Polityka

Kogo najbardziej boją się posłowie

Mirosława Nykiel
fotonova/reporter
Rzecznicy klubowej dyscypliny to partyjni policjanci. Grożą, karzą i wychowują parlamentarzystów
– Czemu tak na mnie patrzysz? Coś na mnie masz – takie pytanie często słyszy od kolegów Mirosława Nykiel. Jest rzecznikiem dyscypliny w Klubie PO od początku kadencji. Pilnuje, czy posłowie chodzą na posiedzenia komisji, uczestniczą w głosowaniach i czy podnoszą rękę tak, jak nakazuje klubowa dyscyplina. Za niesubordynację może ukarać – także finansowo.
[srodtytul]Białe koperty Nykiel[/srodtytul] Informacje o karach wkłada do białych kopert. Te są potem rozdawane posłom przez pracowników klubu, np. podczas posiedzenia plenarnego Sejmu.
– Nykiel często się wtedy chowa pod ławą albo zasłania gazetą – relacjonuje jeden z posłów. Posłanka nie ukrywa, że takie żarty – jak chowanie się pod ławę – mają złagodzić grozę sytuacji. I sprawić, że karani koledzy spojrzą na nią z sympatią. Bo każdy rzecznik dyscypliny ma dwa przeciwstawne dążenia – chce mieć autorytet, bez którego nie da się skutecznie dyscyplinować posłów. Ale nie chce być nielubiany czy nieakceptowany. – To chodzenie za posłami z wydrukami z głosowań na pewno przyjemne nie jest i trudno zachować sympatię kolegów – przyznaje jeden z posłów PiS. Wśród polityków tej partii panuje przekonanie, że na pomysł zrobienia z Marka Suskiego rzecznika dyscypliny wpadł Ludwik Dorn, były poseł tej partii. Wzajemna niechęć obu panów jest powszechnie znana i Dorn miał liczyć na to, że Suski narazi się wielu kolegom. Rzeczywiście – w 2007 r. posłowie skarżyli się mediom, że Suski jest zbyt surowy i chodzi nadęty jak balon. "Dziennik" opisał, jak to Adam Hofman musiał przedstawić Suskiemu zaświadczenie o pogrzebie babci, by usprawiedliwić swą nieobecność. To jednak rzecznikowi nie wystarczyło – miał się domagać listu przewodniego. – Nie chcę wracać do tej historii – mówi dziś Hofman. Inni wspominają, jak podczas głosowania nad wyborem szefa Sejmowej Komisji Skarbu poseł Kazimierz Matuszny poparł Aleksandra Grada z PO. Suski miał wtedy zakrzyknąć przy całej sali: – Matuszny, będzie kara! I była – nagana i tysiąc złotych. Są jednak tacy posłowie, nawet karani przez Suskiego, którzy go bronią. – To uczciwy człowiek, zachowuje się przyzwoicie, dobrze wypełnia swoją funkcję – mówi Zbigniew Girzyński. – Rzecznik dyscypliny to trochę jak ksiądz, nie można mieć do niego pretensji, że wyznacza pokutę. Girzyńskiemu zdarzają się niesubordynacje – najsłynniejsza to złamanie bojkotu TVN, za co został zawieszony w PiS. Inny poseł PiS, często karany, mówi, że Suski podchodzi do karania po ludzku: – Zawsze mówi, że musi ukarać, ale postara się jak najmniej surowo. [srodtytul]Suskiego dymisje i powroty[/srodtytul] Sam Suski twierdzi, że woli kochać ludzi, niż ich karać. Dlatego na pół roku zrezygnował z pełnienia funkcji. – Jestem zmęczony – tłumaczył w lipcu i podkreślał, że w sprawie nie ma drugiego dna. Ale jego koledzy opowiadają, że na decyzję Suskiego wpłynęły dwie sprawy. Po pierwsze – kiedy miał być wybrany na wiceszefa Komisji Ochrony Środowiska, kilku posłów PiS nie przyszło na posiedzenie, zabrakło głosów i stanowisko przeszło mu koło nosa. Za dyscyplinę odpowiadał wtedy Marek Kuchciński, wiceszef klubu, rzecznik partii w tej komisji. – Suski się zdenerwował. Powiedział, że skoro w jego sprawie nie dopilnowano frekwencji, to czemu on ma pilnować dyscypliny w całym klubie – mówi nam poseł PiS. A inny opowiada o drugim powodzie dymisji Suskiego: – Do prezesa chodzili ukarani, prosili o anulowanie kary, prezes ma miękkie serce i co rusz prosił Marka, by coś tam anulować. Ten się denerwował, że traci autorytet i wychodzi na nadgorliwca. Teraz jednak wraca. – Poprosił mnie o to prezes, a jemu się nie odmawia – tłumaczy swoją decyzję Suski. [srodtytul]Dyscyplinowanie Palikota[/srodtytul] W PO, jak twierdzi posłanka Nykiel, nie ma anulowania decyzji uznaniowo przez szefa partii czy klubu: – Na odwoływanie się od mojej decyzji jest specjalna procedura. Odwołanie na piśmie rozpatruje prezydium, ja je opiniuję. Jednak dla wzmocnienia autorytetu nowy szef klubu Grzegorz Schetyna przydzielił Nykiel wsparcie Waldego Dzikowskiego, wiceszefa Klubu PO. – Wiadomo, że wiceprzewodniczącego słucha się inaczej niż rzecznika dyscypliny, który nie jest tak wysoko w klubowej hierarchii – mówi parlamentarzysta PO. Dzikowski deklaruje, że w dyscyplinowaniu wyznaje zasadę zaufania, zrozumienia i współpracy. – W Sejmie zasiadają przecież dorośli, poważni ludzie – mówi. I wspomina, że gdy był wójtem Tarnowa Podgórnego, jego urzędniczki czasem po popełnieniu jakiegoś błędu płakały. Ale nie ze strachu. Było im przykro, że swym błędem mogły sprawić szefowi kłopot. Dzikowski z Nykiel przeprowadzają więc rozmowy wychowawcze. Ale czasem przed rzeczniczką staje poważniejsze zadanie, np. rozmowa z Januszem Palikotem. – Od kiedy jest wiceszefem klubu, to dla mnie trochę trudne. A zdarza mu się opuszczać ważne głosowania i wtedy rozmowa z nim jest konieczna – mówi. Jednak gdy w marcu drużyna Donalda Tuska grała w piłkę, zamiast brać udział w głosowaniu, nie odważyła się ukarać premiera. – Bura i kara nie ominą Sławomira Nowaka i Romana Koseckiego, premierzy i marszałkowie kontrolują się sami – mówiła wtedy. Takich oporów nie miał Suski, gdy PiS było przy władzy. Marek Jurek – wtedy wiceszef klubu i marszałek Sejmu, musiał płacić za złamanie dyscypliny podczas głosowań budżetowych (poparł poprawki korzystne dla swojej Rzeszowszczyzny), a Paweł Poncyliusz, wiceminister gospodarki, za nieobecność. W tej kadencji jednak Suski złagodniał. – W tym roku kar było niewiele, może z kilkanaście – mówi. – Partia rządząca ma więcej powodów do karania, zwłaszcza podczas głosowania nad budżetem. Posłowie chcą się bowiem często wykazać lokalnym patriotyzmem i głosują za poprawkami przyznającymi ich regionom pieniądze. A partia rządząca musi mieć w budżecie porządek – twierdzi Suski. [srodtytul]Kutz głosuje, jak chce[/srodtytul] Rzeczywiście, głosowanie nad budżetem to żniwo dla rzecznika dyscypliny w PO. W 2008 r. Kazimierz Kutz aż 15 razy poparł poprawki korzystne dla Śląska, wbrew klubowej dyscyplinie. Na kilkunastu był nieobecny. Za każdą nieobecność czy złamanie dyscypliny groziło mu 500 zł. Łącznie zapłaciłby 30 tysięcy zł, gdyby nie to, że partia przyjęła limit kar – 1000 zł. W tym roku jest on większy – 3 tys. zł. Ale głosowania budżetowe nie są jeszcze podsumowane. W tej kadencji Nykiel ukarała już jedną trzecią posłów. Udzieliła 27 upomnień, ok. 15 nagan. Reszta, ok. 30 przypadków, to kary finansowe. W partii rządzącej, jak się okazuje, posłowie muszą uważać na swoje inicjatywy ustawodawcze. Przekonała się o tym posłanka Lidia Staroń. Zbierała podpisy pod ustawą o spółdzielcach, która była nie do końca zgodna z projektem rządowym. – Wobec posłanki będzie przeprowadzone postępowanie dyscyplinarne. Zgłosiłam już sprawę przewodniczącemu klubu – ogłosiła wtedy Nykiel. Takiemu hamowaniu inicjatywy dziwili się eksperci. Machina dyscyplinująca w PO się zatrzymała. Platforma ogłosiła, że Lidii Staroń karać nie będzie. – Ostatecznie moje poprawki zostały przyjęte – podkreśla dziś posłanka. Dr Norbert Maliszewski, psycholog społeczny z UW, nie ma wątpliwości, że największa dyscyplina jest w PO i PiS. – Jednak Platforma stara się tworzyć obraz pluralistyczny i demokratyczny. Z jednej strony jest Janusz Palikot, z drugiej Jarosław Gowin, którzy krytykują partię. Ale tak naprawdę partia jest podporządkowana Tuskowi. Podobnie jest w PiS, lecz odbiór społeczny jest taki, że PiS jest bardziej autorytarny. PO swoją dyscyplinę ukrywa, bo wyborcy wolą taki obraz partii – mówi Maliszewski. Podkreśla, że dyscyplina jest potrzebna, ale przed wyborcami należy ją ukrywać. – Partia to nie klub miłośników wiedzy, tylko organizm, który ma promować lub realizować jakieś idee. Ale też najpierw należy je przedyskutować w szerokim gronie. Źle się dzieje, gdy o wszystkim decyduje wąska grupa, a posłowie są tylko maszynką do głosowania – mówi Maliszewski. Potrzebę dyscypliny widzi też Jarosław Sellin, poseł Polski Plus, który odszedł z PiS, sprzeciwiając się zbyt małej demokracji. – Jestem zwolennikiem zasady trzy razy "d": dyskusja, decyzja, dyscyplina – mówi. – Tej pierwszej właśnie w PiS brakowało – tłumaczy poseł. [srodtytul]Nie być stupajką[/srodtytul] Wacław Martyniuk, rzecznik dyscypliny SLD, zapewnia, że w jego klubie jest taka dyskusja. – Dlatego nie mam dużo pracy. W tej kadencji nikogo nie ukarałem – mówi. – Wychodzimy z założenia, że posłowie są dorośli. Dlatego u nas nie ma kar. Rzecznikiem dyscypliny SLD Martyniuk jest od 1993 r. – Kluczem jest dobra organizacja pracy. Jeśli komuś jest przydzielone jakieś zadanie, a ten się z tego nie wywiązuje, to z nim po prostu rozmawiam – opowiada. – Najważniejsze, by nie być stupajką. I wyjaśnia, że stupajka to carski stójkowy, który nie wiedział dlaczego, ale wykonywał bezwzględnie rozkazy. Martyniuk potrafi być jednak bezwzględny i stanowczy. Jeśli już ktoś podpadnie, nie bawi się w kary, tylko wyrzuca. Bez mrugnięcia okiem zdecydował w 2003 r. o wykluczeniu z Klubu SLD dwóch posłów: Jana Chaładaja i Stanisława Jarmolińskiego, którzy głosowali w Sejmie "na cztery ręce" – wciskali guzik za nieobecnych kolegów. Mało dylematów związanych z funkcją ma też rzecznik dyscypliny innej małej partii – PSL, Franciszek Stefaniuk. Dlatego że swych posłów po prostu nie karze. – Miałem tylko jedną rozmowę o zasadach pracy w klubie, kary nie wymierzyłem – twierdzi. – Nasz klub jest dobrze zorganizowany, każdy zna swoje obowiązki, nie trzeba karać. Rzeczywiście, w klubie ludowców trudno zauważyć strach przed Stefaniukiem. Spośród jego 31 członków mało kto wie, że Stefaniuk jest rzecznikiem dyscypliny. – Chyba nie mamy nikogo – mówią posłowie pytani o rzecznika. Wojciech Jabłoński, politolog z UW, zwraca jednak uwagę, że nawet bez rzeczników dyscypliny posłowie sami się ograniczają. – W dzisiejszym systemie politycznym, w którym mocną pozycję mają te partie, które już są w Sejmie, a trudno jest się tam dostać nowej frakcji, być albo nie być posła zależy od władz partii – mówi. – Dlatego posłowie sami mają w sobie autocenzurę. Narażenie się wodzowi oznacza często polityczny niebyt. Lepiej mówić utartymi formułkami i się nie wychylać.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL