Świat

Zagadkowa śmierć polskiego proboszcza

AFP
Ślady po 24 ciosach nożem znaleźli policjanci na ciele księdza z Chicago. Śledztwo trwa, lecz biuro szeryfa wstępnie poinformowało, że to było samobójstwo. Nie wszyscy mogą w to jednak uwierzyć.
Gdy 8 października proboszcz parafii Matki Boskiej Śnieżnej nie pojawił się na porannej mszy świętej, wierni zawiadomili policję. Ta znalazła martwego księdza Wacława Jamróza leżącego w łazience w swoim domu, z ranami brzucha i pociętymi przegubami. Według reporterów telewizji ABC7 w domu księdza Wacława nie znaleziono listu pożegnalnego. Nie zginęły też pieniądze ani biżuteria.
Choć śledztwo ciągle trwa, to według nieoficjalnych informacji, na które powołują się dziennikarze ABC7, policja uważa, że było to samobójstwo. Między innymi dlatego, że ksiądz został znaleziony w zamkniętej od środka łazience. – Nie ma wątpliwości, że był w domu sam. Nie ma wątpliwości, że nie znaleziono śladów walki. Nie ma więc wątpliwości, że to było samobójstwo – mówi Steve Patterson, rzecznik prasowy szeryfa County Cook, zaznaczając, że była to powolna i straszna śmierć. Cześć wiernych i znajomych proboszcza wciąż nie może jednak uwierzyć, że mógł on odebrać sobie życie. – Po prostu nie sądzę, by był on skłonny zrobić coś takiego, ponieważ to jest śmiertelny grzech przeciwko Bogu. A ojciec Wacław był taki pobożny, tak oddany Bogu – tłumaczył dziennikarzom Tom O’Dowd, emerytowany nauczyciel z parafii zmarłego proboszcza.
– Ksiądz Wacław był człowiekiem niezwykle pogodnym, wesołym, skorym do żartów. Po prostu kochał życie – opowiada „Rz” Robert Szabla z telewizji Polvision, przyjaciel zmarłego proboszcza. Właśnie w tej stacji 43-letni ksiądz od sześciu lat prowadził program „Słowo na niedzielę” – podczas którego czytał Pismo Święte i wygłaszał krótką homilię. Trzy dni przed śmiercią nagrał kolejny odcinek programu. – Nic nie wskazywało wtedy na to, by miał jakiekolwiek kłopoty. Mówił za to o swoich planach, o tym, że wybiera się do Polski. W dniu, w którym zginął, miał pojechać do biura podróży odebrać bilet – dodaje Robert Szabla. Tajemniczości sprawie dodaje fakt, że ksiądz został ostatnio podany do sądu przez męża jednej z parafianek. Jak napisano w pozwie, ksiądz Wacław zebrał wśród parafian 577 tysięcy dolarów, by pomóc kobiecie opłacić prawników podczas zagmatwanej sprawy rozwodowej. Jak podała telewizja ABC7, proboszcz zeznawał też w sprawie dyscyplinarnej przeciw jednemu z adwokatów, który miał go namawiać do kradzieży kościelnych pieniędzy, a gdy ksiądz odmówił, zaoferować mu 5 tysięcy dolarów w gotówce w zamian za puszczenie sprawy w niepamięć. Licencja adwokata została zawieszona 28 września.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL