Adwokaci

Adwokaturze potrzebne są nowe skrzydła

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Fakt, że ostatni egzamin na aplikacje prawnicze był łatwy, nie daje jeszcze nikomu prawa do podważania dokonań dziesiątek ambitnych i solidnych aplikantów
Artykuł mec. Krzysztofa Stępińskiego („Rz” z 18 listopada: „[link=http://www.rp.pl/artykul/393429.html?preview=tak]Czyż nie dobija się adwokatury[/link]”) wzbudził we mnie, jako aplikancie radcowskim, wzburzenie, które przerodziło się w żal i smutek.
Żal wynikł z tego, że pan mecenas jednym zdaniem: „Beneficjenci lex Gosiewski (…) populistom zawdzięczają wpis na listę aplikantów lub adwokatów” przekreślił moją oraz moich koleżanek i kolegów dumę i zadowolenie ze zdanego egzaminu na aplikację. Ów wpis na listę zawdzięczam bowiem długim i żmudnym przygotowaniom, podobnie jak inni aplikanci. Stopień trudności ostatniego egzaminu na aplikację nie daje jeszcze nikomu prawa do podważania dokonań dziesiątek ambitnych i solidnych aplikantów. Na poparcie tezy o marności wiedzy aplikantów mec. Stępiński przytacza „perełki” z ostatniego egzaminu adwokackiego. Natychmiast nasuwa się pytanie o jakość nauczania prowadzonego przecież przez samorządy zawodowe oraz o to, jak „niedojdy” przeszły przez sito egzaminów w trakcie aplikacji. Mec. Stępiński jako członek Komisji ds. Szkolenia Aplikantów ORA w Warszawie wydaje się właściwym adresatem tych pytań.
Moje własne doświadczenie z aplikacji i pozytywne oceny z egzaminów zdawanych przed sędziami Sądu Najwyższego, sądów apelacyjnych i okręgowych świadczą o tym, że wiedza moja i innych aplikantów była weryfikowana skrupulatnie. Smutne jest, że osoba, od której można oczekiwać odpowiedzialności za słowo, pozwoliła sobie na sformułowanie krzywdzących i generalizujących ocen. Autor artykułu „Czyż nie dobija się adwokatury” podaje kilka przykładów nieprofesjonalnego zachowania adwokatów bądź radców prawnych na salach sądowych. Mają popierać tezę, że obecny dostęp do zawodów prawniczych jest nazbyt szeroki. Pierwsi „beneficjenci Lex Gosiewski” dopiero co zdawali egzaminy zawodowe, przykłady te dotyczą zatem chyba adwokatów i radców prawnych, którzy wyszli wcześniej spod ręki samorządów. O czym to świadczy? Ano o tym, że w każdej grupie zawodowej zawsze były i będą osoby poważnie i odpowiedzialnie traktujące swoją profesję, i takie, które się jedynie prześlizgują po zawodzie kosztem klientów, pracodawców, zleceniodawców etc. Odpowiadając na pytanie postawione w cytowanym artykule: „Czy wybór powinien być aż tak szeroki?”, warto przywołać raport na temat ograniczeń w wykonywaniu wolnych zawodów przygotowany w 2004 r. przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Z raportu tego wynika, że w przeważającej większości regulacje zawodów prawniczych szły zbyt daleko, a będącemu ich konsekwencją ograniczeniu konkurencji nie towarzyszyły korzyści społeczne w postaci wyższej jakości i dostępności usług profesjonalnych. Autorzy raportu trafnie podkreślili, że celem tworzenia samorządów zawodowych ma być zapewnienie optymalnej jakości usług profesjonalnych oraz odejście od tworzenia dodatkowych państwowych struktur biurokratycznych, nie zaś, jak to było w owym czasie w Polsce, zabezpieczanie interesów członków korporacji i tworzenie barier wejścia do zawodu. Warto również przypomnieć, że zmiany w dostępie do aplikacji nie były jedynie dziełem „twórców Lex Gosiewski”. To Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu do wyroku z 18 lutego 2004 r. zwrócił uwagę na społeczne uzasadnienie dla przejrzystości i dostępności kryteriów naboru oraz zasad przeprowadzania konkursów na aplikacje – adwokacką i radcowską. TK uznał za niezbędne określenie w aktach prawa powszechnie obowiązującego zakresu przedmiotowego, przebiegu (trybu odbywania) aplikacji, a w szczególności – kryteriów oceny i wpływu wyniku konkursu na decyzję o wpisie na listę aplikantów. Rację ma mec. Stępiński, pisząc, że adwokatura nie dostrzegła w odpowiednim momencie, iż transformacja nie ominie samorządu. Przecząco należy także odpowiedzieć na postawione przez niego pytanie, czy adwokatura dostrzegła, że w nowym ładzie utrzymanie kastowych przywilejów nie jest możliwe. [srodtytul]Fundamentalne pytanie[/srodtytul] Otwarcie zawodów prawniczych jest faktem i emocjonalne spory na ten temat nie wniosą wiele w rozwój naszego kraju. Teraz musimy zapytać: Czy jako społeczeństwo chcemy, żeby do zawodowego reprezentowania w sądach mieli prawo prawnicy po odbyciu specjalistycznego szkolenia, nad którymi nadzór sprawuje samorząd zawodowy, czy też za wystarczające uznamy ukończenie studiów prawniczych? Odpowiedź na to fundamentalne pytanie musi poprzedzić prace nad przygotowywaniem dalszych reform. Inaczej będziemy mieli do czynienia z fragmentarycznymi i chaotycznymi próbami zmian przepisów – na co zwrócił uwagę dr Adam Bodnar w komentarzu do artykułu „Czy krewny strony wyręczy adwokata przed sądem” („Rz” z 5 maja). [srodtytul]Nie likwidować[/srodtytul] Nawet tak zawołany krytyk samorządów zawodowych, jakim jest R. A. Ziemkiewicz, nie kwestionuje potrzeby ich istnienia, podkreślając jednocześnie konieczność ustalenia uczciwych reguł gry („Temidium” 2/2009). Również moim zdaniem zawód pełnomocnika procesowego powinien zachować statut zawodu zaufania publicznego i powinien być wykonywany przez osoby, które ukończyły specjalistyczne szkolenie. Dlatego też należy kontynuować rzeczową (!) dyskusję nad reformą aplikacji (z naciskiem na praktykę) i kształtem samorządów zawodowych (monopol, oligopol, konkurencja?). Trzeba też pamiętać o reformie studiów prawniczych. Nie wszyscy absolwenci muszą bowiem kończyć aplikację, aby wykonywać zawód prawnika. Mogą oni – i są – z powodzeniem zatrudniani przez przedsiębiorców oraz w urzędach państwowych i samorządowych, gdzie reprezentują swoich pracodawców przed sądami cywilnymi i administracyjnymi. Aby podnieść ich kompetencje zawodowe, należy do tego lepiej przygotowywać już na studiach. W tym celu konieczna jest modyfikacja programu studiów, wprowadzająca więcej zajęć praktycznych (formułowanie pism procesowych, przygotowywanie opinii i umów, zachowanie na sali sądowej etc.). [srodtytul]Działajmy konstruktywnie[/srodtytul] Adwokat (radca prawny) jest, a powinien być w jeszcze większym stopniu, istotnym elementem scenografii sądowej, a szerzej: wymiaru sprawiedliwości. Działalność samorządów zawodowych powinna wspierać tę pozycję. Konieczne jest jednak zdefiniowanie na nowo pojęcia „zawód zaufania publicznego”. Cóż ono znaczy, jeżeli obecnie słowne zapewnienie adwokata/radcy prawnego o udzieleniu mu pełnomocnictwa procesowego nie wystarcza sądowi – konieczne jest przedkładanie pełnomocnictwa pisemnego. Także częsta nieufność pomiędzy sędziami a pełnomocnikami zawodowymi – mającymi przecież wspólnie tworzyć wymiar sprawiedliwości – wskazuje na długą drogę do przejścia, aby „zawód zaufania publicznego” nie pozostał tylko sloganem. Warto zatem obecnie skupić wysiłki intelektualne nad przedstawionymi przez Ministerstwo Sprawiedliwości założeniami do projektu ustawy o zawodzie adwokata. Niech tym razem wahadło nie odchyli się niebezpiecznie w żadną stronę, a partykularne interesy niech nie zwyciężą nad dobrem ogółu. Kompleksowa i przemyślana reforma konieczna jest zawodom prawniczym ze względu na dobro społeczeństwa, dlatego też do merytorycznej dyskusji należy zaprosić przedstawicieli innych grup społecznych i zawodowych. [i]Autor jest aplikantem radcowskim przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Warszawie[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL