Styl życia

Południe na cytrynowo

Wojciech Gogoliński, znawca win
archiwum prywatne
Ze świeczką szukać we Włoszech restauracji, która nie miałaby w karcie limoncello. To chyba najbardziej rozpowszechniony likier w tym kraju.
I bodaj najbardziej niezobowiązujący. Nie stoi za nim ani wielopokoleniowa tradycja rodzinna, ani międzynarodowy koncern. Zrobić go może każdy w domu, niemal natychmiast.
Ten prosty domowy likier cytrynowy jest spożywany we Włoszech od wieków. Nie tylko tam – we wszystkich krajach południowej Europy. Cytryny to skarb tych ziem – ich kwaskowy, orzeźwiający smak, a także walory zdrowotne (witamina C!) znane były od zawsze. I tak też musiał narodzić się likier – trochę skórek, cukier i alkohol stanowiły proste połączenie. Spirytus pełnił tu zrazu funkcje konserwujące, ale z czasem i jego walory doceniono – musiał być odpowiednio czysty, by nie zakłócać harmonii całości.
Inaczej niż w przypadku wielu skomplikowanych likierów limoncello nie aspirowało do roli króla. Nie przekazywano sekretów jego wyrobu z matki na córkę, nie spisywano tajnych receptur, żadna z firm wytwarzających likier nie ma nic do ukrycia. Nie wiadomo także dokładnie, jak i kiedy go spożywać. Najczęściej podaje się go jako digestif – po posiłku. Ale równie dobrze można go podać przed. Nie ma w tym nic dziwnego, kiedy częstuje się nim kogoś bez związku z posiłkiem, ot, tak – kiedy dwie osoby się na chwilę spotkają. Pija się go latem (orzeźwia!) i zimą (orzeźwia, rozgrzewa i chroni). Chętnie polewa się nim lody i desery. Po prostu powinien stać mocno zmrożony na każdą okazję i w każdym domu. Wszystko wydaje się proste, ale zawsze, gdy tak jest – bywa dokładnie na odwrót. Tu haczyk tkwi w jednym zasadniczym szczególe. Cytrynach. Muszą być dojrzałe i bardzo świeże, kupione na targu. Niestety – targu włoskim. Nie mogą być bowiem pod żadnym pozorem pryskane, co zdarza się u nas w 100 procentach przypadków. Nim dotrą do Polski, w ładowniach statków są pieczołowicie konserwowane, co wyklucza je spośród kandydatek na limoncello. Poza przywiezieniem owoców z Włoch pozostaje nam szukanie owoców po oranżeriach znajomych... Ale ratunkiem jest też dokładne wymycie owoców. Czynić to należy ostrożnie, flanelowymi ściereczkami, aby nie naruszyć powierzchni skórek. Postępujemy tak, bo do wyrobu likieru (również z innych cytrusów) używa się nie całych skórek, ale tylko ich zewnętrznej kolorowej części. Wrzucenie całych skórek zniweczy efekt końcowy. Nie należy więc obierać owoców, ale tylko zeskrobywać skórkę.     Skórki (zeskrobki!) z 8 – 16 cytryn (zależnie od wielkości i upodobań) 1 l spirytusu 80 – 95-proc. 1 l syropu cukrowego (1 kg cukru i 0,5 l wody źródlanej) Sok z 1 – 2 sporych cytryn Delikatnie i pieczołowicie obrać lekko jedynie obmyte letnią wodą cytryny. Skórki umieścić w 2 – 3-litrowym słoju, zalać alkoholem, przykryć i odstawić na pięć – sześć dni (nie dłużej!) w umiarkowanie ciepłe miejsce. Po maceracji całość odcedzić do drugiego słoja. Przygotować syrop cukrowy, rozpuszczając cukier w gorącej wodzie (ciągle mieszając, aby cukier się nie przypalił ani całość nie wykipiała). Do nalewu alkoholowego dodać cukier i sok z cytryn. Dać im się przegryźć przez miesiąc. Na koniec całość przefiltrować przez gazę lub lejek z dość luźną wkładką z waty bawełnianej. Spróbować, cmoknąć i rozlać do butelek. Trzymać szczelnie zamknięte w lodówce, nawet w zamrażalniku. - w.g.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL