Muzyka

Nowy tygrys show-biznesu

materiały prasowe
Brytyjczyk Simon Cowell trzyma w rękach stery telewizyjnej piosenki. Tylko Oprah Winfrey zarabia więcej od niego
To on stworzył wzorowany na „Idolu” program „X-Factor”, którego popularność przybrała w Wielkiej Brytanii rozmiary narodowej manii. W soboty wieczorem ludzie mkną do domów, by zasiąść przed telewizorami i oglądać wokalne popisy utalentowanych amatorów, czyli nowej generacji telewizyjno-muzycznych gwiazd. Wierna publiczność na Wyspach sięga kilkunastu milionów, ale program odbija się światowym echem. Gościnnie pojawiają się w nim wielkie gwiazdy, jak Alicia Keys, która występem w „X-Factor” uczciła europejską premierę nowej płyty.
Telewizyjne konkursy talentów stanowią teraz serce muzycznej rozrywki, są najlepsza trampoliną do sławy i najlepszym gwarantem rekordowych sprzedaży płyt. A ponieważ Simon Cowell zajmuje się produkcją kilku takich programów, stał się jedną z najważniejszych postaci światowego show-biznesu. Magazyn „Forbes” umieścił go na drugim miejscu listy najlepiej zarabiających postaci rozrywki, tuż za Amerykanką Oprah Winfrey, bez której, jak mówi się za oceanem, Barack Obama nie zostałby 44. prezydentem USA. Bez Simona Cowella, którego zarobki „Forbes” oszacował na 123 miliony funtów, świat nie poznałby Susan Boyle, a zawodowi piosenkarze mogliby spać spokojnie. Cowell produkuje także show „Britain’s Got Talent”, w którym wiosną tego roku zjawiła się nie grzesząca urodą ani charyzmą stara panna i zaśpiewała „I Dream a Dream” z musicalu Les Miserables. Nagranie występu Boyle było w mijającym roku najczęściej oglądanym klipem na portalu You Tube, to znaczy najpopularniejszym wydarzeniem muzycznym na świecie. Jej debiutancka płyta ukazała się przed trzema tygodniami i jest numerem jeden nie tylko na Wyspach. Od premiery okupuje szczyt notowań amerykańskiego „Billboardu”. Na krążku Boyle śpiewa poprawne i nudne interpretacje rozrywkowych standardów oraz kolędę „Cichą noc”. Bije rekordy sprzedaży, a „Forbes” zapowiada, że nowa gwiazda wzbogaci się o kilka milionów funtów. Podobnie jak bohater wcześniejszej edycji programu - Paul Potts.
Dla Simona Cowella oznacza to więcej pieniędzy, a tylko one go obchodzą. Dziennikowi „Times” powiedział: - Skupiam się na zarabianiu, dla siebie i współpracowników. To mój jedyny cel. Tyko w 2009 r. tym roku zarobił 46 mln funtów, łącząc promocyjną moc telewizji i rynek muzyki. Jest założycielem wytwórni płytowej Syco, która formalnie stanowi część japońskiej Sony Music. Syco sprzedała dotąd 150 mln płyt, a jej działalność generuje 70 proc. rocznego przychodu tej gigantycznej firmy. W tym roku Cowell zarobił od Sony 10 mln funtów. Kolejne 6,5 mln dostał od telewizji ITV emitującej „The X-Factor”. Ale trzykrotnie więcej płaci mu amerykańska stacja Fox za produkowanie tamtejszej wersji „Idola”. Wszystkie trzy umowy będą teraz renegocjowane, najpewniej z korzyścią dla Cowella. Zaczynał karierę jako goniec w wytwórni EMI, później dbał o promocje artystów. Odszedł, by założyć własną firmę wydawniczą Fanfare. Jako trzynastolatek znów trafił do koncernu muzycznego, tym razem do BMG. Pracował tam 10 lat, rozwijając kariery gwiazd, m.in. popularnego boysbandu Westlife. Jako ekspert zasiadł w jury brytyjskiego „Idola” w 2001 r. Grał w programie rolę „złego policjanta” – błyskotliwego i bezlitosnego komentatora, w którego postać w polskiej wersji wcielił się Kuba Wojewódzki. Jednak gwiazdą małego ekranu został, gdy rok później został członkiem jury amerykańskiej edycji – dzięki niemu program miał publiczność przekraczającą 22 miliony osób. Przez pięć lat „Idol” był najchętniej oglądanym programem rozrywkowym w USA. Cowell ma kolejne pomysły na to, jak zarabiać więcej. Chce odzyskać od Sony prawa do „X-Factor” i stworzyć w Las Vegas koncertową wersję widowiska, sprzedawać gadżety promocyjne. Zgodnie z przewidywaniami amerykańskich ekspertów show-biznesu Cowell lada moment przegoni Winfrey i zostanie nowym królem rozrywki.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL