Kościół

Uczeń prymasa Wyszyńskiego

Prymas Józef Glemp
Fotorzepa, Roman Bosiacki Roman Bosiacki
Józef Glemp, od piątku prymas senior, przeprowadził polski Kościół przez czas przełomu
„Co mogło wyrosnąć pod tak wielkim dębem? Muchomor” – zażartował kard. Józef Glemp, wspominając kilka lat temu swojego poprzednika kard. Stefana Wyszyńskiego.
Być następcą Prymasa Tysiąclecia byłoby trudne dla każdego. Prymas Glemp, świadomy własnych ograniczeń, wobec nieustannych porównań potrafił zachować skromność, pokorę, a nawet poczucie humoru. Do dziś pozostaje niewyjaśnione, czy to istotnie prymas Wyszyński osobiście na łożu śmierci w maju 1981 r. namaścił ówczesnego biskupa warmińskiego, a swojego wieloletniego sekretarza, Józefa Glempa na następcę. Sam kard. Glemp dystansuje się od takiej interpretacji wydarzeń. Z informacji, które „Rz” udało się potwierdzić w dwóch niezależnych źródłach, wynika, że prymas Wyszyński w liście przekazanym papieżowi Janowi Pawłowi II wskazał trzech kandydatów: abp. Bronisława Dąbrowskiego, abp. Jerzego Strobę i abp. Józefa Glempa. A papież wybrał tego trzeciego.
W 2000 roku kardynał Glemp przepraszał za lęk, jaki odczuwał w stanie wojennym Kard. Józef Glemp był wiernym uczniem prymasa Wyszyńskiego. Gdy po pięciu miesiącach od objęcia przez niego urzędu wybuchł stan wojenny, apelował „o spokój, o zaniechanie gwałtu, o zażegnanie bratobójczych walk”, a jednocześnie roztoczył parasol ochronny nad represjonowanymi, którzy szukali schronienia w Kościele. Niedopuszczenie do rozlewu krwi, zachowanie substancji narodu i Kościoła to były priorytety kard. Wyszyńskiego i kard. Glempa. Środowiska opozycyjne, emigracja, także część duchownych ostro atakowały prymasa (nazywając go towarzyszem Glempem) za – w ich ocenie – zbyt daleko idącą kompromisowość wobec ekipy Jaruzelskiego. Z perspektywy lat widać, że inna postawa nie byłaby ani możliwa, ani skuteczna. W ten sposób Kościół stał się mediatorem w rozmowach między władzą a „Solidarnością”, a jego przedstawiciele odegrali dużą rolę w przygotowaniach i obradach Okrągłego Stołu, których efektem były wybory 4 czerwca 1989 r. Kilkanaście lat później, w maju 2000 r., gdy na placu Teatralnym w Warszawie kard. Glemp przeprowadził jubileuszowy rachunek sumienia, przepraszał za lęk, jaki odczuwał w stanie wojennym, bojąc się rozlewu krwi, i za to, że nie zdołał ocalić życia ks. Jerzemu Popiełuszce. Stosunek prymasa do kapelana „Solidarności” ewoluował: od napięcia między biskupem a podległym mu księdzem, który swoją działalnością przysparzał mu kłopotów w rozmowach z władzami PRL, do uznania go za męczennika za wierność Bogu i Kościołowi. W jednym z wywiadów prymas przyznał, że ks. Popiełuszko miał lepsze rozeznanie sytuacji, gdyż od początku widział w „Solidarności” ruch ewangeliczny, który może wnieść w życie społeczne wartości chrześcijańskie. Podczas pokutnej liturgii w 2000 r. prymas przepraszał też za kolaborację ruchu księży patriotów w latach 50., ale nie wspomniał nic o księżach później współpracujących z SB. To był temat jeszcze świeży i trudny dla Kościoła, ale jak niebawem pokazała sprawa abp. Stanisława Wielgusa, niepodjęcie go przyniosło dramatyczne skutki. Sam kard. Glemp ma piękną kartę w PRL. Przez 15 lat SB próbowała go różnymi metodami skłonić do współpracy, ale się nie ugiął. Dla tych, którzy okazali słabość, miał wiele zrozumienia. Ostro stanął w obronie abp. Wielgusa, zarzucając powołanej przez episkopat Kościelnej Komisji Historycznej, że dokonała oceny na podstawie „świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych”. Było to tym dziwniejsze, że na początku lat 90. prymas konsekwentnie opowiadał się za moralnym rozliczeniem z przeszłością, lustracją i narodowym rachunkiem sumienia. W latach 90. najważniejszym zadaniem prymasa Glempa stało się znalezienie miejsca dla Kościoła w nowym systemie demokratycznym. Jego zasługi jako przewodniczącego episkopatu Polski to bez wątpienia przyjęcie w 1989 r. ustawy o stosunku państwa do Kościoła, określenie tych relacji jako autonomicznych w konstytucji, ratyfikacja konkordatu, przyjęcie ustawy antyaborcyjnej, wprowadzenie religii do szkół. Efektem tych wszystkich działań jest silna pozycja Kościoła w życiu publicznym i społecznym. Od 1989 r. prymas powoli tracił specjalne pełnomocnictwa Watykanu i wyjątkową pozycję w episkopacie. Zaczął wprowadzać nowy, bardziej kolegialny sposób funkcjonowania konferencji biskupów. Prymas Glemp, choć pozbawiony charyzmy swego poprzednika, był ceniony przez biskupów za zdolności mediacyjne. Z trudem, ale udało mu się doprowadzić do przyjęcia przez episkopat kompromisowego, pozytywnego stanowiska wobec integracji Polski z Unią Europejską. Sam starał się stać ponad podziałami w episkopacie, ale gdy zachodziła potrzeba nie wahał się zająć jednoznacznego twardego stanowiska. Tak było właśnie w kwestii integracji europejskiej. „Bóg chce, abyśmy weszli do wspólnej Europy. Byłoby źle, gdyby tak się nie stało” – mówił w wywiadzie dla „Rz”. Potrafił być stanowczy i wówczas, gdy wbrew części biskupów kilkakrotnie próbował przywołać do porządku Radio Maryja. Gdy politycy w nieskończoność odkładali ratyfikację konkordatu, ostrzegał: „Kościół chce pokoju, ale nie boi się także wojny”. Prymas Glemp, który nie ma umiejętności oratorskich poprzednika, stał się znany z językowych lapsusów, czasem zbyt ostrych, czasem obraźliwych, jak słynne „szczekające podwórkowe kundelki” na określenie liberalnych krytyków Kościoła z początku lat 90. Zawsze ujmował natomiast skromnością i prostolinijnością. Kontynuację linii prymasa Wyszyńskiego widać było też w duszpasterskich poczynaniach kard. Glempa. Ale to, co sprawdzało się kiedyś, nie odnosiło przewidywanych skutków obecnie, jak choćby reaktywowanie Akcji Katolickiej, kolejne peregrynacje obrazu Matki Bożej, duże celebracje religijne. W ostatnich latach prymas zaangażował się w budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Dokończy ją już nowy metropolita warszawski, bo rozpropagowanie takiej idei w dzisiejszych czasach wymaga nowych metod i środków.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL