Banki

Wigilijny Dom Perignon już nie dla bankierów

AFP
Goldman Sachs i Citigroup nie tylko nie zorganizowały w tym roku bożonarodzeniowych spotkań pracowników, ale jeszcze postanowiły nie urządzać jakichkolwiek spotkań w grudniu, w których miałoby wziąć udział więcej, niż 12 osób
Bank of America nie posunął się aż tak daleko, ale zapowiedział że firmowej imprezy w tym roku nie będzie. Inne banki, zorganizowały wprawdzie bożonarodzeniowe spotkania, ale były one znacznie skromniejsze, niż w minionych latach.
Do historii przeszły czasy, kiedy na takich przyjęciach najlepsze roczniki Dom Perignon lały się od wieczora do rana. Teraz jeśli już pracodawca zafunduje pracownikom świątecznego drinka, to będzie to kieliszek australijskiego wina, albo kufel piwa. Pracownicy nowojorskiego oddziału Deutsche Banku zostali wprawdzie zaproszeni przez pracodawcę do lokalu na Piątej Alei, ale daleko od eleganckiego centrum, dopiero pod numerem 230. A było tam tak skromnie i atmosfera tak pełna przygnębienia, że uczestnicy party wyszli wcześniej i poszli do pobliskiego baru gdzie bawili się znacznie lepiej.
Zazwyczaj największe banki na świąteczne spotkania pracowników wydawały po ok 80-100 funtów w Londynie i 200-250 dol. w Nowym Jorku. W tym roku Royal Bank of Scotland przeznaczył na świąteczne party tylko po 10 funtów na pracownika, co wystarczyło na dwa kufle piwa i paczkę czipsów. W ubiegłym roku tylko na program rozrywkowy przeznaczono po 10 funtów na głowę, chociaż doskonale było już wiadomo, że strata za 2008 r. wyniesie co najmniej dwadzieścia kilka miliardów funtów. — I nie chodzi o to, że banki nie są w stanie wydać więcej pieniędzy, ale o fatalną opinię, jaką mają dzisiaj na świecie bankierzy — mówi Mike Kershaw, prezes Concerto Group zajmującej się organizowaniem przyjęć. Z kolei Di Bailey, szefowa innej firmy z tej branży — Planit Events, kiedy usłyszała, że budżet wynosi po 10 funtów na uczestnika zaproponowała, żeby pracownicy wydali je idąc na ślizgawkę. [srodtytul] Na łyżwy zamiast na przyjęcie[/srodtytul] Na urządzonym w pubie Master Gunner przyjęciu RBS, który tylko w tym roku otrzymał od państwa 315,5 mld funtów wsparcia, pracownicy mieli prawo wypić na koszt firmy po dwa kufle piwa Kronenbourg. Do jedzenia otrzymali po paczce czipsów. Rachunek wyniósł po 8,21 funtów na głowę. Bilet wstępu na ślizgawkę (poza godzinami szczytu) kosztuje 10 funtów. Rzecznik RBS bronił polityki banku, który uznał, że przez cały mijający rok cały zespół pracował wyjątkowo wydajnie, a bożonarodzeniowe spotkania należą już do tradycji. W ubiegłym roku RBS ostatecznie odnotował stratę w wysokości 24,1 mld funtów. W ciągu pierwszych 9 miesięcy tego roku 2,84 mld. HSBC, największy bank brytyjski przeznaczył na wigilijne spotkanie po 20 funtów na głowę — ujawnił Brendan McNamara, rzecznik banku. To też starczy raczej na piwo, niż na szampana. Z kolei Lloyds, który uznał, że na ten cel może wysupłać po 35 funtów (sam otrzymał 22,8 mld funtów rządowej pomocy). Barclays odmówił ujawnienia kwoty wydanej na zimowe party, także rzeczniczka Commerzbanku w Londynie, Claire Tappenden nie zgodziła się ujawnić kwoty, jaką banki wydał na „malutkie” spotkanie. A Heather Scots, rzeczniczka Lloydsa tłumaczyła, że wprawdzie bank ma świadomość trudności finansowych, jakie przeżywają jego klienci, to jednak z „pełną odpowiedzialnością” organizują spotkania towarzyskie. [srodtytul] Jeszcze rok temu o skromności nie było mowy[/srodtytul] Kershaw wspomina dzisiaj z rozmarzeniem imprezy, jakie banki organizowały jeszcze rok temu, kiedy już wiadomo było, że kryzys, jaki zaczął się jesienią będzie wyjątkowo dotkliwy. Rok temu znalezienie wolnego stolika w restauracjach londyńskiego City o tej porze roku graniczyło z cudem. Dzisiaj nie ma z tym problemu. Kiedy już firmy rezerwują stoliki, wybierający menu uważnie patrzą na prawą stronę karty dań. W znanej restauracji City No. 1 Lombard Street, mieszczącej się tuż obok Bank of England nie znalazła chętnych np. cielęcina z foie gras. — To nie jest tak, że nikt nie wydaje pieniędzy — mówi jeden z byłych pracowników Goldmana Sachsa. Tylko, że jak już je wydajemy, to dokładnie oglądamy każdy banknot — dodaje.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL