Komentarze

Olechowski, czyli dożywotni czarny koń

W pierwszej połowie lat 90. Andrzej Olechowski był uważany przez niektórych za czarnego konia polskiej polityki, i najwyraźniej sam w to uwierzył.
Od tego momentu upłynęło kilkanaście lat. W międzyczasie Olechowski zdążył przegrać wybory prezydenckie. Zdążył współtworzyć wielką partię i odejść z niej z wyrazem wzgardy na twarzy. Zdążył kilkakrotnie obrazić się na swoje polityczne otoczenie, kilkakrotnie doprowadzić je do pasji swym brakiem zaangażowania w codzienną polityczną pracę i kilkakrotnie okazać obrzydzenie polską polityką, która ewidentnie nie dorastała do oczekiwań pana Andrzeja.
[wyimek][b] [link=http://blog.rp.pl/skwiecinski/2009/12/21/olechowski-czyli-dozywotni-czarny-kon/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek] Zdążył też przejść — czy przynajmniej zademonstrować, że przeszedł — bardzo poważną ewolucję ideową, która polityka, demonstrującego niegdyś swój nie tylko gospodarczy liberalizm, ale i katolicyzm zaprowadziła na pozycje potencjalnego kandydata światopoglądowej lewicy.
Nie zmieniło się jedno. Pan Andrzej najwyraźniej nadal wierzy, że jest czarnym koniem, a co więcej — że ten status został mu dany dożywotnio. Olechowski i zwolennicy jego kandydatury upatrują szansy w narastającym rozczarowaniu Polaków do Donalda Tuska, co w połączeniu z trwałym brakiem popularności prezydenta Lecha Kaczyńskiego i strukturalnymi już chyba problemami partyjnej lewicy stwarzać miałoby szanse dla kandydata „nie-Tuska, nie-Kaczyńskiego i nie-eseldowca”. Na rzecz Olechowskiego działać miałby też „efekt nowości”. Wydaje się jednak, że wiara w aż tak wielką naiwność i krótką pamięć Polaków, która pozwoliłaby im uznać za „nowego” człowieka obecnego w polskiej polityce od prawie dwudziestu lat, jest przesadzona. Na bliźniaczym założeniu skonstruowany był przecież projekt polityczny Pawła Piskorskiego i „odnowionego” Stronnictwa Demokratycznego. Nie chwycił on w sposób wręcz widowiskowy, co pozwala sądzić, że reakcja na kandydaturę Olechowskiego również nie będzie imponująca. Kandydowanie Olechowskiego wzbudza oczywistą radość w obozie PiS. Pozwala bowiem mieć nadzieję na rozbicie elektoratu Tuska. Skala tego rozbicia nie musi być jednak wielka. Olechowski jest symbolicznym niemal kandydatem III RP w wariancie ortodoksyjnym. Uosabia salon III Rzeczpospolitej w jego wersji klasycznej, a nie — jak Tusk — z lekka zmodernizowanej, ufryzowanej i populistycznej, puszczającej oko do części tych, którzy kiedyś byli krytyczni wobec „rywinlandu”. „Pan jest anachroniczny, panie Andrzeju” — powiedział niegdyś w trakcie sporu o zasady polskiej polityki zagranicznej Olechowskiemu Jan Rokita. Anachroniczny znaczyło wtedy tożsamy z praktyką i filozofią lat dziewięćdziesiątych, odrzucaną wówczas nie tylko przez PiS, ale i przez PO, a także przez większość społeczeństwa. Dziś Rokity nie ma już w polityce, a Platforma Obywatelska nie potępia już III RP – co więcej zbudowała swoją nową tożsamość na jej obronie. A większość społeczeństwa odrzuciła tych, którzy ową III RP najostrzej zwalczali. Dlatego ciekawe jest, jak rozłożą się sympatie w elektoracie III Rzeczypospolitej, jaki odsetek spośród przeciwników braci Kaczyńskich będzie skłonnych do głosowania na Olechowskiego. Pozwoli to bowiem ocenić, na ile niechęć wobec PiS i pisowskiego projektu politycznego przekłada się na sympatię do teorii i praktyki III RP, jak wielki (lub jak mały) jest odsetek ludzi, którzy skłonni byliby do wsparcia programu prostego powrotu do lat 90. Bo taką właśnie linię symbolizuje kandydatura Olechowskiego.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL