Budżet i Podatki

Budżetowe pieniądze pod czujnym okiem rządu

Fotorzepa, Roman Bosiacki Roman Bosiacki
Publiczne instytucje nie będą mogły zarabiać na odsetkach od lokat. Zyska na tym budżet. Dług publiczny może być niższy o 10 mld zł - szacują eksperci. Na podobny krok zdecydowały się już Belgia i Słowacja
„Rz” ustaliła, że resort finansów i Kancelaria Premiera pracują nad kolejnym sposobem ograniczenia długu publicznego. Chcą, by pod koniec dnia wszystkie wolne środki, których ministerstwa, fundusze i rządowe agencje nie zdołają wydać, wracały na konto ministra finansów. Mógłby on wówczas swobodniej dysponować publicznymi pieniędzmi i na bieżąco zasypywać dziury tam, gdzie środków brakuje.
Ten projekt krytykują już np. wrocławskie uczelnie, które w większości mają konta w BZ WBK. W specjalnym stanowisku napisały, że to są przecież ich pieniądze i dlaczego ma nimi dysponować minister finansów. Jacek Przygodzki, rzecznik Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumaczy, że zyski z lokat wystarczają nawet na zapłatę za rachunki za prąd w kilku uniwersyteckich budynkach. Planem MF nie są zachwycone także banki. – Każdy właściciel ma prawo dysponować swoimi pieniędzmi i wybierać bank, w którym chce je lokować – wyjaśnia Jarosław Dąbrowski, były prezes DNB Nord. Dodaje, że polityka rządu powinna być bardziej otwarta i nastawiona na zysk, chyba że BGK czy PKO BP, które jego zdaniem mogłoby rachunek MF na zasadach rynkowych poprowadzić, zaproponuje konkurencyjne oprocentowanie.
Michał Boni, doradca ekonomiczny premiera, wyliczył, że dzięki konsolidacji finansów publicznych dług spadnie o 10 mld zł. Ekonomiści wątpią w powodzenie tego planu, ale wskazują, że na lokatach bankowych publicznych instytucji w ciągu ostatnich 12 miesięcy leżało średnio prawie 20 mld zł. – Teraz trudno przerzucić pieniądze z agencji np. do ZUS, któremu brakuje na wypłatę świadczeń i musi zaciągać jednodniowy kredyt w banku – wyjaśnia Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku. – Rzecz nie polega na tym, aby jakiekolwiek pieniądze komukolwiek zabierać, ale by umiejętniej zarządzać publicznymi środkami – dodaje były minister finansów Mirosław Gronicki. – Zasadę, że na koniec dnia nikt nie może trzymać na swoim koncie gotówki, ale przelewać ją na konto centralne, wprowadziły już u siebie np. Słowacja i Belgia. Gronicki dodaje, że wówczas będzie można wykazywać dług netto i w takiej sytuacji może on być niższy faktycznie nawet o 10 mld zł. – Oprócz konta w BGK mamy rachunek obsługujący 3,5 mld zł przeznaczony na bieżącą działalność ZUS w CitiHandlowy i umowy z kilkudziesięcioma innymi bankami, w których deponujemy pieniądze na noc – wyjaśnia Przemysław Przybylski, rzecznik ZUS. Np. we wtorek pod koniec dnia zakład przelał 200 mln zł na lokatę w Kredyt Banku i 30 mln zł w CitiHandlowy. W tym samym czasie NFZ miał na koncie około 200 mln zł, jednak nie przelał ich do żadnego banku, aby zarobić na odsetkach. Z informacji NBP wynika, że na koniec października fundusze ubezpieczeń społecznych miały zdeponowane w bankach 7,3 mld zł, a instytucje niekomercyjne (fundusze i agencje – red.) 15 mld zł. – Pieniędzy samorządów nikt ruszyć nie może, ale jeśli chodzi o pozostałe instytucje, można sobie wyobrazić sytuację, że rząd zagarnia środki, których teoretycznie one nie potrzebują – wyjaśnia Jakub Borowski z Invest Banku. – Gdyby rząd trzymał te środki na lokacie, w skali roku zyskałby dodatkowy miliard złotych – wylicza ekonomista. Gronicki uważa, że taki sam efekt rząd osiągnie, przelewając pieniądze dopiero w momencie, kiedy dana instytucja ich rzeczywiście potrzebuje. – Niedopuszczalne jest, aby – tak jak to miało miejsce w przypadku uczelni – otrzymywały one środki na trzy tygodnie wcześniej i zarabiały na odsetkach – mówi ekonomista.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL