Edukacja

Inżynier powinien być humanistą

Wiktor Piwkowski, przewodniczący Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa, dyrektor generalny przedsiębiorstwa PERI Polska
[b]Rz: Czy na rynku brakuje inżynierów budownictwa?[/b]
[b]Wiktor Piwkowski:[/b] Brakuje inżynierów uprawnionych do wykonywania funkcji kierownika budowy. Szacuję, że około 60 tysięcy osób. [b]Może pan od razu skierować na budowę?[/b]
W warunkach bojowych – tak, jestem w stanie. W tej sytuacji młody człowiek, rzucony na głęboką wodę, zacznie się starać, myśleć, kombinować i jakiś procent z tych ludzi zda egzamin. Ale my mówimy o przeciętnym absolwencie politechniki. A on nie do końca jest gotowy do wykonywania zadań produkcyjnych. To wymaga doświadczenia, umiejętności postępowania z ludźmi, a nie tylko wiadomości technicznych. Każdy inżynier musi zatem przejść przez okres próby, okres praktyki. Oceniam, że młody absolwent politechniki po dwóch latach praktyki będzie gotów do wykonywania zadań. I zastrzegam nie każdy nadaje się do wykonywania ich na budowie, bo to jest zadanie podobne do dowodzenia wojskiem. Nie każdy rodzi się dowódcą. [b]Uczelnie dobrze kształcą fachowców w tej dziedzinie?[/b] Nieźle. Młodzi inżynierowie wyróżniają się pozytywnie w porównaniu ze swoimi kolegami z innych krajów. Ale ja oceniam – i takie głosy coraz częściej są kierowane od praktyków do ludzi zarządzających uczelniami – że młody absolwent politechniki jest zbyt sprofilowany na przedmioty zawodowe. Jest takim małym technokratą. Tymczasem powinno być jednocześnie humanistą. Technokrata będzie zadawał pytanie, jak coś zrobić, co do sposobu i technologii, a humanista będzie pytał, po co to robi. Na tym polega różnica. Zatem, jeżeli wypuszczamy „produkt” w postaci młodego inżyniera, to zróbmy z niego inżyniera humanistę, czyli człowieka, który rozumie, po co to robi, co robi, a nie tylko jak ma zrobić. Odnoszę wrażenie, że na uczelniach technicznych brakuje kształcenia w zakresie zarządzania, ekonomii, stosunków społecznych. [b]Czego muszą się nauczyć, gdy chcą podjąć u pana pracę?[/b] W przedsiębiorstwie, którym ja kieruję, mamy bardzo rozbudowany program kształcenia studentów. Młodzi ludzie uczą się z pierwszej ręki tego, co dla nich na uczelni jest niedostępne. Nasi specjaliści z dziedziny deskowań do betonu, bo tym się zajmuję, są najlepsi w kraju i mogą kształcić kadrę naukową na uczelniach w tej wąskiej specjalności. Nazywam ich „oficerami frontowymi” – są na pierwszej linii walki, na największych budowach w kraju, na najbardziej skomplikowanych obiektach. Poszukują rozwiązań i stosują je. Nie uczą się tego z książek. [b]Jak wymusić na inżynierach konieczność samokształcenia?[/b] Jest taki system wymuszany w służbie zdrowia: lekarze muszą zdobywać punkty. W ciągu czterech lat trzeba zdobyć 200 punktów: za udział w konferencjach, doktoraty, referaty, tłumaczenia książek, publikacje. W Stanach Zjednoczonych od inżyniera wymaga się udowodnienia samokształcenia. W Polsce od inżyniera budownictwa w ogóle się nic nie wymaga. To błąd. Może warto wzorować się na systemie opracowanym dla lekarzy?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL