Ekonomia

Nie ma świąt bez belén

Niektóre inscenizacje robione są z wielką dbałością o szczegóły
Fotorzepa, Michał Głombiowski
– Szukam jakieś fajnej sprzedawczyni ryb i piekarza. I nowych mew, bo w ubiegłym roku odpadły im skrzydła – Jorge już na początku grudnia przeczesuje madryckie jarmarki świąteczne w poszukiwaniu figurek do bożonarodzeniowej szopki
Mój znajomy, czterdziestokilkuletni mieszkaniec Madrytu, nie jest w tym osamotniony. Bez szopki żaden Hiszpan nie wyobraża sobie Bożego Narodzenia. Może nie być choinki, ale szopka – belén – jest obowiązkowa. A szopkę każdy komponuje sobie sam. Dlatego w grudniu na poszukiwanie elementów jej wystroju wyruszają tysiące Hiszpanów, zwykle całymi rodzinami. Place hiszpańskich miast zapełniają się stoiskami, na których można kupić wszystko: figurki ludzi i zwierząt, drzewa, domki, ulice, samochody, latarnie, mech, trawę i tysiące innych akcesoriów.
Szopki mogą być różnej wielkości, zdarzają się maleństwa, w których postacie mają pół centymetra, i szopki z figurami naturalnej wielkości. Skompletowanie elementów żłóbka może trochę kosztować, nawet za najtańsze i najmniejsze elementy wyposażenia trzeba zapłacić przynajmniej kilka euro. Mniej wymagającym wystarczą gotowe szopki za kilkadziesiąt, kilkaset euro. [srodtytul]Jezus na stadionie[/srodtytul]
Zgodnie z tradycją belén stawia się w domach na początku adwentu, a zabiera z powrotem do pudełek po Trzech Królach. Jezuska dostawia się w Wigilię lub o północy w Boże Narodzenie. Pierwszą szopkę stworzył ponoć św. Franciszek z Asyżu. W 1223 r., przebywając we włoskim Greccio, odtworzył w jaskini scenę narodzin Jezusa, uzyskując wcześniej pozwolenie papieża. Zwyczaj rozprzestrzenił się po Włoszech i Francji, dotarł też do Hiszpanii. Jednak dopiero w XVIII w. zdobył w niej popularność, głównie za sprawą króla Karola III (1716 – 1788), któremu szopki tak się spodobały, że zorganizował ich wielką wystawę. Z początku belén przedstawiały wyłącznie sceny biblijne. Dziś również większość Hiszpanów komponuje sobie tradycyjne szopki. Ale coraz więcej z nich odchodzi od tego i wymyśla szopki przeniesione we współczesne czasy lub egzotyczne miejsca. Twórcy umiejscawiają scenę narodzin Jezusa w pałacach faraonów, średniowiecznych zamkach, ulubionej restauracji, a nawet na stadionie piłkarskim. Niektórzy idą jeszcze dalej. – Jak byłem mały, zawsze mieliśmy w domu szopkę biblijną – tłumaczy mi Jorge, kiedy spacerujemy po kiermaszu szopek. – Mój ojciec innych nie uznawał, ja jednak wolę te współczesne. Współczesne szopki nie mają już nic wspólnego z pierwotnym przeznaczeniem. Taka szopka może wyglądać dowolnie. Nie zawsze jest w niej nawet miejsce na Świętą Rodzinę. Znajdziemy w nich miniaturowe ulice z samochodami i mieszkańców miast: sprzedawców, piekarzy, rybaków, listonoszy, fryzjerów, nauczycieli, barmanów, oraz towarzyszące im zwierzęta: koty, psy, kury, kanarki. Czasem belén przybierają frywolny kształt – Jorge wybiera w końcu figurkę kelnerki z kuflami piwa odzianej w kusą sukienkę oraz bluzkę z głębokim dekoltem. – Wspaniała, postawię ją zamiast sprzedawczyni ryb – zachwyca się. Figurka ma kilka centymetrów wysokości i wykonana jest z gipsu. Te droższe mogą być z porcelany lub szkła. Są ręcznie formowane i malowane, niektóre ubrane w specjalnie uszyte stroje. Dzięki temu co roku, jeżeli nie chcemy wymieniać figurek, możemy im sprawić nowe wdzianka. [srodtytul]Obama ściąga spodnie[/srodtytul] Magia belén polega na szczegółach. Pieczołowicie ustawione sceny można podziwiać godzinami, wciąż odkrywając nowe elementy, o które zadbał rzemieślnik. Może to być ustawiony gdzieś w kącie domostwa worek z wysypującymi się ziemniakami, odsunięta na bok okna firana w misterne wzory lub psia miska schowana w budzie. Wszystko jest miniaturowe, ale szybko ulega się złudzeniu, że obserwujemy realny świat. Postacią, którą znajdziemy wyłącznie w szopkach w Katalonii, jest el caganer. Niewielka figurka zwykle ustawiana jest na uboczu. Nie powinno to dziwić, bo caganer w najdelikatniejszym tłumaczeniu to „wydalacz” lub „defekator”. Do niedawna był nią hiszpański chłop w czerwonej czapce. Ostatnio figurka ze spuszczonymi portkami coraz częściej przybiera postać kogoś znanego – premiera Hiszpanii Luisa Zapatero, prezydenta Baracka Obamy lub nawet papieża Benedykta XVI. Ale uwaga! El caganer symbolizuje dostatek i radość. [srodtytul]Trzy tony szopki[/srodtytul] W okresie świątecznym szopki wystawiane są nie tylko w hiszpańskich mieszkaniach, ale także urzędach, sklepach, ulicach, a nawet na dachach domów. W całym kraju działa kilkaset stowarzyszeń miłośników i twórców belén, które rywalizują ze sobą, prezentując prace na świątecznych wystawach. Entuzjazm zwiedzających wzbudza zwłaszcza największa szopka w Europie, która co roku odwiedza inne miasto. To Belén Bancaja przedstawiająca Betlejem, Nazaret i Egipt. Składa się na nią 1200 postaci. A zużyto na nią 3 t włókna szklanego, 300 kg farby i 6 km kabli. Jej przygotowanie zajęło 20 tys. godzin. Szopkę transportuje 20 ciężarówek. W tym roku zawitała do Elche i zostanie w nim do 6 stycznia 2010 r. Inne szopki można oglądać przez cały rok w Muesos Belenes w Alicante. W kilku pomieszczeniach zgromadzono belén wszelkich możliwych rodzajów – biblijne, nowoczesne, współczesne, otwarte, zamknięte, półotwarte itd. Na wystawie we wnętrzu XIX-wiecznej kamienicy znalazło się także miejsce na dzieła przywiezione z Niemiec, Francji, Włoch, Polski, Portugalii oraz Azji. Są też figurki z Afryki, wykonane z drewna, ustawione w scenerii i towarzystwie zwierząt charakterystycznych dla Czarnego Lądu. – W każdym rejonie Hiszpanii święta Bożego Narodzenia obchodzi się trochę inaczej – wyjaśnia Jorge, ściskając w garści biuściastą kelnerkę. – Ale jest jeden element wspólny: wszędzie musi być szopka. Bez belén święta się nie liczą!
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL