Lokaty i inwestycje

Nie każdy zarabia na obligacjach

copyright PhotoXpress.com
Sprawnie zarządzany fundusz obligacji przynosi lepsze wyniki niż samodzielnie kupowane obligacje. Problem polega na tym, że tylko co drugi fundusz dobrze pomnaża powierzone mu środki
Często stajemy przed wyborem: samemu kupić obligacje skarbowe czy też wpłacić pieniądze do funduszu inwestującego w takie papiery. Decyzja wcale nie jest prosta.
Na giełdzie notowanych jest wiele serii obligacji o różnych konstrukcjach. Działa też kilkanaście towarzystw funduszy inwestycyjnych (TFI) oferujących jednostki papierów dłużnych. Poza tym można kupić skarbowe papiery detaliczne w sieci PKO BP. Decyzja, czy kupić obligacje czy jednostki funduszu obligacji, powinna zależeć przede wszystkim od tego, czy mamy sprecyzowany czas inwestycji. Jeżeli tak, wtedy lepiej samodzielnie kupić papiery, ponieważ z góry będziemy mogli oszacować, ile wyniosą przyszłe zyski.
Z kolei zaletą jednostek funduszy jest ich duża płynność i stosunkowo niska cena. Inwestycję taką możemy zatem traktować bardziej elastycznie. W zasadzie w dowolnym momencie możemy np. część jednostek umorzyć (sprzedać) albo dokupić nowe. W przeszłości zazwyczaj było tak, że więcej zarabiały osoby, które samodzielnie inwestowały w papiery skarbowe. Jednak od pewnego czasu tendencja ta się zmienia. Fundusze coraz sprawniej zarządzają powierzonymi pieniędzmi i osiągają wyższe stopy zwrotu. Porównaliśmy wyniki funduszy obligacji z ostatniego roku z efektami samodzielnego zakupu papierów skarbowych na warszawskiej giełdzie. Dodatkowo przeanalizowaliśmy, ile można było zarobić na dwuletniej inwestycji w fundusze i na detalicznych dwulatkach oferowanych w PKO BP. W obu przypadkach fundusze wypadają lepiej, jeśli zestawia się średnie wyniki. Ale problem jak zwykle tkwi w olbrzymich dysproporcjach między poszczególnymi funduszami. Mniej więcej połowa funduszy obligacji nie potrafiła wypracować wyższych zysków, niż wyniósł skonstruowany przez nas benchmark (wskaźnik służący do porównań; w tym konkretnym przypadku jest to przeciętna stopa zwrotu z obligacji giełdowych). Samodzielny zakup obligacji rok temu pozwolił zarobić 5,6 proc., natomiast zakup jednostek funduszy przeciętnie o 1 pkt proc. więcej. Kilka funduszy osiągnęło dwucyfrową stopę zwrotu. Wśród nich wyróżniły się zarządzane przez Idea TFI i BPH TFI. Ale kilka funduszy, uwzględniając inflację, odnotowało realną stratę. Wśród nich najsłabiej wypadły DWS i Millennium. Kupując obligacje dwuletnie w grudniu 2007 r., z góry wiedzieliśmy, że po dwóch latach dostaniemy 10,9 proc. odsetek. Natomiast wybierając fundusze, nie mieliśmy pojęcia, ile zarobimy. Teraz ich stopa zwrotu jest już znana – wyniosła średnio ponad 15 proc. Ale jedynie połowa funduszy zarobiła więcej, niż wyniósł zysk z detalicznej dwulatki. Potencjalnym inwestorom powinno to dać dużo do myślenia. Okazuje się bowiem, że aż połowa zarządzających miała problemy z oceną sytuacji i źle dobrała papiery do portfeli. A ponieważ sytuacja na rynku była bardzo zmienna – na przykład różnica między najwyższą a najniższą rentownością papierów pięcioletnich przekroczyła w tym roku 1,3 pkt proc. – nietrafione decyzje miały duży wpływ na wyniki. Z naszego minirankingu wynika, że warte polecenia są fundusze: Idea Obligacji, PKO Obligacji Długoterminowych, Aviva Investors Obligacji, a także UniKorona Obligacji, Pioneer Lokacyjny czy Amplico Obligacji. W 2010 roku zarządzający będą musieli przebudować portfele. Wszystko wskazuje bowiem na to, że zmieni się polityka pieniężna. Z prognoz wynika, że w drugiej połowie roku Rada Polityki Pieniężnej zacznie podwyższać stopy procentowe. Do końca 2010 r. mogą one wzrosnąć o 1 pkt proc. Jeśli tak się stanie, ceny obligacji o stałym oprocentowaniu – a takich jest większość – zaczną spadać. I wtedy wyniki funduszy mogą się pogorszyć. W takiej sytuacji powinniśmy szukać papierów o zmiennym oprocentowaniu albo funduszy, które inwestują w papiery o krótkim terminie wykupu (bony skarbowe). masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=c.adamczyk@rp.pl]c.adamczyk@rp.pl[/mail] [ramka] [srodtytul]Lepsze od skarbowych[/srodtytul] W tym roku na giełdzie pojawiły się obligacje „drogowe” i papiery wyemitowane przez Warszawę. Zapewniają wyższą rentowność niż rządowe, a jednocześnie są tak samo płynne i mało ryzykowne. Obligacje „drogowe” są efektem dość specyficznej polityki rządu. Dla poprawienia wyglądu budżetu zdecydowano, że pieniądze na budowę autostrad i dróg zostaną pożyczone nie przez Ministerstwo Finansów, ale przez Fundusz Drogowy. Formalnym emitentem jest państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego, ale państwo udzieliło papierom pełnej gwarancji zwrotu zainwestowanych pieniędzy. Sprzedano dwa rodzaje obligacji: pięcioletnie (oznaczone IPS1014, wykup nastąpi w październiku 2014 r.) z oprocentowaniem 5,75 proc. w skali roku i dziewięcioletnie (oznaczone IDS1018, wykup w październiku 2018 r.) z odsetkami 6,25 proc. Drugim nowy emitentem jest Warszawa. Miasto to zaoferowało obligacje o wartości nominalnej 600 mln zł oznaczone symbolem WAW1019. Ich oprocentowane wynosi aż 6,7 proc. Papiery te nie mają gwarancji rządowych. Jednak według wyspecjalizowanych agencji niebezpieczeństwo, że nie zostaną wykupione, jest niemal tak samo małe jak w przypadku obligacji rządowych. Jak widać, nowe papiery są wyraźnie wyżej oprocentowane niż podobne skarbowe. W przypadku ich zakupu na giełdzie rentowność również jest nieco wyższa. Dlatego zwolennicy obligacji o stałym oprocentowaniu (czyli takim, które nie zmienia się przez cały okres posiadania papieru) powinni zastanowić się nad ich zakupem. [obrazek=http://www.rzeczpospolita.pl/pieniadze/rent_oblig.jpg] [/ramka] [link=http://www.rp.pl/artykul/410301.html]Zobacz jakie wyniki osiągnęły fundusze obligacji[/link]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL