Historia

Syrena na barykadach

Posąg warszawskiej Syreny na Powiślu, dzieło Ludwiki Nitschowej
Rzeczpospolita
Krystyna Krahelska – poetka i sanitariuszka AK o rysach warszawskiej Syreny
W kwietniu 1939 r. stołeczny „Kurier Codzienny” zamieścił wiadomość o nowym warszawskim pomniku, który bez rozgłosu i fanfar ustawiono na Wybrzeżu Kościuszkowskim. Jak pisał reporter dziennika, „z wód Wisły wyłoniła się Syrena, sprawiając mieszkańcom Warszawy prawdziwą niespodziankę”.
Posąg warszawskiej Syreny na Powiślu, dzieło sławnej rzeźbiarki prof. Ludwiki Nitschowej, różnił się bardzo od tego, jaki warszawiacy znali z Rynku Starego Miasta. Nowy symbol miasta promieniał dumą i nieugiętą duchową siłą – tak potrzebną stolicy, jak się miało okazać, na nadchodzące trudne lata. Prof. Nitschowa dostrzegła owe przymioty w dwudziestoparoletniej bratanicy swej przyjaciółki Wandy Krahelskiej-Filipowiczowej – Krystynie Krahelskiej – i zaprosiła ją do pozowania. Warszawska Syrena zyskała więc twarz i ciało urodzonej na Polesiu jasnowłosej piękności o klasycznej słowiańskiej urodzie, harcerki, absolwentki etnografii UW i wybijającej się poetki. Wysoka – swoje szkolne koleżanki przewyższała nieraz niemal o głowę – silnie zbudowana, chodziła ulicami Warszawy, jak wspominała autorka pomnika, „jaśniejąca uśmiechem wewnętrznej młodzieńczej radości i siły, gotowa na wszystko, co uczciwe, sprawiedliwe i piękne”. W rodzinie Krahelskich, co najmniej od czasów przodków walczących pod sztandarami Kościuszki, sprawiedliwy i piękny był nade wszystko patriotyzm. W 1905 r. ulubiona ciotka Krystyny, działaczka PPS – Wanda, mając lat 20, z balkonu kamienicy przy ul. Koszykowej zrzuciła bombę na powóz carskiego generał-gubernatora Skałona.
Krystyna, córka oficera WP i m.in. wojewody poleskiego, inżyniera Jana Krahelskiego, wychowała się na wsi i w małych kresowych miasteczkach. Pomimo wewnętrznej siły brakowało jej pewności siebie i przebojowości. Najpełniej wypowiadała się w poezji – latami pisała wierszowany pamiętnik – i w śpiewie. Najchętniej, czasem również przed mikrofonami warszawskiego i wileńskiego radia, śpiewała swym pięknym głosem ludowe piosenki z Kresów. Polskie, białoruskie i ukraińskie – nieraz na własną rękę wyszukane podczas wędrówek etnograficznych. Egzamin dyplomowy z etnografii zdała w maju 1939 r. Po wybuchu wojny była łączniczką i instruktorką sanitarną w ZWZ i AK. Jednocześnie przez całą okupację, mieszkając na przemian w Warszawie, Puławach i na wsi, w Pieszej Woli, opiekowała się ofiarnie starzejącymi się rodzicami – nazywała ich Starymi Ptakami – pisała i śpiewała. Do partyzanckiego i konspiracyjnego repertuaru weszły już dwie jej piosenki z lat 1941/1942, „Kołysanka” i „Kujawiak”. Ale prawdziwą furorę zrobił napisany zimą 1943 r. na prośbę harcerzy z przyszłego Pułku „Baszta” marsz „Hej, chłopcy, bagnet na broń”. Z czasem, przedrukowywany w konspiracyjnych pismach i śpiewnikach, stał się najpopularniejszą piosenką Polski Podziemnej. W końcu lipca 1944 r. Krystyna Krahelska, sanitariuszka „Danuta”, otrzymuje powstańczy przydział do 1108 plutonu dywizjonu „Jeleń”. Ostatnie godziny przed powstaniem pluton spędza w mieszkaniu w kamienicy przy Polnej 46. O trzeciej powstańcy zaczynają przyszywać orzełki do czapek i furażerek. Trzy minuty przed godziną W wpada z rozkazami zastępca dowódcy por. „Mistrz”. Pluton ma zdobyć budynek hitlerowskiej gadzinówki, „Nowego Kuriera Warszawskiego”, u zbiegu Marszałkowskiej i Polnej. Powstańcy, uzbrojeni w 20 pistoletów i dwa peemy zbiegają ze schodów. Lewą stroną Polnej, pod murami domów, pędzi w kierunku pl. Unii Lubelskiej sekcja szturmowa „Zygmuntowskiego”, Zygmunta Gebethnera. Reszta plutonu, z trzema sanitariuszkami, biegnie Polem Mokotowskim, depcząc zagony marchwi i kapusty i omijając dojrzewające słoneczniki. Powstańcy wdzierają się na dziedziniec Domu Prasy. Ale gmach jest silnie obsadzony m.in. przez esesmanów. Ogień otwierają też Niemcy z sąsiedniego budynku Straży Pożarnej. „Danuta” opatruje rannego w głowę „Zygmuntowskiego”. Potem wyciąga spod ognia „Mistrza”. Kiedy trzeci raz wraca na pole walki – od chwili wyruszenia do szturmu nie upłynęła nawet godzina – dosięga ją seria z karabinu maszynowego z okien straży. Ranna trzema kulami w płuca aż do zmroku leży wśród warzyw i kwiatów. Przeniesiona w nocy na punkt opatrunkowy pomimo operacji umiera nad ranem 2 sierpnia. Ale warszawska Syrena nieugięcie trwa na swym posterunku nad Wisłą. Po upadku powstania, poraniona odłamkami, wznosi się – podziwiana z drugiego brzegu przez lornetki sowieckich oficerów – na pierwszej linii frontu, nad niemieckim okopem. Posąg o rysach poległej sanitariuszki i poetki to jedyny warszawski pomnik, jaki przetrwał zagładę miasta. [i]Halina Irena Krahelska, „Opowieść o zwyczajnej dziewczynie”[/i] [i]Grzegorz Łyś, dziennikarz „Rzeczpospolitej”,popularyzator nauki, autor m.in. licznych publikacji z zakresu turystyki historycznej[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL