych. Od czasów filmu Polańskiego „Rosemary`s Baby” jest to niezwykle często spotykany motyw w kulturze popularnej (dość wspomnieć filmy „Matrix”, w którym notabene Neo podąża za białym królikiem czy „The Big Fish”). – To także utwór pełen absurdalnego humoru, odpowiadający dziecięcej potrzebie śmiechu. Temu, co Brzechwa określił jednym zdaniem: „Dzieci bzdurzą i lubią być bzdurzone” – dodaje Grzegorz Leszczyński.
Tej Carrollowskiej bzdurze ewidentnie nie przeszkodził czas. Utwór angielskiego wykładowcy matematyki Charlesa Lutwidge’a Dodgsona (pseudonim: Lewis Carroll) opublikowany w 1865 r. jeszcze 150 lat później nie zestarzał się ani o sekundę.
Literaturoznawcy nie mogą odżałować, że Carroll prawdopodobnie zniszczył pierwszą wersję przygód Alicji („Przygody Alicji pod ziemią”), pisaną jako książkę dla młodszych dzieci. Późniejsza „Alicja w krainie czarów” to rozbudowana literacka wersja przygód małej dziewczynki Alicji, które Lewis Carroll opowiedział Alicji Liddel i jej dwóm koleżankom podczas niespełna 5-milowej wycieczki statkiem po Tamizie gorącego lipcowego dnia 1862 roku. Ponieważ słuchająca tej historii dziewczynka była nią zachwycona i poprosiła o jej spisanie, Carroll uczynił zadość jej prośbom. Utwór trafił w ręce zaprzyjaźnionych z matematykiem angielskich bajkopisarzy, którzy namówili go do jego wydania. Książka od chwili, gdy się ukazała, zrobiła zawrotną karierę. Zachwycili się nią Oskar Wilde i sama Królowa Wiktoria.
– Jak na tamte czasy, właśnie epokę wiktoriańską, była zaskakująco wywrotowa i rewolucyjna – uważa Monika Graban-Pomirska, wykładowczyni zagadnień literatury dziecięcej na Uniwersytecie Gdańskim. – Zamiast dydaktycznego: „myj rączki i bądź grzeczna dla mamy i taty”, mali czytelnicy odnajdują bohaterkę wrzuconą w opętany świat wariatów, który rządzi się brakiem logiki. A pytania o wysportowane śledzie czy owce sprzedające w sklepie są jak najbardziej na miejscu.
[srodtytul]Dreszczyk emocji[/srodtytul]
Prezentowana do tej pory w XIX w. jedynie w baśniach czy w opowiadaniach E.T.A. Hoffmanna fantastyka nagle nabrała kompletnie nowego wymiaru. Carroll usankcjonował nie tylko szaleństwo i brak granic wyobraźni dziecięcej. On także dał dorosłym prawo do tego, co dzisiaj byśmy nazwali: „kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem”. Dlatego dojrzali ludzie (z wyjątkiem Terry’ego Pratchetta, który otwarcie mówi: „Nie znoszę Alicji”) do tej pory chętnie sięgają po „Alicję”, żeby przeczytać swój ulubiony kawałek: bez względu na to, czy będzie to absurd wiersza „Jabberwocky” czy powrót do stołu przy zwariowanej herbatce.
Okazuje się przy tym, że ta lektura z biegiem czasu wcale nie staje się łatwiejsza w odbiorze. Wręcz odwrotnie – narasta nowymi znaczeniami. Ale – uwaga dorośli! – nawet jeżeli wam się zdaje, że ta książka jest za trudna czy niezrozumiała dla waszych dzieci – warto, trzeba i należy podsuwać „Alicję” najmłodszym.
– Nic nie może się równać z dreszczykami emocji, jakie wywołuje ta książka u małych czytelników. Mogą jej nie zrozumieć, mogą się przy jej czytaniu zmęczyć, ale powinni łyknąć tego świata. Dzieci czytają inaczej niż dorośli, bardziej intuicyjnie, przez co uczucia są nieporównywalnie bardziej intensywne – uważa Monika Graban-Pomirska. – W dojrzałym wieku trudno już potem odnaleźć takie emocje.
[srodtytul]W króliczą norę[/srodtytul]
Fanami „Alicji” byli Beatlesi, których film „Yellow Submarine” jest właściwie męską animowaną wersją książki, tyle że dzieje się pod wodą. Ich piosenka „Helter Skelter”, uznawana za pierwszy hardrockowy utwór w historii, ma tekst oparty na piosence „Kadryl z homarami”.
Książka stała się inspiracją dla symfonii i opery, a nawet dla cyklu obrazów Salvadora Dali. Sama postać Alicji jest wersją Everymana rozumianą bardzo współcześnie. – Bohaterka jest jednocześnie uległa i zbuntowana. Daje się unosić biegowi zdarzeń, ale i próbuje nim kierować. Śpiąc, jest nieruchoma i bierna, ale w tym śnie bierze aktywny udział w niezwykłych przygodach – analizuje Monika Graban-Pomirska. – Sednem sprawy, dla mnie, jest kwestia tożsamości, poszukiwanie odpowiedzi na pytania: Gdzie jestem? Kim jestem? Co tu robię? Pytań uniwersalnych w każdym wieku i w każdym czasie.
Dlatego wielu z nas chce być choć przez chwilę Alicją. A dziura w ziemi, w której kryją się dziwy, jest tak kusząca, że wpadają do niej po dziś dzień co jakiś czas różne ładne dziewczyny, m.in. pop-gwiazdka Gwen Stefani w wideoklipie „What You Waiting For” i Avril Lavigne, która nagrała piosenkę przewodnią do filmu Tima Burtona.
Sam reżyser filmowej wersji dzieła Carrolla pokazał Alicję nie jako dziecko, tylko młodą dziewczynę wyzwalającą się ze społecznych i kulturowych konwenansów, właśnie dzięki sile wyobraźni. Feministki na pewno docenią ten wysiłek reżysera, chociaż może im przeszkadzać plakatowość i dosłowność formy przez niego zastosowanej. Nieco zadziwiać może także wręcz rzucający się w oczy pociąg seksualny Szalonego Kapelusznika czy Waleta Kier w stosunku do 17-letniej Alicji.
Cóż, mając w pamięci niezwykłe upodobania Lewisa Carrolla do fotografowania i otaczania się małymi dziewczynkami, można powiedzieć parafrazując Słavoja Ziżka, że w kontekście filmu wszystko, co istotne i ukryte w książce – tutaj zostało pokazane na wierzchu.
[ramka][srodtytul]Powiedziała dla „Rz”: Justyna Święcicka, psycholog dziecięcy, Uniwersytet dla Rodziców [/srodtytul]
„Alicja...”, mimo że może być dla dzieci literaturą „na wyrost”, na pewno rozbudza wrażliwość i wyobraźnię. Niektóre dzieci mogą cenzurować swoją wyobraźnię, jeśli nie znajdują wokół siebie sprzyjającego środowiska. Dla nich taka książka może być zaproszeniem do nieograniczonego marzenia. Świat wykreowany przez Carrolla nie jest przerażający: to uniwersum zająców, zegarów, kart i zwierząt mówiących ludzkich głosem. Nie można się tego bać.
Poza tym ta literatura obfituje w pomysły oparte na logicznym myśleniu, zagadki językowe i matematyczne – to także ogromna wartość dla najmłodszych.
Mam wrażenie, że przez te ponad 150 lat od wydania „Alicji...” wykonaliśmy jako rodzice, opiekunowie – kawał dobrej roboty. W porównaniu z raczej bierną wiktoriańską grzeczną dziewczynką, współczesne dzieci są o wiele bardziej aktywne. Gdyby taka XXI-wieczna dziesięciolatka wpadła w króliczą norę, historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej. Byłoby tu pewnie więcej działania, ruchu, pytań. Współczesne dzieci częściej umieją nazwać swoje uczucia, znają swoje prawa. Także do nieograniczonej wyobraźni. I to jest także zasługa książki Carrolla.
[i]—k.r.[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA