fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Haiti ratuje muzykę

AFP
Śpiewające gwiazdy spieszą na pomoc ofiarom kataklizmu i... sobie samym. Charytatywne piosenki mogą ocalić sprzedaż płyt i niejedną karierę.
Od dziś można kupować w sieci utwór „Everybody Hurts”, dawny przebój REM, nagrany na nowo przez brytyjskie gwiazdy. Dochód ma trafić do ofiar trzęsienia ziemi, które nawiedziło Haiti 12 stycznia. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był ponoć sam premier Gordon Brown, a wykonawcą Simon Cowell, muzyczno-telewizyjny potentat, sprawca innej katastrofy – zalewu domorosłych gwiazd, wyłowionych w konkursach talentów, takich jak „Idol” czy „X-Factor”.
Cowell stworzył te programy i dzięki nim rozdaje karty w show-biznesie. Misja, jaką powierzył mu brytyjski premier, ma nie tylko wymiar charytatywny, ale także polityczny i finansowy. Szef rządu namaścił Cowella jako oficjalnego reprezentanta brytyjskiej kultury i moralności. Decydujące znaczenie miał być może największy talent Cowella – zdolność zarabiania pieniędzy. W tym przypadku – w słusznej sprawie.
Cowell trzyma w ręku klucz do muzycznej rozrywki na Wyspach, a kilku swym podopiecznym (m.in. Leonie Lewis i Susan Boyle) zapewnił także kariery w USA. Jemu nikt nie odmawia, z łatwością więc zwołał gwiazdy do słynnego Sarm Studios w londyńskim Notting Hill, w którym w 1992 r. zarejestrowano pierwotną wersję „Everybody Hurts”. Teraz w nagraniu uczestniczyło ponad 20 muzyków. m.in. Take That, Kylie Minogue, Robbie Williams, James Blunt oraz gwiazdy programów Cowella – Susan Boyle, Leona Lewis czy Alexandra Burke. U Cowella zaśpiewali też, co znaczące, Amerykanie: Mariah Carey czy John Bon Jovi.
Kilka dni temu piosenka pojawiła się w sieci, ale kupować ją można od dziś w serwisie Sony Music Store.
[srodtytul]Cyfrowa nadzieja [/srodtytul]
Simon Cowell, Gordon Brown i artyści śpiewający nową wersję na pewno chcieliby dorównać sukcesowi amerykańskich muzyków, którzy podczas telewizyjnego koncertu „Hope for Haiti” zebrali dla ofiar trzęsienia ziemi 66 milionów dolarów, przyciągając uwagę 83 milionów widzów w samych Stanach. Dokonali też historycznego przełomu. Album z koncertu, także zatytułowany „Hope for Haiti”, zadebiutował na pierwszym miejscu listy „Billboard 200”, czyli najważniejszego zestawienia albumów. Po raz pierwszy udało się to płycie, którą można kupić wyłącznie w wersji cyfrowej.
Co więcej, kilka piosenek z albumu pnie się w górę innych prestiżowych zestawień „Billboardu” („Hallelujah” w wykonaniu Justina Timberlake’a i Charliego Sextona awansowała z 48. miejsca na 13. wśród najpopularniejszych piosenek). Także u największego sprzedawcy muzyki cyfrowej za oceanem, w sklepie iTunes, „Hope for Haiti” jest na topie, a „Hallelujah” w pierwszej trójce najczęściej kupowanych piosenek. Dużą popularnością cieszy się też utwór „Stranded Haiti Mon Amour” śpiewany przez Jaya-Z, Rihannę i Bono. Jay-Z jest frontmanem, Rihanna – numerem dwa, a Bono tylko podśpiewuje w refrenach. To dobra ilustracja aktualnego układu sił w muzyce: rządzą hiphopowcy i ich protegowane, a stara gwardia stara się utrzymać na powierzchni.
[srodtytul]Nowe otwarcie [/srodtytul]
Każdy zakupiony przez internautów plik daje nadzieję nie tylko cierpiącym Haitańczykom. Dla ludzi show-biznesu znaczy tyle, że na muzyce w Internecie można zarobić krocie. Sytuacja jest wyjątkowa, ale potwierdza potencjał: ludzie chętnie i szybko klikają po piosenki i płyty. W czasie pierwszego weekendu „Hope for Haiti” kupiło ponad 170 tys. osób.
Może dlatego podczas rozdania nagród Grammy w minioną niedzielę panowała atmosfera optymizmu. Amerykańscy muzycy mają powody do dumy i radości: błyskawicznie stworzyli poruszający, wypełniony pięknymi interpretacjami koncert, którego zabrakło po uderzeniu huraganu Katrina. Zebrali potężną kwotę, a do tego zaktywizowali tysiące słuchaczy, którzy być może nigdy wcześniej nie kupowali muzyki w sieci. Sukces „Hope for Haiti” to z ich punktu widzenia nowe otwarcie.
[srodtytul]Starcie gigantów[/srodtytul]
Sprawdzianem kondycji tradycyjnych kanałów promocji i sprzedaży muzyki będzie zaś piątkowa premiera piosenki „We Are the World”, także na nowo nagranej. Zostanie wyemitowana w amerykańskiej stacji NBC, w czasie relacji z otwarcia igrzysk w Vancouver. Słynny charytatywny singiel w 1985 r. był hymnem kampanii Live Aid, walczącej z głodem w Afryce. Piosenkę napisali Michael Jackson i Lionel Richie, wyprodukował ją Quincy Jones. Teraz Jones zaprosił do studia 75 sław, w tym Barbrę Streisand, Céline Dion, Carlosa Santanę, Natalie Cole i Snoop Dogga. Żaden z artystów, którzy śpiewali oryginalną wersję piosenki, nie wziął udziału w nagraniu.
Quincy Jones to jeden z ostatnich wielkich rekinów amerykańskiej muzyki, żywa legenda biznesu, w którym decydującą rolę odgrywały wytwórnie i związani z nimi producenci. Jego „We Are the World” już niebawem zderzy się na listach z „Everybody Hurts” Simona Cowella i będzie to nie tylko walka dwóch konkurencyjnych rynków muzycznych – brytyjskiego i amerykańskiego, ale także konfrontacja dwóch sposobów zarabiania na muzyce.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA