Film

Żelazny Kociak kontra Czarny Tygrys: folgowanie przyjemności

materiały prasowe
Słono, kwaśno, pikantnie, gorzko i łagodnie, a także tłumnie – tak było w Muranowie i Kino.Lab podczas zakończonej wczoraj 3. edycji Festiwalu Filmowego Kino w Pięciu Smakach.
Ta impreza zaistniała najpierw jako prezentacja kinematografii wietnamskiej. Teraz powiększyła się o pokazy filmów z Tajlandii.
Najważniejszym twórcą w świetnym tegorocznym programie był Pen-ek Ratanaruang, jeden z czołowych twórców tzw. Tajskiej Nowej Fali, nagradzany w Berlinie i Cannes. Zaprezentował retrospektywę i został zaproszony do wygłoszenia wykładu w Mistrzowskiej Szkole Filmowej Andrzeja Wajdy. Obejrzeliśmy też filmy jego rodaków, m.in. głośnego Apichatponga Weerasethakula oraz np. nowelowy „Sawasdee Bangkok”. Widzom spodobał się również nagrodzony w Wenecji, poruszający, wspaniały wizualnie i muzycznie wietnamski dramat „Dryfując” Bui Thac Chuyena.
Największymi przebojami okazały się jednak dwa brawurowo zrealizowane pastisze. Docenione na światowych festiwalach tajlandzkie „Przygody Żelaznego Kociaka” i „Łzy Czarnego Tygrysa” to zabawa kinem najwyższej próby. Pierwszy z filmów to parodia obrazów o agentach (tytułową Iron Pussy zagrał transwestyta) i musical w jednym. Drugi jest połączeniem spaghetti westernu z melodramatem w stylu lat 50. w cukierkowej, różowo-błękitnej scenografii. Przez pięć dni festiwalu znów przekonaliśmy się, że kino z południowo-wschodniej Azji ma w Polsce spore grono odbiorców. To cieszy, bowiem jego oryginalność – którą tworzą intrygujące opowieści i formalne eksperymenty – już dawno docenili publiczność na świecie i jurorzy najważniejszych festiwali. W kulturowo niemal monolitycznej Warszawie Wietnamczycy stanowią największą grupę obywateli zagranicznych. Jest ich oficjalnie 40 tysięcy, ale oni sami sugerują, by w estymacjach podwoić tę liczbę. Sukces takich imprez jak Kino w Pięciu Smakach czy AfryKamera pokazuje, że sporo warszawiaków tęskni za wieloetnicznymi spotkaniami. Ale ten festiwal przypomniał nam jeszcze o jednym. O tym, że kino może i powinno być dobrą, wielosmakową zabawą.
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL