Ekonomia

Koszty energii znów w górę

Może się okazać, że gdy URE zatwierdzi nowe taryfy, spółki złożą wnioski o kolejne podwyżki
Fotorzepa, dp Dominik Pisarek
Ceny prądu mogą wzrosnąć o co najmniej kilka procent. Nowe stawki za gaz poznamy dopiero w kwietniu
W 2010 r. zapłacimy rachunki za energię elektryczną o kilka procent wyższe niż obecnie. Zdrożeje nie tylko sama elektryczność, ale także tzw. usługa dystrybucyjna, czyli cena za jej przesłanie.
Ostateczna wysokość podwyżek będzie znana w najbliższych tygodniach. Na razie tylko gdańska grupa Energa, która obsługuje klientów w centralnej i północnej Polsce, ma zatwierdzone obie taryfy, czyli cennik sprzedaży energii i usług dystrybucyjnych. Pozostałe firmy jeszcze dyskutują i spierają się z Urzędem Regulacji Energetyki o poziom taryf. Przeciętna rodzina zużywająca ok. 2000 kWh rocznie, która korzysta z usług Energi, zapłaci za elektryczność miesięcznie ok. 2,5 zł więcej niż obecnie. Nowe ceny energii obowiązywać będą od 2 stycznia. W tym roku, tak jak w ubiegłym, niespodzianki nie ma – spółki spierają się z URE o ceny od jesieni. Problem polega na tym, że szef urzędu (który zrezygnował i w ciągu kilku tygodniu przestanie pełnić swoją funkcję) wyznaczył na poziomie 170 zł za megawatogodzinę cenę tzw. energii czarnej będącej podstawą cennika. Spółki chciałyby, by była znacznie wyższa – nawet 180–190 zł. Różnica między oczekiwaniami spółek i URE powoduje, że nadal nie mają one zatwierdzonych taryf, a regulator wezwał je po raz czwarty do dokonania korekty wniosków. Poza tym konfliktem pozostają prywatne firmy RWE Polska obsługujące klientów w Warszawie i okolicach oraz Vattenfall – na Górnym Śląsku. Obie firmy uznają, że nie muszą czekać na zgodę URE, by podnieść ceny. RWE już ogłosiło wzrost opłat od początku 2010 r. A w Vattenfallu trwają jeszcze kalkulacje, więc podwyżka nie wejdzie w życie od Nowego Roku.
[srodtytul]Wzrost cen uzasadniony[/srodtytul] Marek Kulesa z Towarzystwa Obrotu Energią przekonuje, że podwyżki opłat za energię są w przyszłym roku nieuniknione, bo z jednej strony spółki energetyczne ponosić będą zwiększone koszty zakupu energii zielonej i produkowanej w kogeneracji. – Zatem muszą te koszty uwzględnić w cenach dla klientów – tłumaczy Marek Kulesa. Opłata dystrybucyjna stanowi ok. połowy przeciętnego rachunku odbiorcy indywidualnego lub rodziny. Jak dowiedzieliśmy się w Urzędzie Regulacji Energetyki, spółki dystrybucyjne dostały zgodę na podwyżki o 2,2 do 5,3 proc. Ale nie wszystkie. Nadal negocjują z URE spółki z Polskiej Grupy Energetycznej oraz Energia Pro i RWE Polska. Dyrektor Grzegorz Lot z Vattenfall Sales przypomina jednak, że o ile ceny samej energii dla odbiorców w kraju są na zbliżonym poziomie w różnych regionach – to ok. 30 groszy za kilowatogodzinę. Największe różnice występują w opłatach dystrybucyjnych. – Zatem skoro w jakiejś spółce podwyżka wyniosła 5 proc., to jeszcze nie znaczy, że tam właśnie opłaty dystrybucyjne są najwyższe – dodaje. Zdaniem Marka Kulesy sytuacja na rynku hurtowym powinna być stabilna. Wiosną 2010 r. możliwe będą jednak kolejne podwyżki cen energii. [srodtytul]Nie koniec podwyżek[/srodtytul] – Wchodzą bowiem w życie nowe przepisy promujące produkcję energii z kogeneracji, która wykorzystuje jako paliwo metan – mówi Marek Kulesa. – Jak to wpłynie na rachunki, okaże się dopiero, gdy określony zostanie zakres tego obowiązkowego zakupu energii i gdy nowe przepisy wejdą w życie. A to może nastąpić na przełomie lutego i marca. Może się okazać, że wkrótce po zatwierdzeniu taryf przez URE spółki uznają, że poziom podwyżek jest zbyt niski i znów złożą wnioski o kolejne. Taką deklarację wstępnie przedstawili już przedstawiciele gdańskiej Energi. Argumentują, że choć energia zdrożała, to jednak nowe ceny nie pokrywają w pełni kosztów jej pozyskania od producentów. – To przypomina błędne koło, choć firmy spełnią wymagania URE, to będą ponosić starty na sprzedaży energii odbiorcom indywidualnym i znów wystąpią z wnioskami o podwyżki – mówi dyrektor Grzegorz Lot. Przedstawiciele firm energetycznych zgodnie przyznają, że jeśli ceny dla gospodarstw domowych będą za niskie, to będą musieli je zrekompensować podwyżkami dla biznesu. Ale też nie mogą pozwolić sobie na przerzucanie kosztów, bo wtedy biznes zacznie szukać innych sprzedawców energii. Odbiorcy przemysłowi są jednak w tym roku w lepszej sytuacji niż rok temu. Wtedy protestowali przeciwko 40-proc. wzrostowi cen energii. Na 2010 r. podwyżka może wynieść ok. 5 proc. Wszystko dzięki stabilnej sytuacji na rynku hurtowym. [ramka][b]Za ciepło nie zapłacimy więcej [/b] Po tegorocznych podwyżkach cen za ciepło w przyszłym roku taryfy nie powinny ulec większej zmianie. Z danych Urzędu Regulacji Energetyki za pierwsze półrocze wynika, że ceny ciepła wzrosły w tym roku średnio o 10,5 proc. Według ekspertów tegoroczne podwyżki jedynie powinny się ograniczyć do stopy inflacji. Jak informuje URE, firmy ciepłownicze wycofują się ze składania wniosków o wyższe taryfy, a niektóre nawet obniżają ceny. – Sytuacja na rynku węgla jest już stabilna i kolejnych tak dużych zmian cen ciepła z tego powodu się nie spodziewamy. Istotny wzrost kosztów czeka producentów ciepła prawdopodobnie dopiero od 2013 r., kiedy zaczniemy płacić za kupno uprawnień do emisji CO2 – ocenia Bogusław Regulski z Izby Gospodarczej Ciepłownictwo. [/ramka] [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=a.lakoma@rp.pl]a.lakoma@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL